x

Beata Śniechowska i Tomasz Czechowski: Otwieramy serca i zmysły

Kategoria: Ludzie    04.10.2021

Są parą w życiu zawodowym i prywatnym. Gastronomiczna power-couple: Beata Śniechowska i Tomasz Czechowski. Ona z ambicją podchodząca do kuchni dzieciństwa, on ceniący jakość i smak bon vivant. Wspólnie stworzyli Bistro Młoda Polska. Jaki jest sekret ich sukcesu?

Beata Śniechowska i Tomasz Czechowski. Fot. Michał Radwański
Beata Śniechowska i Tomasz Czechowski. Fot. Michał Radwański
„FOOD SERVICE”: Beato, jesteś zwyciężczynią 2. edycji „Master Chefa” – to program dla kucharzy amatorów, ale w twoim przypadku doprowadził do własnej restauracji – Młoda Polska. Czy zgłaszając się do programu, myślałaś, że kiedyś zo- staniesz współwłaścicielką gastronomicznego biznesu? 
BEATA ŚNIECHOWSKA: Zgłoszenie się do „Master Chefa” było decyzją spontaniczną. Od zawsze lgnęłam do gotowania, choć moją karierę zawodową i naukową poprowadziłam w zupełnie innym kierunku. Z wykształcenia jestem dr inż., a sam doktorat zrobiłam ze strat ciepła w preizolowanych rurociągach ułożonych bezpośrednio w gruncie. Faktycznie, program nie jest kierowany do profesjonalistów, ale ja staram się robić wszystko w życiu bardzo rzetelnie. Jak coś zacznę, to chcę to doprowadzić do końca. W jednym z odcinków powiedziałam, że jeśli wygram program, otworzę swoje bistro. Kiedy jurorzy ogłosili werdykt i padło moje imię, ogarnęła mnie wielka radość, a za chwilę pomyślałam: „Oooouuss! No to będę miała knajpę. Przecież obiecałam!” Pytanie brzmi, jak dobrze zrobić restaurację od podstaw. Otóż trzeba nauczyć się fachu, bo fakt, że potrafię ugotować coś pysznego dla rodziny, nie oznacza, że umiem zarządzać, liczyć i organizować pracę w profesjonalnej kuchni. 

Nie miałaś przed „Master Chefem” styczności z branżą gastronomiczną?
B.Ś.:
Profesjonalna gastronomia zawsze mnie interesowała, ale była jak zakazany owoc. Odwiedzałam różne ciekawe restauracje, ale zawsze z pozycji gościa. Pragnęłam tego świata, ale wiedziałam, że zasłużę na niego tylko ciężką pracą. Dlatego postanowiłam, że po programie pojadę na staż. Jako pierwszy przyjął mnie Michel Moran. 

Czego się tam nauczyłaś?
B.Ś.:
Michel pozwolił mi pracować z najlepszymi produktami. Uczył mnie kunsztu, sztuki kulinarnej. Już pierwszego dnia do bistro przyjechały gołębie, żabnice, ostrygi i jagnięcina. Styczność z takim asortymentem była czymś wzruszającym. Po pierwszych zmianach ledwo stałam na nogach, ale wychodziłam z nich jako szczęśliwy kucharz. Już kucharz. Po 3-miesięcznej pracy w Bistro de Paris przyszedł czas na pracę u Pawła Oszczyka. U jego boku pracowałam jakieś 8-9 miesięcy. W tym czasie szlifowałam swoje umiejętności i uczyłam się myśleć jak kucharz, a nie kucharz amator. To był dla mnie bardzo twórczy czas, poznałam wiele nowych receptur, a przede wszystkim miałam wielkie szczęście pracować z niezwykłym szefem kuchni. 

Od twojego zwycięstwa w „Master Chefie” do otwarcia Młodej Polski minęło 5 lat, co jeszcze robiłaś w tym czasie?
B.Ś.:
W tym czasie napisałam dwie książki kulinarne, prowadziłam sporo warsztatów i cały czas podróżowałam po świecie, poznając nowe smaki. Przez 3 lata byłam szefową kuchni w Menu Motto we Wrocławiu i tu w moją historię wkracza Tomek, który był gościem naszej restauracji. 

Beata Śniechowska. Fot. Michał Radwański
Beata Śniechowska. Fot. Michał Radwański
Tomku, oddaję ci głos – jak to się stało, że stałeś się właścicielem restauracji, której szefową kuchni została Beata?
TOMASZ CZECHOWSKI
: Jestem właścicielem browaru rzemieślniczego, pracuję na styku z gastronomią. Z jednym ze wspólników wpadliśmy na pomysł, żeby założyć restaurację. Mieliśmy doświadczenie w sieciowej gastronomii, szczególnie mój wspólnik, jednak bistro opiera się na innym typie zarządzania. Pewnego dnia zjadłem kolację w Menu Motto, po której stwierdziłem, że jeżeli ktoś ma gotować w naszej przyszłej restauracji, musi to być Beata Śniechowska. Zaproponowałem jej współpracę w lokalu na placu Solnym [tu znajduje się Młoda Polska – przyp. red.]. Dostała ataku śmiechu i powiedziała, że nie ma szans. 

Dlaczego?
T.C.:
Bo dobrze jej w Menu Motto i się stąd nie ruszy.
B.Ś.: ...w tym nowym lokalu była bardzo mała kuchnia!
T.C.: Potem napiliśmy się kieliszka dobrego destylatu.
B.Ś.: Niejednego.
T.C.: Co zabawne, Beata miała kitel z wyhaftowanym nazwiskiem Śniechowska, a ja pod wpływem kilku młodych ziemniaków przekreśliłem je na zdjęciu i zmieniłem na Czechowska. Napisałem: „kiedyś to będzie moja żona” – i wysłałem zdjęcie kumplom. 

Niesamowita historia, bo dziś jesteście narzeczeństwem. Ale zanim się oświadczyłeś, Beata zgodziła się na współpracę.
T.C.:
Tak, w końcu, po ciężkich negocjacjach. Moim marzeniem było stworzenie jakościowego bistro, gdzie będziemy cieszyć się tym, co robimy, ale przede wszystkim udowodnimy, że na wrocławskim rynku nie musimy gotować dla turystów, ale dla każdego, i to na wysokim poziomie. 

Nadal jednak jesteś zaangażowany w prowadzenie kilku innych biznesów – ile czasu pochłania restauracja?
T.C.:
Faktycznie jestem zaangażowany w wiele projektów, nie tylko gastronomicznych. Natomiast restauracja to biznes romantyczny, ale najcięższy. Tutaj musisz być na co dzień, zarządzać na co dzień, myśleć na co dzień, żeby wszystko miało sens, żeby nie zawieść gości. Gastronomia jest pracą 24 h na dobę, ale daje coś, czego żaden inny biznes nie jest ci w stanie dać. Jeżeli masz salę pełną gości, którzy jedzą, piją, śmieją się – czujesz się spełniony. Postrzegam gastronomię jako misję, która ma na celu cieszyć ludzi, budzić do życia i otwierać serca i zmysły. 

A jakie są twoje korzenie kulinarne? Nie pytam o umiejętności, ale o okres twojej młodości i region, w którym dorastałeś? 
T.C.: Wychowałem się we Wrocławiu, na Śródmieściu. Ulubionym daniem od mojej mamy były gołąbki z przyjaraną kapustą, a babci Wandzi pierogi ruskie – czyli standardowo. Jako młodzieniec zacząłem pracować w browarze, wtedy zainteresowałem się kuchnią, restauracjami, podróżami. Pokochałem smaczny styl życia. Uważałem, że lepiej jest raz jakiś czas zjeść w fajnym, przemyślanym miejscu, które daje ci emocje, niż zwyczajnie zjeść i wypić. B.Ś.: Skubaniec ma doskonale wyrobiony smak, mimo że nie potrafi gotować.
T.C.: Nie zgodzę się, zrobiłem kiedyś omlet po azjatycku. 
B.Ś.: Tomek robi jajecznicę à la risotto, która się nie udaje, ale rozgryza smaki na języku w sposób niespotykany. Dzięki podróżom, jedzeniu na mieście i ciągłemu doświadczaniu potrafi nie tylko genialnie wyczuć smaki, nawet te subtelne, pozostające w tle na języku, ale ma też ogromną wiedzę merytoryczną, jak łączyć ze sobą produkty. 
T.C.: Dziękuję. Potwierdzam.  

Tomasz Czechowski. Fot. Michał Radwański
Tomasz Czechowski. Fot. Michał Radwański
Młoda Polska to codzienne bistro nastawione na polski comfort food. Czy mając rozpoznawalne nazwiska, popularność w telewizji i w mediach społecznościowych, nie chcieliście otworzyć restauracji z kuchnią fine dining? 
B.Ś.: Kocham karmić ludzi. Poznałam różne typy kuchni, ale najbliższe jest mi jedzenie, które daje uśmiech. W Młodej Polsce chciałam zaproponować coś, co sama zjadłabym w wolny dzień, nie tylko od święta. Chciałam robić smaczną kuchnię, która przytula, rozpieszcza – z porządnym tatarem, matiasem, z sezonowo zmieniającymi się daniami, które mocno kojarzą się z kuchnią comfort foodu. Nasz barszcz serwuję tak, jak robiła to moja Babcia Ada. Z ziemniakami, złocistą cebulką i w wersji wege. We Wrocławiu ma on swoich wiernych fanów, dlatego jest w karcie 365 dni w roku. Od razu wiem po uśmiechu gości, która mama lub babcia robiła tak mocno kiszony barszcz, z dużą ilością warzyw i czosnku. 
T.C.: Doświadczamy fine diningu na świecie i szanujmy ten rodzaj sztuki kulinarnej – jest to inspirujące i niesamowite. Ale to nie jest historia na ten adres, bo pomysłem na Młodą Polskę jest biesiada. Pianino, które rozbrzmiewa, ma grać tak, aby nie usztywnić gości, ale raczej zachęcić ich do zamówienia kieliszka dobrego destylatu. 

Ale żeby nie zabrzmiało to zbyt biesiadnie, trzeba dodać, że wasze miejsce jest bardzo dopracowane pod kątem estetyki i designu, znajduje się zaś w zabytkowej kamienicy Oppenheimów przy pięknym placu Solnym. To wszystko sprawia, że można do was przyjść zarówno na spotkanie biznesowe, jak i rodzinny obiad. 
T.C.: Rzeczywiście jada u nas kolacje biznes, a obok randkę ma para studentów, którzy również czują się komfortowo. To się nie gryzie. Miejsce stało się po prostu jakościowo dobre, ale nie onieśmielające. Prowadzimy serwis profesjonalny, ale luźny. Uważamy, że dobra kuchnia, dobre wina, dobry alkohol niekoniecznie muszą wiązać się z przesadną formalnością. 
B.Ś.: Dobre rzemiosło oraz przejrzyste, uczciwe jedzenie są teraz doceniane. Prawilny barszcz, ręcznie ulepione pierogi, idealnie dosmażona cebulka – kto się im oprze? 

Tylko pytanie jest o te słynne polskie kompleksy. Czy ktoś aby nie chce dostać na talerzu truf li lub homara?
T.C.:
Cieszy nas widok, gdy do restauracji przychodzą goście na śledzia i kieliszek dobrej wódki. To jest nasz „new food”, nasza ostryga. Ale oczywiście jeżeli ktoś zrobi rezerwację i ma specjalne życzenia, to Beata tworzy menu pod oczekiwania gości. Robimy również dania spoza karty, sezonowo, na weekend, które odbiegają od tego, co podajemy na co dzień. Mimo to wierzymy, że polska kuchnia produktu autorstwa Beaty trafia w kubki smakowe wielu gości, więc pytanie, gdzie jest ten kompleks. 

Zespół (od lewej): Krzysztof Musielak (menedżer), Beata Śniechowska, Patryk Klimek (sous chef), Tomasz Czechowski. Fot. Michał Radwański
Zespół (od lewej): Krzysztof Musielak (menedżer), Beata Śniechowska, Patryk Klimek (sous chef), Tomasz Czechowski. Fot. Michał Radwański
Aktywnie używacie Instagrama do nawiązywania i utrzymania relacji z gośćmi. W komunikacji posługujecie się językiem dość młodzieżowym i potocznym. Czy macie jeszcze inne kanały dotarcia, np. do klientów biznesowych? 
B.Ś.: Mamy tylko Facebook i Instagram. Luźnym językiem posługiwaliśmy się w czasie lockdownu, kiedy to całkowicie zmieniliśmy komunikację, a media społecznościowe stały się naszym jedynym łącznikiem ze światem. T.C.: W lockdownie, podobnie jak inni koledzy i koleżanki z branży, zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym, czyli brakiem możliwości obsługi gości w restauracji. Sprzedaż produktów w formie delikatesów nam nie poszła, postawiliśmy więc na polski młody street food. Bawiliśmy się formą, stworzyliśmy menu na wynos, w którym znalazły się kotlety schabowe w bułce, mac’n’cheese, kurczaki, knysze, kotlety jajeczne. Nagle okazało się, że paragony z zamówieniami spływały jak za starych dobrych czasów. Ludzie byli ciekawi, jak restauracja tego typu zajmie się street foodem. Dziś wracamy do naszego DNA, czyli do komunikowania się z gośćmi w nieco bardziej poważnym stylu. 

Czy coś z tego szalonego „covidowego” menu przetrwało do dziś?
T.C.:
Po odmrożeniu gastronomii nie wiedzieliśmy, jak się zachować. Czy wrócić do bistro, czy postawić na dochodowy street food. Podzieliliśmy więc kartę na pół: trochę nowych, trochę starych dań. Po tygodniu stwierdziliśmy: co my właściwie robimy? Siedzi gościu, je śledzia, a obok rodzina zajada knysze. Zupełny absurd. Pewnego dnia zamknęliśmy restaurację na 2 tygodnie, przebudowaliśmy kartę i wróciliśmy do naszego DNA. 

Waszą restaurację wyróżnia rozbudowana karta alkoholi, są to zarówno mocne trunki, koktajle, jak i modne ostatnio wina naturalne. Czy taka oferta faktycznie przekłada się na większe zainteresowanie gości lokalem? 
T.C.: Pierwotny pomysł na Młodą Polskę to wódka bar. Zamysłem było łączenie wódki, destylatów i koktajli z jedzeniem. Chcieliśmy wyróżnić się w całym Wrocławiu, zaczęliśmy więc od 150 polskich destylatów i szczerze powiedziawszy, nawet nie wiedziałem, że tyle ich jest na polskim rynku. Jeśli chodzi o wina, to poprosiliśmy Izę Iskierkę, wcześniej znaną z restauracji Oda, żeby wsparła nas w selekcji win nowofalowych, i dziś możemy pochwalić się bardzo atrakcyjną ofertą naturalnych biodynamicznych etykiet. 
B.Ś.: Te wina są smaczne, bez zadęcia, odkrywcze, progresywne – one żyją! 
T.C.: Kiedyś dobre wino musiało mieć pozłacaną etykietę i być z Bordeaux, a teraz okazuje się, że genialne wina robią Słowacy, Czesi. Rozwój samych etykiet to zresztą oddzielny temat – 8 lat temu mogliśmy obserwować podobne zjawisko w dziedzinie piw kraftowych. Zdradzę jeszcze premierowo, że zamierzamy w Młodej Polsce montować alembik i produkować własne wódki i okowity. Obecnie przerabiamy na ten cel piwnicę, więc z poziomu placu Solnego będzie można oglądać produkcję alkoholu. To jest zwieńczenie naszych marzeń. Nasi goście oczekują od nas nie tylko dobrej kuchni, ale doceniają szeroką, jakościową półkę alkoholu. 

Często podróżujecie i jadacie w barach i restauracjach na całym świecie. Młoda Polska jest zaś konceptem dookreślonym, jeśli chodzi o ofertę kulinarną. Czy po powrocie z wojaży nie macie ochoty na odrobinę szaleństwa i przemycenie smaków i produktów, jakich doświadczyliście w innych krajach? 
B.Ś.: Jest taka pokusa, na szczęście zmiany sezonów w Polsce, a co za tym idzie – dodatków do dań, pozwalają nam na rozwój i brak rutyny. Mam jednak ok. 30-40% przestrzeni w karcie, w ramach której pozwalam sobie na rozciąganie granic Polski. 
T.C.: Niedawno jedliśmy genialne ceviche na Malediwach – po powrocie nie mogliśmy wytrzymać i wprowadziliśmy ceviche na krótki czas do menu. Oczywiście w innym stylu, na naszym chlebie z gzikiem i dorszem. 
B.Ś.: Podróże to dla mnie ogromne źródło inspiracji – przydają się zarówno w mojej pracy szefowej kuchni, jak i do innych działań, w które jestem zaangażowana. 

Beata Śniechowska. Fot. Michał Radwański
Beata Śniechowska. Fot. Michał Radwański
Co jeszcze zajmuje twój czas poza restauracją?
B.Ś.:
Priorytetem jest mój syn Marcel, 5,5-letni przyjaciel, przy którym chcę być i łapać wszystkie ważne momenty. Są okresy, kiedy jestem non stop we Wrocławiu i w Młodej Polsce, ale bywa i tak, że aktywnie działam marketingowo z klientami. Pracuję tylko z tymi markami, pod którymi rzeczywiście podpisuję się obiema rękami i ufam ludziom, którzy za nimi stoją. 

Wynika z tego, że masz prawą rękę w restauracji.
B.Ś.:
O tak, muszę tu wspomnieć o Patryku Klimku, który od 5 lat jest moim sous chefem. To niezwykle utalentowany, bardzo skromny i pracowity kucharz. Zawsze jest na miejscu, a gdy prowadzę ciekawe pokazy kulinarne czy warsztaty, często organizujemy je wspólnie. Po tylu latach wypracowaliśmy nasz styl pracy. To ogromna wartość. 

Jak się buduje lojalność wśród pracowników? 
B.Ś.: Wierzę, że jestem dobrym człowiekiem i pod tym kątem dobieram ludzi do współpracy – jeśli ktoś ma dobre intencje, czystą energię, zostaje z nami na długo.
T.C.: Od początku traktujemy wszystkich pracowników, niezależnie od ich kompetencji i stanowiska z takim samym szacunkiem. Staramy się rozwiązywać problemy, bo uważamy, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Nie boimy się trudnych pytań. Oczywiście, istnieje granica „szef-pracownik”, ale tworzymy przyjacielską atmosferę. Niestety zdarzało się, że zostało to wykorzystane, daliśmy zbyt dużo wolnej ręki, zaufania. Ludzie dzielą się na dwie grupy: tych, którzy doceniają dobre serce i chcą iść razem przez świat, i takich, którzy to wykorzystują. Wtedy musimy się rozstać.
B.Ś.: Bez zgranego zespołu nie ma nas. Młoda Polska to marka, którą tworzymy razem. Na świeczniku jesteśmy ja i Tomek, bo to nasza restauracja i jesteśmy znani, ale na sukces miejsca pracuje cała załoga. 

Jakimi trzema najważniejszymi zasadami kierujecie się w prowadzeniu biznesu? 
T.C.: Pierwsza to zdecydowanie jakość. Nie chodzi wyłącznie o jakość produktu, ale też o wysoki poziom zarządzania miejscem. 
B.Ś.: Jesteśmy wymagający wobec siebie, wobec zespołu. Nie chodzimy na skróty, zarówno jeśli mowa o kuchni, jak i o najdrobniejszych rzeczach dotyczących restauracji, zaczynając od przywitania gości i ogólnej atmosfery po wybór szkła, zastawy, projektu menu czy wizytownika. 

Czyli mamy jakość. Co dalej?
B.Ś.:
Otwartość to też cecha, która zawsze nam towarzyszyła. Jesteśmy otwarci na potrzeby gości, nie boimy się kontaktu z nimi, wykazujemy się elastycznością. Często odwiedzają nas weganie, którzy komentują, że w karcie nie ma dużego wyboru dań roślinnych, ale dla nas to żaden problem – na życzenie kuchnia może przygotować kilka takich propozycji. 
T.C.: Trzecią zasadą jest konsekwencja. Przyświeca nam od samego początku, wierzymy w Młodą Polskę, w ten koncept i gotujemy tak, jak rzeczywiście chcemy gotować. Nie oglądamy się na innych, jesteśmy skupieni na tym, żeby karmić i grać tak, jak czujemy. 

Beata Śniechowska i Tomasz Czechowski. Fot. Michał Radwański
Beata Śniechowska i Tomasz Czechowski. Fot. Michał Radwański
Czy jako restauratorzy biznesmeni szkolicie się na bieżąco z zarządzania, czy takie podejście do pracowników i gości macie we krwi? 
T.C.: Wynika ono z naszego stylu bycia i życia. W moim przypadku pomysł na restaurację nie zrodził się z potrzeby posiadania dochodowego biznesu. To wypływało autentycznie z mojego serca. Natomiast patrząc na to, skąd wynikał mój sukces w biznesie browarniczym, mogę stwierdzić, że opierał się on na relacjach międzyludzkich. Bez nich nie byłbym tu, gdzie jestem. Nie ukończyłem żadnych wielkich szkół biznesowych, liczyły się relacje z ludźmi – jeżdżenie po całej Polsce, rozmowy, przekonywanie do jakości produktu. Pewnego dnia spotkałem na swojej drodze Beatę, która myślała podobnie do mnie. Chciała karmić i cieszyć ludzi jedzeniem. Stwierdziłem, z szacunkiem do wszystkich innych form kulinarnych, że chyba o to w tym wszystkim chodzi. Każdy z nas ma swoje problemy, frasunki i inne przypadłości, a restauracja powinna cieszyć, dawać ludziom szczęście, power, biesiadę. 

Wiem, że chcecie otworzyć Młodą Polskę poza Wrocławiem – na jakim etapie jest ten projekt?
T.C.:
COVID mocno pokrzyżował nasze plany, mieliśmy otwierać Młodą Polskę w Warszawie – i to się wydarzy, rozglądamy się za lokalami, ale sytuacja pandemiczna, jeśli chodzi o rynek pracy, jest na tyle trudna, że musimy dać sobie trochę więcej czasu. Jesteśmy szczęśliwi, że codziennie we Wrocławiu mamy salę pełną gości, i nie jest to sprzyjający moment, by na szybko tworzyć Młodą Polskę w Warszawie. Otwieramy natomiast w Lublinie wspólnie z Januszem Palikotem Czarcią Łapę – restaurację z destylarnią i piekarnią. To projekt, który wydarzy się najszybciej, bo już w okolicach listopada-grudnia. 

Czy będziesz, Beato, zaangażowana w Czarcią Łapę od strony kulinarnej?
B.Ś.:
Nie, będę pełniła funkcję restauratorsko-zarządczą. Szefem kuchni zostanie świetny Adrian Bęben, znany z nieistniejącej już wrocławskiej restauracji Oda. 
T.C.: W planach mamy też stworzenie autorskiego wege bistro Beaty...
B.Ś.: ...ale o tym nie powiem nic więcej, bo jak wypowiadam na głos marzenia, to za 2 tygodnie mam lokal do rozhulania – taki jest Tomek! Na razie chciałabym otrzepać się po tym, jaki ślad zostawił na gastronomii COVID – szukamy ludzi do zespołu, więc po- czekajmy jeszcze chwilę z dalszymi planami. To mówię ja, głos rozsądku, Tomek i tak zrobi swoje, a później trzeba będzie to robić razem. 
TC: Better together.

BEATA ŚNIECHOWSKA
Stanowisko: szefowa kuchni, współwłaścicielka restauracji Młoda Polska we Wrocławiu
Urodzona: 6 lipca 1985 r., Zgorzelec
Najważniejsze osiągnięcia: zachowanie life & work balance

TOMASZ CZECHOWSKI
Stanowisko: właściciel restauracji Młoda Polska we Wrocławiu
Urodzony: 28 lipca 1992 r., Wrocław
Najważniejsze osiągnięcia: rozwój portfolio marek alkoholi rzemieślniczych: BUH, Tenczyńska Okovita, Doctor Brew; pomysł na przetrwanie restauracji w czasie lockdownu

MŁODA POLSKA
Rok założenia: 2019
Liczba miejsc: 70 w środku, 38 w ogródku
Przedział cenowy za dania główne: 42-129 zł 
Najpopularniejsze danie: barszcz, 22 zł
Średni rachunek: 130 zł
Liczba win w karcie: 45
Liczba kucharzy: 8
Liczba kelnerów: 10 plus 3 barmanów i menedżer

Wywiad ukazał się w „Food Service" 9/2021 nr 208.

Autor tekstu: Agata Godlewska
O AUTORZE
Agata Godlewska
Redaktor naczelna magazynu „Food Service” oraz portalu Ouichef.pl. Magister kulturoznawstwa w SWPS. Przygodę z branżą gastronomiczną rozpoczęła blisko 10 lat temu pod okiem Macieja Nowaka. Autorka niezliczonej ilości wywiadów z najważniejszymi polskimi szefami kuchni i restauratorami. Współtworzy i prowadzi coroczną konferencję Food Service Summit.

Inne kategorie

Akademia Horeca

Skuteczna strategia wyceny napojów

Odpowiednia wycena napojów to jedna z najważniejszych decyzji komercyjnych w sektorze HoReCa. Jeśli poziom cen jest właściwy, sprzedaż, a nią także zyski ze sprzedaży napojów wzrosną. W przypadku gdy ceny są zbyt niskie, tracimy zysk. Jeżeli natomiast ceny są zbyt wysokie, ryzykujemy utratę klienta.
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej