x

Jak się hoduje karpie pod Warszawą? Odwiedziliśmy gospodarstwo rybackie w Rembertowie

Kategoria: Twój biznes - wiedza    22.12.2021

Karp wcale nie musi być sezonowy, żywy nadal cieszy się popularnością wśród Polaków. O rekordowych cenach i niełatwej w dzisiejszych czasach hodowli karpia opowiada Michał Górski, właściciel Gospodarstwa Rybackiego "Rembertów".

Michał Górski, właściciel Gospodarstwa Rybnego „Rembertów”. Zdjęcie: Handelextra.pl
Michał Górski, właściciel Gospodarstwa Rybnego „Rembertów”. Zdjęcie: Handelextra.pl
Skąd pomysł na taki biznes?
Michał Górski, właściciel Gospodarstwa Rybackiego „Rembertów”: Prowadzimy go rodzinnie. Gospodarstwo Rybackie „Rembertów” to główna siedziba [33 km od Warszawy – przyp. red]. Tu mamy 150 ha ziemi, ok. 100 ha lustra wody. 80% produkcji stanowi karp, dodatkowo hodujemy też suma, szczupaka, amura, tołpygę, lina, Od kwietnia sprzedajemy też pstrąga, ale go nie hodujemy. Posiadamy jeszcze trzy oddziały: jeden pod Siedlcami, dwa pod Piasecznem. Ale cała produkcja ze wszystkich stawów przewożona jest specjalistycznym transportem do Rembertowa i tu sprzedawana.

Tata zaczął rodzinny interes ponad 22 lata temu, potem ja skończyłem ichtiologię na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie i przejąłem gospodarstwo. Brat zajmuje się innym odłamem naszej działalności – ziemią orną – i ma swój sad. Pomagamy sobie. W tym roku powiększyłem gospodarstwo o ponad 45 ha. Rozwijamy się, inwestujemy, modernizujemy tereny. W obiekcie Rembertów hodowla opiera się na wodzie źródlanej, teren ma blisko 170 źródeł, dlatego woda nie zamarza zimą.

Jako producent współpracujący ze stowarzyszeniem Polski Karp i z siecią handlową (Makro) jakie wymogi musicie spełniać? Co daje uczestnictwo w Polskim Karpiu?
– Polski Karp zrzesza ok. 30 dużych, średnich i mniejszych gospodarstw. Jest pośrednikiem między hodowcą a siecią handlową czy przetwórnią. Załatwia większość spraw, którymi ja jako producent nie muszę już zajmować. Jeśli się nie mylę, spółka ma wyłączność na sieć Makro. Ma podpisane kontrakty i umowy z przetwórniami, detalistami, a my tylko dostarczamy im towar. Cena jest wcześniej między nami ustalona. To solidna i wypłacalna instytucja. Funkcjonuje na rynku od ok. ośmiu lat. Stowarzyszenie nawiązuje rozmowy z sieciami handlowymi, przetwórniami, a na nasze konto pieniądze ze spółki wpływają w ciągu 60 dni od dowiezienia towaru.

Ta współpraca nas zwalnia z obróbki ryby. Wiem, że niektóre gospodarstwa skorzystały z programów unijnych, postawiły nieduże przetwórnie, patroszarnie. Ale to są ogromne koszty – prawie milion złotych. Dlatego dowożę do sieci handlowych, w moim przypadku do Makro i do małych sklepów Lewiatan, żywe karpie. A oni sprzedają je już uśpione. Co do wymogów, musimy na bieżąco wykonywać badania weterynaryjne. Nie możemy przywieźć uszkodzonej ryby.

Sprzedajemy też, oczywiście, karpia na miejscu, w gospodarstwie Rembertów. Bywają bardzo dobre lata, kiedy tej ryby mamy nadmiar i nie jesteśmy w stanie sprzedać jej lokalnie, czyli w okolicach Warszawy. Wtedy przydaje się zrzeszenie w Polskim Karpiu, bo zyskujemy dodatkowy rynek zbytu.

Organizacje prozwierzęce, w tym Viva!, wywalczyły, że większość sieci handlowych wycofała się lub wycofuje ze sprzedaży żywych karpi. Jakie konsekwencje wiążą się z tym dla pana jako hodowcy?

Michał Górski, właściciel Gospodarstwa Rybnego „Rembertów”. Zdjęcie: Handelextra.pl
Michał Górski, właściciel Gospodarstwa Rybnego „Rembertów”. Zdjęcie: Handelextra.pl
– Musimy przestrzegać obostrzeń weterynaryjnych, np. nie mogę patroszyć ryby tu, na miejscu, bo nie mam odpowiedniego sprzętu, czyli patroszarni. Natomiast jeśli chodzi o sprzedaż bezpośrednią w naszym gospodarstwie, zauważam wpływ działań organizacji prozwierzęcych głównie na zachowania klientów. Zdarza nam się, że w momencie wyjęcia karpia ze stawu klienci zarzucają nam, że znęcamy się nad rybą, nazywają nas mordercami. Mieliśmy przypadki omdleń wśród klientek. Organizacje prozwierzęce bardzo na nas, producentów, naciskają, żeby nie sprzedawać żywej ryby.

My natomiast stosujemy się do wytycznych Głównego Lekarza Weterynarii, tzn. jeżeli klient przyjeżdża z większym pojemnikiem (wiaderkiem, beczką), możemy mu sprzedać żywą rybę. Jest łowiona ze stawu, ważona i wędruje z powrotem do pojemnika pełnego wody. Jeżeli nie ma pojemnika, każdego sprzedawanego karpia musimy uśpić. Robimy to za specjalną kurtyną, żeby uniknąć reakcji kupujących.
Obecnie z powodu wycofywania się detalistów ze sprzedaży żywego karpia bardziej rozwinęło się przetwórstwo karpia – 70-80% tej ryby przerabiają przetwórnie. Ale na zyski naszego gospodarstwa nie ma to wpływu.

Badania CBOS mówią, że 59,3% Polaków popiera zakaz handlu żywymi karpiami. A jak ma się do tego rzeczywistość? Sporo osób zrezygnowało z kupowania żywych ryb?
– Tendencje konsumenckie pozostają takie same, tzn. Polacy chcą kupować żywą rybę, lubią ją sobie wybrać w stawie. Sporo klientów, którzy nie mają pojemnika, nie godzi się na usypianie i nakłania nas do sprzedaży w reklamówce…

Karp jest traktowany w naszym kraju jako produkt sezonowy – czy poszukujemy go także w ciągu roku? Coś się zmieniło w tej kwestii w ostatnich latach?
– Gospodarstwa rybackie, które zajmują się przetwórstwem, pracują sezonowo – przez trzy miesiące – i zarabiają na cały rok. My sprzedajemy karpia przez cały rok, czyli od kwietnia do końca grudnia. W styczniu i lutym mamy sezon ogórkowy. W marcu ruszają prace remontowe stawów, parku maszynowego. Staramy się od 1 kwietnia otworzyć sprzedaż ryb.

Dodatkowo obsługujemy bardzo wiele łowisk specjalnych – sprzedajemy karpia, szczupaka, amura, lina do kół wędkarskich Polskiego Związku Wędkarskiego. Pewną część swojego budżetu przeznaczają na zarybienie stawu i ja im to zapewniam. W naszym obiekcie Rembertów też można powędkować.
Dysponujemy samochodami specjalistycznymi do transportu ryb z atestowanymi basenami izolowanymi, natlenianymi. W ten sposób transportujemy nadwyżki ryb do przetwórni w Darłowie, Kołobrzegu albo na południu kraju – do Sony w Kozichgłówkach koło Częstochowy.

Gospodarstwo Rybne „Rembertów”. Zdjęcie: Handelextra.pl
Gospodarstwo Rybne „Rembertów”. Zdjęcie: Handelextra.pl
Obsługujemy też smażalnie ryb, a są one przecież czynne przez cały rok. Bardzo chętnie zamawiają karpia i pstrąga. Klienci indywidualni, którzy kupują u nas od lat, wiedzą, że sprzedajemy dobrą rybę całorocznie – hodowaną na piaskowym dnie i w źródlanej wodzie. Wzmożone zainteresowanie karpiem odnotowujemy także od maja do czerwca – kiedy trwa okres komunijny, później weselny. Przetwory: pstrąg smażony w zalewie octowej (robiony przez mojego kolegę), paprykarz domowej roboty także cieszą się dużym zainteresowaniem. W okresie wigilijnym mamy głównie u siebie żywego karpia i trochę pstrąga. I paprykarz z pstrąga, bo to się w tym czasie sprzedaje.

Proszę wymienić zalety i wady hodowli karpia – czy jest trudna i na czym polega?
– Do zalet na pewno należy praca na świeżym powietrzu, nie w biurze, przed komputerem. Ale z drugiej strony – to zajęcie wymagające wielu wyrzeczeń. Zdarza się często, że spędzamy tu po 14, 15 godzin. W okresie przedświątecznym i świątecznym nawet do 20 godzin. Zimą cały dzień stoi się w lodowatej wodzie (do pasa). Trudno o pracowników, bo nie chcą wykonywać tego zawodu właśnie z tych względów. Utrzymuję się z tej pracy i nie narzekam – to zaleta, pozwala żyć na przyzwoitym poziomie.

Ale sama hodowla karpia jest kosztowna. To produkcja pod chmurką. Cały cykl produkcyjny trwa aż trzy lata, bo tak długo ryba rośnie. Od momentu złożenia tarła, najczęściej w maju, w pierwszym roku mamy narybek jesienny – sztuka waży od 25 do 50 g. W następnym roku pojawia się kroczek – ryba w granicach 250 do 400 g, i dopiero w trzecim sezonie otrzymujemy karpia handlowego, który osiąga wagę od 1,5 do 2,5 kilo. Dla porównania świnia rośnie od 165 do 180 dni, kurczak z wolnego wybiegu osiem tygodni.

Mamy jako rybacy też potężny problem ze zwierzętami rybożernymi: kormoranem, czaplą siwą, białą i wydrą. To nasze szkodniki, które znajdują się pod ochroną. Zgodnie z wytycznymi naukowców jeden kormoran musi zjeść codziennie od 0,4 do 0,6 kg ryby, średnio do pół kg ryby dziennie. Wydaje się, że to znikoma ilość. Ale jeśli na obiekcie o 22 ha non stop mamy ok. 30 sztuk takich ptaków, to tracimy 15 kg ryby dziennie. Na stawie mamy czasem do 100 łabędzi, kaczek (zwierząt wodno-błotnych). One wyjadają paszę przeznaczoną dla ryb. Tymczasem w Niemczech istnieją stosowne regulacje, a ekolodzy ich nie blokują. W naszym kraju za zabicie łabędzia można pójść do więzienia na dłużej niż za zabicie człowieka…

Nie dostajemy żadnych odszkodowań od państwa ani rekompensat. Chorób nie jesteśmy  w stanie skontrolować. Nie stosujemy żadnych antybiotyków, hodowlę opieramy na zbożach: kukurydzy, łubinie, pszenicy, jęczmieniu. Co roku w marcu prowadzimy prace remontowe stawów, a to też kosztuje.

Ile powinien kosztować kilogram karpia i czy tyle kosztuje on obecnie? Co składa się na jego cenę?
– W 2021 r. w moim gospodarstwie ceny są rekordowo wysokie, wzrost na poziomie 30% w porównaniu do lat poprzednich. W detalu sprzedajemy go za 21 zł za kg, a w hurcie w zależności od odbiorcy – między 15 a 16 zł za kg (jeśli klient sam przyjeżdża do nas, płaci 15 zł, jeżeli musimy towar zawieźć – 16 zł). Polska produkuje od 20 do 22 tys. ton karpia towarowego, konsumpcyjnego rocznie. I takie jest jego zużycie w naszym kraju.

Tymczasem jest dużo mniej ryby handlowej na rynku krajowym z powodu chorób karpia i szkodników, czyli zwierząt rybożernych. Cena ryby jest wysoka, bo hoduje się ją trzy lata, na każdym etapie produkcji notujemy duże straty.
Poza tym na dochodzą też koszty transportu. Podrożał olej napędowy, a w każdym gospodarstwie są przecież ciągniki, koparki. Minimalne nawet stawki godzinowe dla pracowników poszły w górę ze względu na inflację. Ale największym wydatkiem gospodarstwa rybackiego są zboża. Jeszcze rok temu płaciło się u lokalnych rolników za tonę pszenżyta, pszenicy 700-800 zł. Teraz trudno kupić je za 1400 zł. A karp musi zjeść 5 kg pszenicy na 1 kg przyrostu. Jeżeli waży 2 kilo, powinie dostać 10 kg pszenicy. U nas zboża częściowo pochodzą z własnej produkcji - sami je siejemy na własnej ziemi rolnej.

A dlaczego właśnie od kwietnia zaczynacie sprzedawać karpia?
– Wtedy zaczyna się sezon wędkarski. Nasze wody – rzeki, jeziora, zbiorniki zaporowe – są ubogie w rybę. Wędkarzom brakuje spektakularnych efektów połowu. A u nas stawy są dobrze zarybione. Dużo rodzin z dziećmi przyjeżdża, żeby zaszczepić to zajęcie w dzieciach, odciągnąć je od komputerów.

Poza tym od października do grudnia ludzie kupują bardzo dużo ryby i ją mrożą. Od stycznia do marca mają pełne zamrażarki, pod koniec marca kończą się im zapasy i od kwietnia przyjeżdżają po świeży towar. Polacy jedzą bardzo dużo świeżej ryby.

Autor tekstu: Małgorzata Hnat

Zobacz także

Serwisy obiadowe i zastawa stołowa odpowiednie na co dzień

Dzisiaj jest to mniej popularne niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu, jednak część osób decyduje się oddzielić serwis obiadowy i zastawę stołową codzienną od świątecznej. Co będzie odpowiednie do codziennego użytkowania? Czym kierować się przy zakupie talerzy, misek, kubków oraz sztućców dla rodziny?

Kłopoty barów i pubów serwujących piwo. Spadają jego produkcja i sprzedaż, rosną zaległości

Sezon letni to dla branży piwnej czas żniw, ale w tym roku nie uda jej się odbić po pandemicznym okresie. Polacy piją mniej piwa. Efekt? Dane z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i Bazy Informacji Kredytowych BIK pokazują, że od maja 2021 do maja 2022 roku zadłużenie piwnych graczy wzrosło o 500%.

Potęga obrazu - o projektowaniu dla gastronomii

Zalecają się do nas obrazami, tworzą wyraziste wizualne komunikaty. O to, po co gastronomii profesjonalne identyfikacje wizualne, zapytaliśmy specjalistów. Projektanci Edgar Bąk, Aga Kotowska i Michał Loba opowiedzieli nam o swoich pracach.

Gastronomia 2.0: czy maszyny odbiorą nam pracę?

Maszyny potrafią nalewać piwo, robić koktajle, odbierać i przynosić zamówione potrawy, a także bez problemu wystawią rachunek, co przyspiesza proces płatności. Czy nowoczesna technologia wkrótce w pełni zautomatyzuje gastronomię?

Sukces restauracji - balans właściwego zarządzania i talentu szefa

Kluczowa dla powodzenia restauracji jest równowaga między finansowymi aspektami działalności a chęcią kreacji. Nawet najpiękniejsza restauracja, z genialną lokalizacją, nie będzie cieszyć się popularnością, jeśli zabraknie w niej szefa z talentem - pisze Janusz Garncarczyk, szef restauracji Lemon.

Polska kocha frytki - Glovo dzieli się danymi na Międzynarodowy Dzień Frytek

W ciągu ostatniego roku polscy użytkownicy aplikacji Glovo zamówili ponad milion porcji frytek - to aż 110 ton! Najpopularniejsze w naszym kraju są klasyczne frytki długie, na drugim miejscu plasują się karbowane, a następnie belgijskie. Tuż za podium znalazły się frytki z batatów.

Inne kategorie

Podcasty

Wegańskie słodycze: jak to ugryźć? [PODCAST]

Dania wegańskie dobrze zadomowiły się już w polskich sklepach i restauracjach. Coraz częściej klienci mają ochotę również na ciasta i desery, które nie zawierają produktów odzwierzęcych, a cukiernie chętnie wychodzą im naprzeciw. Rozmawiamy o tym z Dominiką Targosz, ambasadorką Chef for Change.
wicej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej