x

Katarzyna Rogowska i Justyna Ładzińska z katowickiej Amfory: wzajemne zrozumienie

Kategoria: Ludzie    16.12.2021

Zadają kłam temu, że "kuchnia" i "sala" nie potrafią się dogadać. Katarzyna Rogowska i Justyna Ładzińska - znają się od 26 lat, pracują razem od 10. Mają na koncie sukces restauracji Cadenza i Amfora. Sytuacje konfliktowe rozwiązują poprzez kompromisy i szacunek do pracowników.

Katarzyna Rogowska i Justyna Ładzińska. Fot. Michał Radwański
Katarzyna Rogowska i Justyna Ładzińska. Fot. Michał Radwański
„FOOD SERVICE”: Justyno, Katarzyno – współpracujecie od przeszło 10 lat, a od kiedy się znacie?
JUSTYNA ŁADZIŃSKA:
Od liceum, czyli od 15. roku życia, czyli... 26 lat! 

A jaka była wasza pierwsza praca w gastronomii?
KATARZYNA ROGOWSKA
: Ja lubiłam gotować od dziecka, jako nastolatka przygotowywałam posiłki dla siebie i rodziny. Pierwszy raz trafiłam do gastronomii podczas studiów, gdy pojechałam do pracy w hotelu agroturystycznym w Niemczech, to był 2002 r. Pełniłam tam funkcję osoby do pomocy, do sprzątania, zmywania naczyń. Wówczas pierwszy raz w życiu zobaczyłam, jak gospodarze robią masło z mleka od własnych krów, że hodują kozy i inne zwierzęta, a produkty używane w kuchni są naturalne. Czułam, że ich jedzenie jest inne od tego, które znałam, zachwycałam się śmietaną czy ciastem drożdżowym z masłem. W Polsce ten temat zyskał na popularności dekadę później. 

Co było dalej?
K.R.:
Właścicielka gospodarstwa poczuła ze mną porozumienie, zaczęła uczyć podstawowych technik gotowania i dzięki temu zdobyłam wiedzę o prostej kuchni. Pracowałam tam z przerwami przez całe studia. Goście hotelu rezerwowali terminy w porozumieniu ze mną, aby mieć pewność, że będę w pracy. Czułam się tam bardzo dobrze, byłam zadowolona. Zakres obowiązków czasem mnie przerastał, ale nauczyło mnie to dobrej organizacji pracy. 

Justyno, a jak wyglądały twoje początki w gastronomii?
J.Ł.:
Zaraz po liceum zdobyłam pracę kelnerki w dobrej restauracji w Katowicach. Znalazłam ją z ogłoszenia w urzędzie pracy, internet jeszcze nie istniał. W restauracji po raz pierwszy zobaczyłam, czym są kalmary czy sos winegret. To był 1998 r., w domach nie jadło się takich rzeczy. Poznałam tam nocne życie i przede wszystkim zobaczyłam, jak ważny jest zawód kelnera, w jakim stopniu jego osobowość i temperament mają wpływ na przykład na przebieg kolacji służbowej. Kontynuowałam pracę kelnerki w Niemczech, a później w Anglii. Czasami moja pracodawczyni zabierała mnie na zakupy do większych miejscowości, bo mieszkałam na przedmieściach, w gospodarstwie agroturystycznym. Wspólnie szłyśmy na lunch – obserwowałam ludzi tak swobodnie zachowujących się w restauracjach. Miałam wtedy 22 lata i chciałam żyć jak oni. 

Katarzyna Rogowska. Fot. Michał Radwański
Katarzyna Rogowska. Fot. Michał Radwański
Które z zawodowych doświadczeń młodości miało największy wpływ na waszą obecną pracę
J.Ł.: To była praca we włoskiej sieciówce Carluccios w Anglii. Bardzo dużo się tam nauczyłam, odbyłam wiele szkoleń, zostałam nawet wysłana w delegację na otwarcie restauracji tej sieci do Cambridge. Wówczas byłam już przeszkolonym pracownikiem, znałam pracę kelnera od podszewki. Na otwarciu widziałam, ile błędów popełniają tamci ludzie. Widziałam różnicę w tym, co znaczy wyszkolony personel i praca w zgranym zespole, a co znaczy praca w amatorskim teamie, z ludźmi częściowo z przypadku. Podobała mi się także struktura organizacyjna tej sieci, do tej pory mam ich skrypty. Ostatnio ktoś poprosił mnie o przeszkolenie pracowników jego restauracji – wróciłam do tych materiałów, żeby je sobie przypomnieć, i zauważyłam, że wciąż pracuję wedle tamtych wskazówek. 

A ty, Kasiu, z której pracy wyniosłaś najwięcej wiedzy?
K.R.
: Z Anglii, z pierwszego miejsca z hierarchią, w jakim pracowałam. Z podziałem na sekcje, obowiązki i role: szefa kuchni, sous chefa, specjalisty od danej czynności. Nie było tam żadnej szansy na pomyłki i panował ogromny szacunek do produktu. Tam się nauczyłam pracy w zespole. Gdy wróciłam do Polski i chciałam wprowadzić taki system, niektórzy byli w szoku. Nie wiedzieli, o co chodzi, że jest podział obowiązków, a nie że „robisz wszystko”. 

Chciałyście wracać do Polski?
J.Ł.:
Chciałam wracać. Miałam 30 lat. W Brighton żyłam chwilą. To międzynarodowe miasto z mnóstwem lokali – po pracy nigdy nie szłam do domu. Zachłystywałam się kulturą, pełną muzyki, jedzenia i picia. 
Żyłam z dnia na dzień.
Zawód kelnera jest o tyle fajny, że daje elastyczność i brak obowiązków. Zamykasz drzwi restauracji i nic cię nie interesuje. Nagle orientujesz się, że jednak nie można tak funkcjonować w nieskończoność. Uznałam, że albo wrócę do Polski, albo zostanę w Brighton na zawsze. Podejmowałam tę decyzję przez rok, podzieliłam się z Kasią moimi przemyśleniami, a ona powiedziała, że czuje podobnie. No i wróciłyśmy do Polski. Przez rok miotałam się z myślami, zastanawiałam się: co ja zrobiłam? W Katowicach nic się nie działo. Ale później znalazłam pracę w firmie, z którą jestem związana obecnie i moje życie zawodowe zaczęło się rozkręcać. 

Justyna Ładzińska. Fot. Michał Radwański
Justyna Ładzińska. Fot. Michał Radwański
Przełomowym projektem w waszej karierze w Polsce była katowicka restauracja Cadenza, zlokalizowana w budynku Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Za stworzenie wyjątkowej kuchni tego miejsca Kasia otrzymała nagrodę Kobieta Szef Gault & Millau. Również obsługa kelnerska prowadzona przez ciebie, Justyno, była innowacyjna i wysoce profesjonalna. Był rok 2015 – jak wspominacie ten czas? 
J.Ł.: Cadenza była zdecydowanie odważnym miejscem jak na tamte czasy. Na początku nie zdawałyśmy sobie sprawy, że projekt okaże się tak rozległy i wrzuci nas na głęboką wodę. Pomysł na menu w stylu fine dining miała Kasia. Jej interpretacja kuchni z XVIII w. zrobiła furorę. Przypomnę, że gastronomia, jaką znamy dziś, dopiero stawiała w Polsce swoje pierwsze kroki. Ówczesne trendy obejmowały sałatkę z kurczakiem, pomidory koktajlowe, czerwoną cebulę i panierowany camembert z żurawiną. Mimo że mieliśmy XXI w., komuna ciągle jeszcze gdzieś się przebijała. 
K.R.: Cadenza osiągnęła ogromny sukces i w sumie liczyłyśmy, że tak się stanie. Wierzyłyśmy w to i przekonałyśmy do naszego pomysłu właściciela Marcina Strzyżewskiego, z którym zaczęłyśmy współpracę we wcześniejszym miejscu, restauracji przy Akademii Muzycznej. Nasza wizja Cadenzy opierała się na interpretacji kuchni dawnej, staropolskiej, na podkreśleniu smaków pierwotnych. 

Skąd zainteresowanie takim kierunkiem kulinarnym?
K.R.:
Zawsze interesowały mnie źródła pochodzenia rzeczy i zjawisk, a także historia sztuki czy etymologia słów. Wiedziałam też, że goście Cadenzy, którzy przyjeżdżają na koncerty do NOSPR z całej Polski, pragną przeżyć coś niezwykłego. Cały wieczór musiał być traktowany wyjątkowo, chcieliśmy zbudować napięcie, pobudzić ciekawość do czegoś niestandardowego. Stąd moja propozycja dań bazujących na kuchni dawnej, którą się interesowałam. 

Jakie dania proponowałaś w menu?
K.R.:
Przepadam za piątą ćwiartką. W naszym menu ciekawy był galert, czyli bardzo popularna przystawka na Śląsku, w Warszawie nazywana zimnymi nóżkami. Była to galareta z ogonów wołowych, bez żelatyny, do tego podawaliśmy pikle bez konserwantów, robione na miejscu, oraz nalewkę chrzanówkę, którą przygotowywał nasz barman Kirill. Taki set był często zamawiany przed koncertem, i pokazywał w pigułce historię dawnej polskiej kuchni wiejskiej. Z innych ciekawych potraw zamawiana była pieczona świńska krew – czyli kaszanka, ale bez kaszy. Specjalnie tak nazwałam to danie. Justyna była oburzona, ale oczywiście obsługa podjęła wyzwanie. 

W karcie figurowało jako pieczona świńska krew?
K.R.:
Tak. Kaszę zastąpiły orzechy, całość była podana w formie keksu, z grasicą i śliwkami. Na deser serwowaliśmy budyń z kapusty albo panna cottę z warzyw. 

ZESPÓŁ (od lewej): Filip Żuczek, Piotr Sromek, Kirill Eroszewicz, Justyna Ładzińska, Marcin Strzyżewski, Kasia Rogowska, Aleksander Grabarek, Aleksandra Bucior-Młotek, Karolina Job, Szczepan Sorota. Fot. Michał Radwański
ZESPÓŁ (od lewej): Filip Żuczek, Piotr Sromek, Kirill Eroszewicz, Justyna Ładzińska, Marcin Strzyżewski, Kasia Rogowska, Aleksander Grabarek, Aleksandra Bucior-Młotek, Karolina Job, Szczepan Sorota. Fot. Michał Radwański
Odważne propozycje!
K.R.:
Owszem, gdy ktoś zamówił te dania albo na przykład ślimaki w skorupach z łupin topinamburu, to aż schodziłam z kuchni na salę, żeby spojrzeć, kim jest ten gość. Przyznam, że ludzie byli zachwyceni naszym menu. W dużej mierze to zasługa Justyny i jej zespołu, który potrafił zbudować w gościach potrzebę na takie kulinarne przygody. Obsługa grała tak naprawdę pierwsze skrzypce. 
J.Ł.: Musieliśmy odpowiedzieć na różne potrzeby. Cadenza była restauracją finediningową, ale byliśmy w stanie przyjąć aż 80 osób. To i tak mało jak na koncert z 2-tysięczną publicznością. Było czworo kelnerów do obsługi. Przed koncertem goście chcieli zjeść trzy dania, napić się kawy i wybrać wino. Inni jedli przystawkę przy barze, stoliki były też we foyer, tam zamawiano np. zupę. Musieliśmy temu wszystkiemu sprostać, chodziliśmy jak w zegarku. 
Po koncercie tenorzy, skrzypkowie, gwiazdy światowej sławy i ci, którzy nie zjedli obiadu, chcieli zjeść kolację. Do restauracji przychodziła śmietanka Katowic i gwiazda wieczoru, podejmowana przez panią dyrektor NOSPR. 
K.R.: Podawaliśmy Antonius Caviar – tyle lat temu! Do niego polski gempler sekt, czyli szampan z Zielonej Góry, z winnicy Miłosz. Ówczesny dyrygent nie zamawiał francuskiego, prosił o polski szampan i kawior. Pani dyrektor była bardzo dumna, że w gmachu swojej orkiestry może mieć taką restaurację. Był jeden dyrygent, który miał 96 lat – Polak, od lat mieszkający w Ameryce. Odwiedził kiedyś Cadenzę i spróbował naszych dań. Mocno niedowidział, a ja nie wspominałam, że podajemy kuchnię polską. Po skosztowaniu powiedział, że są to smaki jego dzieciństwa i nie pamięta, kiedy jadł coś takiego, żeby mu się dzieciństwo przypomniało. Bardzo mnie to wzruszyło. 

Lockdown sprawił, że Cadenza zniknęła z kulinarnej mapy Śląska. Ale wasz duet można spotkać w restauracji Amfora, która istnieje od trzech lat. Kuchnia tego miejsca jest jednak diametralnie odmienna od polskiej finediningowej Cadenzy, postawiłyście bowiem na swobodę i klimaty bliskowschodnie – dlaczego? 
K.R.: W pewnym momencie zauważyłam, że gastronomia idzie w nową stronę, a sztywne, eleganckie miejsca stają się passé. Polacy zaczęli więcej zarabiać, a co za tym idzie – częściej stołować się w restauracjach, już niekoniecznie tylko z okazji celebrowania uroczystości. Dlatego chciałyśmy stworzyć miejsce na luzie, gdzie nie będziemy uwiązane od rana do późnych godzin wieczornych, nie będziemy związane z instytucją, w której panuje sztywna etykieta. Chciałyśmy organizować swobodne kolacje degustacyjne i tańczyć na stołach. 
J.Ł.: Pozwoliłyśmy zespołowi dobrowolnie się podzielić – kto chciał z nami tworzyć nowe miejsce, przechodził do Amfory, kto wolał zostać i rozwijać istniejącą jeszcze wtedy Cadenzę – zostawał. Z zespołu Kasia wyłoniła szefa kuchni, a ja menedżera. 

A skąd decyzja o wyborze kuchni Bliskiego Wschodu?
K.R.:
Przyznam, że miałam już trochę dosyć polskiej kuchni. Chciałam gotować coś lekkiego, dobrze doprawionego, co jest sexy i ma w sobie ładunek emocji. Lubię kuchnię bliskowschodnią, podróżowałyśmy z Justyną do Turcji, na Kaukaz, do Izraela. Zauważyłam też, że w Warszawie czy innych miastach te dania zyskują na popularności. 
J.Ł.: Jednak w Amforze, w przeciwieństwie do Cadenzy, musieliśmy zapracować od zera na lojalność gości. Wykazać się oryginalnością i ich zaskoczyć. A w związku z tym spokornieć. Mimo że Amfora mieści się w centrum miasta, to kuchnia Bliskiego Wschodu nie jest pierwszym wyborem dla ludzi. 
K.R.: Nie każdy wiedział, czym jest hummus. Katowice nie są miastem turystycznym, nie mamy rzeszy studentów czy mniejszości etnicznych, które pracują w restauracyjnych kuchniach. Więc znowu przecierałyśmy szlaki. 

ZESPÓŁ (od lewej): Filip Żuczek, Piotr Sromek, Kirill Eroszewicz, Justyna Ładzińska, Marcin Strzyżewski, Kasia Rogowska, Aleksander Grabarek, Aleksandra Bucior-Młotek, Karolina Job, Szczepan Sorota. Fot. Michał Radwański
ZESPÓŁ (od lewej): Filip Żuczek, Piotr Sromek, Kirill Eroszewicz, Justyna Ładzińska, Marcin Strzyżewski, Kasia Rogowska, Aleksander Grabarek, Aleksandra Bucior-Młotek, Karolina Job, Szczepan Sorota. Fot. Michał Radwański
Kilka osób pracuje z wami już od 8 lat. To młodzi ludzie, którzy dawno mogliby mieć inne zawody. W jaki sposób udaje ci się utrzymać ich lojalność – to kwestia dogodnych warunków pracy, wysokich stawek? 
J.Ł.: Finanse są zapewnione, jest bezpieczeństwo, ale to nie jest najważniejsze. Oni zauważyli, że w tej pracy cały czas się rozwijają. Widzą perspektywę związaną z zawodem kelnera, że on się nie kończy na Amforze, a doświadczenie tu zdobyte na pewno im się przyda w realizowaniu samych siebie w przyszłości. 
Zawsze chciałam, żeby ludzie, w których widziałam potencjał, uwierzyli, że ta praca ma sens. Gdy wspólnie podróżujemy, każdy z mojego zespołu zwraca uwagę, że za granicą w zawodzie kelnera nie pracuje wyłącznie młodzież, a raczej osoby z dużym doświadczeniem. Ten zawód jest bardzo szanowany, goście wiedzą, że mogą kelnerowi powierzyć cały wieczór. 

Potrafisz powiedzieć, dlaczego jesteś autorytetem dla swojego zespołu?
J.Ł.:
Bo jesteśmy w tym razem. Szanuję bardzo ich zdanie, pracuję w serwisie z nimi, gdy trzeba sprzątam, myjemy razem okna. Gdy ktoś nie przyjdzie na zmywak, a bywa różnie, wspólnie myjemy naczynia. Tworzymy zespół, po prostu. Każdy czuje odpowiedzialność za całą restaurację. 
Dzięki takiemu podejściu oni uwierzyli we mnie i w ideę, którą miałyśmy z Kasią na samym początku. Na przestrzeni minionych lat wspólnie z teamem uczyliśmy się specyfiki rozmaitych kuchni, które Kasia proponowała. Razem zdobywamy wiedzę na temat wina. Później każdy rozwija się w swojej dziedzinie, ale bazę zdobywamy wspólnie.  

„Nie wiem, jak to by się wszystko udało, gdyby nie nasze wzajemne zrozumienie, kompromisy i wyrozumiałość wobec jednej i drugiej roli w restauracyjnej współpracy” – wyznała mi niedawno Justyna, opisując waszą długoletnią zawodową relację. Kompromisy to klucz do udanej współpracy między kuchnią a salą? 
K.R.: Konflikt „kuchnia a obsługa” istniał od zawsze i istnieć będzie. Praca kuchni i flooru jest nierówna. Kiedy my szykujemy dania na duży bankiet i pracujemy od rana do wieczora, obsługa ma wakacje. Później kucharze mają wszystko przygotowane i jest plaża, a kelnerzy biegają z piętra na piętro, obsługując gości. Wtedy Justyna mówi: „zrozum nas”. I w pewnym momencie faktycznie zaczęłam kucharzom tłumaczyć, jak wygląda praca kelnera i uczyć ich empatii. Najlepszą lekcją są sytuacje kryzysowe, kiedy ktoś z obsługi musi zastąpić kucharza pod jego nieobecność. Po takim doświadczeniu kelner stwierdza, że już wszystko rozumie i za żadne skarby nie chce się zamieniać z kucharzami na miejsca, bo jednak ich praca jest bardzo ciężka fizycznie. Dzięki takim doświadczeniom zespół szanuje się nawzajem. A to rzadkość. 
J.Ł.: Kasia zawsze stoi za swoim zespołem. Ja, nawet jeśli wiem, że obsługa nawaliła, też stoję za nimi murem. Tak musi być. Ale rozmawiamy z Kasią o trudnych sytuacjach, przedstawiamy argumenty. Nie boimy się dyskutować.  

Katarzyna Rogowska i Justyna Ładzińska. Fot. Michał Radwański
Katarzyna Rogowska i Justyna Ładzińska. Fot. Michał Radwański
A jak radzicie sobie ze stresem – tym codziennym i tym związanym z sytuacjami kryzysowymi? 
J.Ł.: Moja praca polega na dobrej organizacji, ale faktycznie zdarzają się momenty, kiedy wszystko dzieje się naraz, każdy chce coś „na już”. Wtedy rozwiązaniem jest działanie po kolei. Trzeba też pamiętać, że problemy dnia codziennego są problemami dnia codziennego, potem się o nich zapomina. Gdy przychodzę do pracy i jest młyn, każdy biega, bo traci kontrolę, to wszyscy patrzą na mnie. Oczekują rozwiązania. Te emocje trzeba uspokoić i robić wszystko krok po kroku. 
K.R.: W mojej pracy liczy się dyscyplina. Cenię sobie luz, ale gdy jest ważne zadanie do wykonania, nikt go nie lekceważy, wszystko musi być na czas. Jeśli zostanę wyprowadzona z równowagi, wszystko poleci jak domino. Kiedyś krzyczałam, dziś wiem, że to nie ma sensu, to tylko strata mojej energii. Potrafię zachować zimną krew. Jak coś się sypie, w sekundę zaczynam kombinować z rozwiązaniem. Jednak wystarczy na mnie spojrzeć, żeby zobaczyć, że coś jest nie tak. Wypracowałam sobie wizerunek osoby budzącej szacunek, bo ja też szanuję mój zespół – ich zapał, zaangażowanie, dyspozycyjność. 

Zaprosiłam was do rozmowy w dość specyficznym momencie waszej kariery. Restauracja Amfora, którą tworzycie, odnosi sukces na śląskiej scenie kulinarnej – i to jest pierwszy przyczynek do naszego spotkania. Drugim jest... twoje odejście, Justyno, z tej firmy. Dlaczego po 10 latach chcesz się wycofać? 
J.Ł.: W Cadenzie miałam natłok obowiązków i mnóstwo rzeczy do zrobienia w ciągu dnia. W Amforze zadań związanych z moją funkcją jest mniej dlatego jeszcze przed lockdownem angażowałam się w różne dodatkowe projekty powiązane z gastronomią, aby poczuć, że mam na coś wpływ, rozwijać się. Znam styl pracy Kasi, Kasia zna mój. Sytuacja zrobiła się wygodna, a ja potrzebuję nowych wyzwań, może presji, nowych doświadczeń. Wiem o swoich słabych stronach, chciałabym nad nimi popracować, ale wydaje mi się, że niezbędny jest mi dystans do tego, co już znam.  

Szukasz nowej pracy czy dajesz sobie czas na odpoczynek? 
J.Ł.: Szukam nowej pracy. Chciałabym realizować się w gastronomii, ale także podnieść swoje kwalifikacje, poszerzyć kompetencje. W tej firmie pracuję od 10 lat i jestem mocno związana emocjonalnie ze wszystkim, co tu się dzieje, przede wszystkim z ludźmi. Chciałabym brać udział w projektach gastronomicznych, które mają określony termin realizacji, kończą się, by potem móc przystąpić do kolejnych. Nie chciałabym już tak angażować się emocjonalnie w swoją pracę. 

Katarzyna Rogowska i Justyna Ładzińska. Fot. Michał Radwański
Katarzyna Rogowska i Justyna Ładzińska. Fot. Michał Radwański
Kasiu, a jak będzie wyglądać twój kolejny krok?
K.R.:
Moja codzienność wygląda trochę inaczej. W Cadenzie pracowałam prawie non stop, nie miałam czasu na wyjazdy, spotkania z kucharzami, wspólne gotowanie. Amfora daje mi takie możliwości, mam dobry zespół i mogę się rozwijać na innych polach. Mam swobodę działań, mogę uczestniczyć w różnych przedsięwzięciach i z tych dwóch rzeczy czerpię radość. 
J.Ł.: Stanowisko menedżera Amfory obejmie po moim odejściu Kirill. Restauracja jest teraz bardzo popularna i uważam, że to najlepszy moment na taką zmianę. Z Kasią chciałybyśmy w przyszłości otworzyć coś razem. Nasze drogi na pewno jeszcze się zejdą.

JUSTYNA ŁADZIŃSKA 
Stanowisko:
menedżerka w restauracji Amfora w Katowicach 
Urodzona: 17 stycznia 1980 r., Bytom
Najważniejsze osiągnięcia: wieloletnia współpraca ze stałym, zaufanym zespołem kelnerów, utożsamiającym się z miejscem pracy. Współautorka konceptów restauracji: Cadenza i Amfora, uplasowanie ich na wysokiej pozycji (wyróżniający się styl obsługi gości i odważny drink & food pairing). Realny wpływ na zmianę wizerunku zawodu kelnera. 

KATARZYNA ROGOWSKA
Stanowisko:
szefowa kuchni w restauracji Amfora w Katowicach
Data i miejsce urodzenia: 21 maja 1980 r., Wołomin 
Najważniejsze osiągnięcia: szybki sukces restauracji Cadenza, przecieranie szlaków ze współpracą z lokalnymi producentami, certyfikat slow food. Stworzenie nowatorskiego (rok 2014) menu degustacyjnego Cadenzy, inspirowanego kuchnią Słowian. Tytuł Szefowej Kuchni Południa 2018 Gault & Millau; Tytuł Kobieta Szef 2019 Gault & Millau; współzałożycielka kolektywu zrzeszającego śląskich szefów kuchni.

AMFORA RESTAURACJA & COCKTAILBAR 
Rok powstania:
2018
Liczba miejsc: 100
Liczba kelnerów: 7
Liczba kucharzy:
Najpopularniejsze danie główne: fatteh z ozorków wołowych w sosie maślanym, taratour – 42 zł 
Przedział cenowy za dania główne: 32-75 zł 
Średni rachunek: 90-110 zł 
Liczba koktajli w karcie: 11 
Liczba win w karcie: 45

Wywiad ukazał się w „Food Service" 11/2021 nr 210.

Autor tekstu: Agata Godlewska
O AUTORZE
Agata Godlewska
Redaktor naczelna magazynu „Food Service” oraz portalu Ouichef.pl. Magister kulturoznawstwa w SWPS. Przygodę z branżą gastronomiczną rozpoczęła blisko 10 lat temu pod okiem Macieja Nowaka. Autorka niezliczonej ilości wywiadów z najważniejszymi polskimi szefami kuchni i restauratorami. Współtworzy i prowadzi coroczną konferencję Food Service Summit.

Zobacz także

Luca Fantin - szef kuchni Bvlgari Il Ristorante w Tokio

Przed 10 laty opuścił Włochy, by nowoczesną odsłonę swej ojczystej kuchni prezentować w Tokio. Dzisiaj Luca Fantin jest jednym z najbardziej znanych włoskich szefów, choć na co dzień pracuje tysiące kilometrów od rodzinnej Italii.

Nagi szef podbija świat

Zostawiając brexitowe smutki w domu, Jamie Oliver Restaurant Group postawiła na międzynarodowy rozwój. Jonathan Knight, international managing director, oraz Nick Shapira, business development and strategy director, rozmawiając z Flavią Fresią o strategii i celach firmy.

Alain Passard: Z miłości do warzyw

Alain Passard osiągnął kulinarny szczyt - jego restauracja Arpège w ciągu 10 lat zdobyła komplet trzech gwiazdek Michelin. Od ponad 40 lat gotuje z niesłabnącą pasją i wciąż uważa, że kucharz to najpiękniejszy zawód świata.

Znamy finalistów Bocuse d’Or Poland 2018

11 grudnia 2017 r. w Akademii Kulinarnej Nestle Professional w Warszawie odbyły się preeliminacje konkursu Bocuse d’Or Poland 2018.

Mateo Zielonka: pasta i basta!

Mateo Zielonka, znany jako "Pasta Man", makaronami własnej produkcji oczarowuje rzesze fanów w mediach społecznościowych oraz gości 180 The Strand i The Store X w Londynie. Od lat mieszka na stałe w Wielkiej Brytanii. Właśnie napisał książkę "Pasta Man", która ukazała się w kilku krajach.

Jakub Kasprzak: według własnych zasad

W listopadzie 2019 r. wygrał polskie eliminacje do najbardziej prestiżowego konkursu kulinarnego na świecie - Bocuse d’Or. Wcześniej był laureatem m.in. Wine & Food Noble Night czy Kulinarnego Pucharu Polski. Jego ambicja i chęć rywalizacji przypominają determinację olimpijskich sportowców.

Inne kategorie

Podcasty

Wegańskie słodycze: jak to ugryźć? [PODCAST]

Dania wegańskie dobrze zadomowiły się już w polskich sklepach i restauracjach. Coraz częściej klienci mają ochotę również na ciasta i desery, które nie zawierają produktów odzwierzęcych, a cukiernie chętnie wychodzą im naprzeciw. Rozmawiamy o tym z Dominiką Targosz, ambasadorką Chef for Change.
wicej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej