x

Marek Kondrat: bez wina i dobrego jedzenia prymitywizujemy swoje życie

Kategoria: Wino    29.12.2021

Przez dekady był jednym z najlepiej rozpoznawalnych polskich aktorów. Gdy ogłosił, że porzuca aktorstwo, by zająć się winem, wiele osób nie wróżyło mu powodzenia. Dziś sklepy Kondrat Wina Wybrane obecne są w 11 miastach w Polsce. Zapytaliśmy Marka Kondrata o to, co zadecydowało o sukcesie sieci.

Zdjęcie: materiały prasowe
Zdjęcie: materiały prasowe
Food Service:Obecnie sklepy sieci Kondrat Wina Wybrane można znaleźć, jeżeli dobrze liczę, na terenie ośmiu miast, a punkty partnerskie sieci rozsiane są po całej Polsce. Co, pana zdaniem zadecydowało o ich sukcesie biznesowym?
Marek Kondrat: – Zgodność z założeniami i rzetelność ich realizacji. Założyliśmy sobie, że w sklepie specjalistycznym musi pracować ktoś, kto będzie się w nim czuł dobrze. Będzie lubił swoją pracę, pogłębiał wiedzę na temat wina. Będzie także umiał opowiadać w przystępny sposób o winie. Czekamy na człowieka, który takie predyspozycje wykaże, przejmie rolę gospodarza. Sprzedając wino, sprzedajemy pewną historię. Smaki i bukiety każdy znajdzie własne, my chcieliśmy pokazać, kim są ludzie, którzy to wino tworzą, jak wygląda ich świat.

Ta opowieść o winie jest chyba w tym przypadku bardzo ważna. Można przecież wejść do dyskontu i kupić przystępne cenowo wino, ale człowiek, który nie wie czego szuka łatwo zgubi się między półkami…
– Uznaliśmy, że nie możemy sprzedawać samej zawartości butelki. Musimy opowiedzieć o tym, skąd wino pochodzi, kim jest człowiek, który je tworzy. Chcemy dać też osobie, która się tym zainteresuje trochę więcej. Robimy degustacje, zapraszamy producentów, którzy opowiadają o swoich winach. Organizujemy także grupy odwiedzające naszych producentów. Widzą one w jakich “okolicznościach przyrody” rośnie winorośl. Butelka wina to efekt ostateczny. Coś, co jest na końcu drogi winiarza, który przycina, obcina, dogląda. Dopiero potem wyciska sok, jeszcze później fermentuje. Praca w winnicy trwa cały rok.

Co daje takie podejście do wina?
– Wino jest pretekstem do większej opowieści. Ludzie, którzy odwiedzają winnice, zaczynają rozumieć ten proces. Widzą, ile osób przy tym pracuje, rozumieją dlaczego, często nie jest to tani trunek. Jesteśmy w większości krajem wsi i małych miasteczek. Dotarcie tam z przekazem, że “kwasior” za 40 złotych ma być lepszy od naszej mateczki “czystej”, która przenosi nas w świat baśni znacznie szybciej i skuteczniej, to długi proces.
Wiedza o tym, czym się różni białe od czerwonego, jakie wino zamawiać, co dobrać do potrawy? Przez to zupełnie inaczej zaczynamy konsumować swój czas. Jestem głęboko przekonany, że nieświadomie to odrzucamy, korzystając z przyjemności życia w pośpiechu. Jedzenie z mojego punktu widzenia jest przyjemnością, nie tylko zaspokojeniem głodu. Dlatego, pomijając atrybuty dobrego jedzenia prymitywizujemy swoje życie, ograniczając się tylko zaspokojenia głodu czy pragnienia.

Handlując winem trzeba nauczyć się cierpliwości?
– To zabawa z czasem, której nie przeżywamy za często. Zabawa, która pozwala niesłychanie poetycko ujarzmić ten czas, nadać mu wymiar. Droga między beczką a butelką to czasem kilkadziesiąt lat. To nie dzieje się z dnia na dzień. Wielkie Chateau, wielkie domy produkcyjne, które mają ograniczoną ilość butelek, prowadzą zapisy na listę klientów. Tak zwane wina en primeur można kupić z wyprzedzeniem 5 – 10 lat. To wina robione z winogron, które jeszcze nie pojawiły się na krzewach. Dzięki temu można kupić je za stosunkowo niewielkie pieniądze. Gdy już się pojawią, będą dużo droższe.

Nie są to jednak trunki, które stanowiłyby większość w ofercie sieci Kondrat Wina Wybrane…
- Dostęp do tych win jest mocno utrudniony. My skupiamy się na regule idealnej relacji jakości do ceny. Wina powyżej stu złotych zajmują u nas najmniej miejsca, bowiem wymagają pewnego przygotowania. Ktoś kto wsiądzie od razu do Rolls-Royce’a, zapewne go nie doceni. Chyba, że wcześniej spędził trochę czasu w Maluchu (śmiech). W Polsce grupa osób, która pije wino, stale rośnie. Z mapy zakupowej widać, że Polacy kupują w tych samych miejscach coraz droższe wina. A więc, nie więcej win, a po prostu lepsze wina.

A propos trendów zakupowych, o Polsce mówi się niekiedy, że jesteśmy krajem Trzech P – prosecco, primitivo i pinot grigio. To znajduje odzwierciedlenie w wynikach sprzedaży?
– Notujemy taki trend, ale pamiętajmy, że na przykład prosecco jest popularne na całym świecie, bo ludzie lubią “bąbelki”, łatwo wchodzą w krew i dają poczucie miłego rauszu. Primitivo nawet w swoim wytrawnym wymiarze jest winem dość słodkim. To trunek z ciepłej Apulii, zawierający ogromną ilość “słońca”, a bardzo niewiele kwasowości, a więc to, co polskie podniebienie lubi. To dziwne, bo jako naród jesteśmy wychowani na kiszonej kapuście czy kiszonych ogórkach, a wina kwasowego jednak nie lubimy. Pinot Grigio również jest winem słodszym.Przeważnie konsumenci kojarzą białe wino jako bardziej kwasowe.

W ramach sieci Kondrat Wina Wybrane funkcjonują już trzy wine bary. Czy możemy się spodziewać, że z czasem będzie ich więcej?
– Mamy plan rozwoju sieci winebarów, ale czekamy na franczyzobiorców. Sami nie chcemy tego robić, bo nie znamy lokalnych potrzeb. Zostawimy to ludziom, którzy by się na to zdecydowali tak jak w Gdyni na przykład. Wine bar i sklep w jednym miejscu to doskonałe połączenie, bo ludzie mogą spróbować tego, co chcieliby kupić.

Ten model konsumpcji – wino i jedzenie – jest w Polsce popularny?
– Jak najbardziej. To widać w winebarze warszawskim, gdzie obserwujemy radykalny wymóg klienta, że jedzenie musi być. Chciałem uniknąć doświadczeń z okresu Prohibicji i ośmiu restauracji, które wtedy były w naszym posiadaniu. Nie chciałem już nigdy mieć restauracji, ale to sytuacja szczególna. Dlatego też, przy moim niewielkim sprzeciwie, wzmocniliśmy kuchnie w stołecznym wine barze.

Czy pośród tych wszystkich regionów, które pan odwiedza, butelek, które pan próbuje, jest coś, co pana szczególnie zaskoczyło?
– Jest tego mnóstwo. Każda winnica i każdy właściciel takiego miejsca to właściwie osobne opowieści. Każde miejsce ma swoją własną specyfikę. W Hiszpanii na przykład miałem do często do czynienia z ludźmi, którzy mieli obowiązek w każdym pokoleniu wybudować jakiś odcinek piwnic. W Ribera del Duero jeden z producentów miał ich trzy i pół kilometra. Dzisiaj wybudować kawałek piwnicy to nie problem. Kiedyś, zrobić to przy pomocy kilofa i łopaty to było coś. To robi ogromne wrażenie. Podobnie jak piwnice rodziny Patriarche w Beaune, w Burgundii. Mają 5 kilometrów długości i ciągną się pod samym centrum miasta. Organizowane są tam wycieczki i zdarza się, że ktoś zapomni z tych piwnic wyjść. Udaje mu się to dopiero na drugi dzień (śmiech).
Wino to ogromnie złożona dziedzina. Na szczęście, mam już obok drugie pokolenie, które się nim zajmie.

 

Autor tekstu: Przemysław Ziemichód
O AUTORZE
Przemysław Ziemichód
Dziennikarz i bloger kulinarny z ponad dziesięcioletnim stażem, specjalizujący się w tematyce alkoholi. Publikował m.in. w Polsce Times, Gazecie Krakowskiej, Naszemiasto.pl, Zwierciadle, Gotujmy.pl, Polki.pl, Cookmagazine.pl. Prowadzi podcast o alkoholach Strefa Wolnocłowa oraz blog Foodiesworld.pl

Inne kategorie

Akademia Horeca

Jak budować kartę napojów w restauracji typu fine dining?

Fine dining, jak sama nazwa wskazuje, polega na dostarczeniu gościom restauracji doświadczenia gastronomicznego na bardzo wysokim poziomie.
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej