x

Przemysław Klima: Żyję mocno i świadomie

Kategoria: Ludzie    03.08.2021

Znalazł się na liście 100 najlepszych szefów kuchni świata, został okrzyknięty szefem przyszłości, a jego restauracja Bottiglieria 1881 jest obecnie jedyną w Polsce odznaczoną gwiazdką Michelin. Przemysław Klima zastrzega, że miniony rok nie był jeszcze szczytem jego możliwości.

Przemysław Klima. Fot. Kamil A. Krajewski
Przemysław Klima. Fot. Kamil A. Krajewski
„FOOD SERVICE”: Spotykamy się w wyjątkowym dniu – minął dokładnie rok, od kiedy twoja restauracja Bottiglieria 1881 została uhonorowana gwiazdką Michelin. Czy obudziłeś się dzisiaj z myślą właśnie o tej rocznicy
PRZEMYSŁAW KLIMA: Szczerze mówiąc, nie. Wiedziałem, że mam wywiad i sesję zdjęciową z tobą, i myślałem o tym, żeby zrobić to dobrze. Po naszym spotkaniu wracam do restauracji na prepa, a o 17 zaczynamy serwis. O gwiazdce pomyślałem wczoraj wieczorem, przypadkowo, bo akurat muszę zapłacić czynsz i data płatności wypada w tym samym dniu co rocznica gwiazdki (śmiech). Natomiast rok temu pogoda za oknami była zupełnie inna niż dziś. Było deszczowo, pochmurnie...  

A telefon z informacją o wyróżnieniu rozświetlił twój dzień.
Rozświetlił całość, a później spadł deszcz pytań.  

I pieniędzy. 
Dla kogo?  

No, dla ciebie. 
Myślisz, że jak dostajesz gwiazdkę, zostajesz milionerem?  

Spodziewam się, że dostajesz propozycje kontraktów czy kampanii reklamowych, z których można czerpać profity.
Nie jest tak. Być może mógłbym wziąć udział w jakiejś reklamie, ale nie do końca jestem tym zainteresowany. Tak czy inaczej, po gwiazdce nie zostajesz multimilionerem. Odczuwasz za to dużą presję, ludzie oczekują od ciebie jeszcze więcej i zadają ci mnóstwo pytań. 

Ja natomiast dobrze pamiętam dzień, w którym dostaliście gwiazdkę – był środek pandemii, kiepski czas pod kątem psychicznym chyba dla nas wszystkich, i nagle, przynajmniej w świecie gastronomii, pojawiła się radość. 
Promyk słońca, zgadza się. Powtarzałem wtedy, że nasza gwiazdka powinna być dla innych restauracji sygnałem, żeby wśród tego całego covidowego dramatu nie załamywać się, tylko robić swoje. 

Wielu szefów kuchni robi swoje, jednak nie każdy dostaje gwiazdkę. Ty marzyłeś o niej od 15 lat. Konsekwencja i upór są kluczowe?
Od dawna chciałem mieć gwiazdkę, ale nigdy nie twierdziłem, że będę w związku z tym ponosić jakąś ofiarę. Po latach pracy w innych restauracjach wróciłem do Krakowa, do Botti, żeby z fajnymi ludźmi u boku zrealizować mój cel. Mam nadzieję, że inni podążą moim śladem. Zrozumieją, że warto ciężko pracować, zamiast podawać odgrzewanego kotleta. Mimo że gwiazdkę zdobyłem w szybkim tempie, nie poświęciłem dla niej życia. Możesz mieć cel, lecz realizować go we własnym tempie. 

Powiedziałeś kiedyś, że jedna gwiazdka jest prosta do zdobycia, bo w zasadzie liczy się powtarzalność dań.
To zdanie jest wyjęte z kontekstu. Oczywiście, że chodzi o powtarzalność, ale to niejedyny element. Na sukces składa się też wiele innych: zespół, konsekwencja, jakość produktów. 

Przemysław Klima. Fot. Kamil A. Krajewski
Przemysław Klima. Fot. Kamil A. Krajewski

Fakty są jednak takie, że obecnie jesteś jedynym w Polsce gwiazdkowym szefem kuchni na placu boju.
Ale wcale nie czuję się wyjątkowo, wierz mi. Nie jestem naznaczony żadnym darem. Każdy kucharz ma taką samą szansę pracy. Tylko zamiast wyjeżdżać w wolne weekendy na plażę, trzeba faktycznie ciężko pracować. Po otrzymaniu gwiazdki nadal przychodzę do restauracji na 9 rano, a opuszczam ją o 1 w nocy. Nic się nie zmieniło, nie dostałem w prezencie wolnego czasu. Udzielam za to więcej wywiadów, co też jest dobre, bo może dzięki temu przekonam innych, że konsekwencja jest kluczem do sukcesu. 

W trakcie pandemii pojawiła się refleksja, że przyszłość fine diningu stoi pod znakiem zapytania. Poczułeś takie zagrożenie? 
Nie, to bzdura. Spójrz, co się dzieje obecnie na rynku gastronomicznym. Ludzie szybko zapomnieli o wirusie, siedzą obok siebie w kawiarniach, jakby pandemii nigdy nie było. 

Picie kawy to nie jest fine dining. 
Ale chętnie integrują się w knajpach. A odpowiadając precyzyjniej na twoje pytanie: sprzedaż dóbr luksusowych wzrosła w czasie pandemii. Zgadzam się – comfort food, prosta kuchnia polska czy tapasowa zawsze się sprawdzi, ale jeśli chcesz zaprosić znajomych do miejsca na wyższym poziomie, sprawić, by poczuli się wyjątkowo, wybierzesz gwiazdkową restaurację. Są różni ludzie i różne okazje, fine dining jest nadal potrzebny, ponieważ osoby z zasobniejszym portfelem nie będą chodzić na spotkania biznesowe czy kolacje do food trucka. 

Kogo dziś stać na fine dining? 
Na przykład trzydziestolatków. Spójrz, ile dzieciaków kupuje drogie buty. Analogicznie – mają potrzebę bywania w fajnych miejscach, pochwalenia się tym na Instagramie. 
Kilka dni temu spojrzałem wnikliwie na salę w Bottiglierze. Na 30 osób 2/3 gości było w wieku ok. 30 lat. Sam nie wierzyłem w to, co widzę. Były tylko dwie pary po 50. Pomyślałem, że może wreszcie, dzięki tysiącu wywiadów, których udzieliłem, przemówiłem do młodszych odbiorców. 

Czym przemówiłeś? 
Prostotą. Wizyta w Bottiglierze nie ma być wejściem w hermetyczny świat albo jednorazowym wydarzeniem życiowym. Ma dać poczucie dobrze spędzonego czasu. Musisz tylko otworzyć się na nowe doznania, dać się porwać – wówczas obsługa i kucharze przyniosą ci jeszcze więcej radości, uśmiechu, zabawy. To nie jest opera, to ma być film. Nie mamy trzech gwiazdek, które faktycznie oznaczają sztywną atmosferę. U nas masz poczuć flow. Do Botti wejdziesz w szortach i w T-shircie. 

Czy czas pandemii sprawił, że przewartościowałeś swoje życie, czy zaszły w nim jakieś znaczące zmiany?
Nie miałem głowy na takie rozważania, cały czas myślałem o tym, aby jak najszybciej otworzyć knajpę, bo mam ludzi, którzy są w niej zatrudnieni i którym płacę pensje. To był mój cel. W czasie lockdownu, od października 2020 aż do wiosennego otwarcia, nie zarabiałem w ogóle. A przecież chciałem utrzymać zespół, bo zależy mi na tych ludziach. Team to kolektyw: kuchnia i sala. Ta niewiadoma, kiedy w końcu zaczniemy ponownie pracować, każdemu mąciła w głowie. Nie wiedzieliśmy, czy nastąpi to za pół roku, czy za miesiąc. Wariowaliśmy. 

Przemysław Klima. Fot. Kamil A. Krajewski
Przemysław Klima. Fot. Kamil A. Krajewski

I co robiliście w tym czasie? 
Przeprowadziliśmy remont restauracji, powiększyliśmy przestrzeń dla gości. Nie zwiększyliśmy jednak liczby miejsc, lecz podnieśliśmy komfort pracy i spożywania posiłków. Zachowaliśmy nasz bistrowo-restauracyjny charakter, nadal jest to miejsce butikowe, ale zrobiło się przestronnie. Jak na gwiazdkową restaurację Botti była bardzo ciasna. Kuchnia nadal jest mała, wciąż pracujemy na dwóch palnikach. Gdy goście podchodzą do nas po kolacji i widzą, w jak małej przestrzeni powstały dania, łapią za głowę. Nie skleja im się to w całość. Takie jedzenie zazwyczaj robi się w większej przestrzeni przy dużej liczbie kucharzy. Nas jest 3, 4 na 2 mkw. 

Na minionej edycji kongresu Madrid Fusión szefowie kuchni zwrócili uwagę, że restauracja nie jest efektem pracy jednostki czy nawet teamu, ale całego organizmu, na który składają się: rolnicy, winiarze, przetwórcy itd. Pandemia pokazała, że jeśli restauracje przestają zarabiać, cierpią na tym również inni przedsiębiorcy. Czy odczułeś zaburzenie tej relacji, czy może wróciłeś swobodnie do swoich dostawców? 
Nastąpiło totalne zaburzenie, i to w całej Polsce. Restauratorzy odczuli, że dostawcy – co jest dziwne – dopiero budzą się z letargu. Nie przygotowali się do otwarcia, duża liczba zamówień ich zaskoczyła. Brakowało towaru i podejrzewam, że mogą pojawiać się incydenty z oszukiwaniem klientów. Boję się, żebyśmy nie wrócili do czasów słusznie minionych. Przez ostatnich kilkanaście lat polska branża gastronomiczna walczyła o to, by osiągnąć poziom, na którym liczy się szczerość i jakościowy produkt. Dziś ceny dań poszły w górę, ale gość nie do końca ma pewność, za co płaci. U mnie, owszem, i tu bez żadnej kokieterii, bo wiem, co kładę na talerz. Daję prawdziwe, świeże jedzenie, które sam jem. Dlatego nie chcę być oszukiwany, sam nikogo nie oszukuję i nigdy nie będę tego robił. Ale obawiam się, że inflacja może doprowadzić do sytuacji, w której niektórzy będą kalkulować. 

Podniesiesz ceny w menu? 
Podnieśliśmy je ostatnio, ale niewiele, ok. 50 zł. Wzrosły przecież koszty produkcji, mediów. Produkt, który był wcześniej dostępny, teraz jest mniej dostępny. Popatrz, co się stało z owocami morza. Akurat moja filozofia gotowania nie opiera się na skorupiakach, używam tylko ryb, które mamy w morzu czy w rzece. Ale VAT na owoce morza doprowadził do dramatycznej sytuacji, tym bardziej odczuwalnej w pandemii – seafoodowe knajpy greckie czy hiszpańskie muszą zapłacić za ośmiornicę 120 zł. W tej cenie zjesz kawał mięsa. Warzywa również nie są tanie. Jeśli ktoś twierdzi, że podaje w restauracji warzywa, bo to się opłaca, to zapraszam na zakupy na targ. Warzywa, które uchodziły za tani, fajny bioprodukt, są droższe od mięsa. Weganizm jest w modzie, ale nie wiem, jak długo to potrwa.

Czyli pewnie nie przeszło ci przez myśl, żeby przekonwertować Bottiglierę w restaurację wegańską, jak to uczyniła Eleven Madison Park?
Kraków to nie Nowy Jork, tu nie mieszka 20 mln osób, lecz niecały milion. 
Mam w karcie trzy dania bazujące na mięsie oraz jedno rybne. Reszta pozycji jest wegańsko-wegetariańska. Konstrukcja naszego menu jest taka sama jak przed boomem na dietę roślinną, nic się nie zmieniło. Mamy set degustacyjny dla mięsożerców oraz set wegański, oba szczere od podstaw. Obecnie średnio 10 na 30 gości podczas składania rezerwacji zgłasza różne alergie lub ma wymagania dietetyczne, ignorowanie tego przez kuchnię jest nie na miejscu. Zresztą lektura książki dla wegan jest dla mnie ciekawa, zawsze mogę dowiedzieć się czegoś nowego. 

Czy czujesz, że reprezentujesz nowe pokolenie kucharzy, czy jesteś w stanie jakoś je nazwać?
Tak. Ludzi niezależnych, otwartych, życzliwych, koleżeńskich, pomagających sobie nawzajem. Mam bliską mi grupę szefów kuchni – dobrze się nam rozmawia, pomagamy sobie, wymieniamy doświadczeniami. 

Wasze porozumienie to kwestia wieku czy wspólnych doświadczeń?
Nie chcę nazwać nas nowoczesnym pokoleniem szefów kuchni, ale może jest tak, jak powiedziałaś – jesteśmy w zbliżonym do siebie wieku, ja jestem z rocznika ‘85, mamy podobne doświadczenia i styl pracy. Kiedyś kucharze gotowali inaczej, mieli dostęp do innych produktów, mniej okazji do wyjazdów za granicę, może stąd wynika ta zmiana pokoleniowa. 

Przemysław Klima. Fot. Kamil A. Krajewski
Przemysław Klima. Fot. Kamil A. Krajewski

A czy wśród młodzieży widzisz kolejne pokolenie, które ma nowy sposób myślenia, inną energię, pasję?
Niespecjalnie. Przyjmuję do restauracji stażystów i nie dostrzegam w nich tego, co widziałem w sobie, gdy byłem bardzo młody. Tego skupienia na jednym celu. Za dużo rzeczy ich rozprasza. 

Jesteśmy z pokolenia, które miało dostęp tylko do telewizji i radia, a zamiast internetu czytaliśmy książki. Łatwiej było skupić się na danym temacie i go drążyć. Dziś, ze smartfonem w ręku, koncentracja jest utrudniona.
Też używam smartfona, i to intensywnie, bo takie mamy czasy, że musisz być w social mediach czy tego chcesz, czy nie. Ale pokolenie urodzone po 2000 r. tak się zachłysnęło internetem i łatwością dostępu do treści, że nie myślą logicznie. 
Ja musiałem szukać, grzebać, podróżować, by zdobyć informacje – to było bodźcem do rozwoju osobistego i odpowiedzi na pytanie, do czego dążę. Dziś odpalisz Instagram i już jesteś w Nowym Jorku. Od tego prosta droga do kopiowania innych. Kopie są wszędzie. Niedawno gościłem w Botti dziennikarzy z Hiszpanii, odwiedzających restauracje rozsiane po całym świecie. Zjedli kilka moich dań i powiedzieli, że jest to polskie jedzenie. Poczuli to. Owszem, to jest fine dining, nieco wysublimowana atmosfera, ale czuć ciepło i polskie smaki, a nie kopię innego miejsca czy stylu. 

Jak określiłbyś swój styl i jak on ewoluował w ostatnich latach?
Mój styl wynika z wielu podróży, jakie odbyłem, pracy z różnymi ludźmi, poznawania i doświadczania świata. Co roku moja świadomość i gotowanie zmieniają się. Pamiętam siebie i menu Bottigliery, zanim otrzymaliśmy gwiazdkę Michelin, i widzę, jak wyglądamy teraz. Wydaje mi się, że wchodzimy na wyższy poziom.

Gdzie dostrzegasz te różnice najwyraźniej? 
W smakach. Sięgamy dalej, żeby polepszać nasze menu. Nie sztuką jest wymyślić fajerwerki, sztuką jest wydawać dania przez 2,5 miesiąca w identycznej formie. My potrafimy robić zaskakujące formy w ramach małej przestrzeni, jaką dysponujemy. Tak naprawdę podajemy coraz prostsze dania, a smaki wyciągamy z nowych produktów, już nie tylko z kości. Nie stosujemy tysiąca obróbek termicznych, wakowania, gotowania. Gdy przyjeżdża ryba, podaję ją najświeższą i jak najprościej przyrządzoną. Uważam, że idę z zespołem w dobrym kierunku i jestem ciekaw, jaki będę za 5 albo za 10 lat. 

Szefowie kuchni mają swoje ulubione style prowadzenia restauracji, które można odnieść do miast. Ktoś powie, że podoba mu się kopenhaski vibe, inny zachwyci się paryską elegancją. W ostatnich latach widoczne są też inspiracje Japonią czy Meksykiem. A jak jest u ciebie, jakim inspiracjom ulegasz? 
W Bottiglierze połączyłem moje dwa ulubione style: piękny, frywolny, jednocześnie bardzo tłusty, paryski styl i ten duński – luźny, mówiący ci, że nie ma się czym stresować. W to wplotłem polskie produkty. Nie jest to żadna wymyślona przeze mnie filozofia, po prostu taki mam gust. Nie podążam za konkretnym trendem, miksuję elementy w ramach regionu, w którym się poruszam. Gotuję, jak to mówię, „po moim galicyjsku”. Podobnie jest z doborem win – mamy je z Węgier, Słowacji, Słowenii, Czech, Chorwacji, również z Polski. Uwielbiam te regiony i uważam, że wina stamtąd pochodzące są świetne. Podawaliśmy je już 2 lata temu. Nie sztuką jest otworzyć Przewodnik Parkera, znaleźć wino ocenione na 95 pkt i zaserwować je na kolację. Po co mi w takim razie sommelier, sam to zrobię! Dlatego dyskutujemy z moim zespołem, tworząc własną selekcję win, za co również zostaliśmy docenieni przez Michelin. 

Jakie są koszty sukcesu, który osiągnąłeś? 
Są dosyć konkretne. Mam mniej czasu dla rodziny, znajomych czy na wakacje. Z drugiej strony nie czuję potrzeby aż tak częstych wyjazdów i odpoczynku. Chodzę sześć dni w tygodniu do pracy i mam tam swoje zadanie do wykonania. Nie zazdroszczę innym wolnego czasu. Stworzyłem swój świat, który pochłonął mnie całkowicie i będzie pochłaniał jeszcze bardziej. Cieszę się z tego! Gdy jeszcze mieszkałem w Warszawie i jeździłem z pracy nocnym autobusem, widziałem w nim ludzi wracających z imprez, pijanych. Nigdy nie poczułem żalu, że mi czegoś brakuje. Zgadza się: oni się bawią, a ja pracuję. Ale moja praca to też przyjemność. Robię najlepszy serwis, jaki potrafię, piję z chłopakami piwo po robocie, rano o 7.30 robię trening, bo o 9.30 jestem znowu w pracy. Ten rytm nigdy nie sprawiał mi trudności. 

Czy wyznaczyłeś sobie taki moment w bliższej lub dalszej przyszłości, gdy stwierdzisz: OK, już się napracowałem na najwyższych obrotach, czas zwolnić? 
Na razie nie. Ludzie, którzy otaczają mnie w pracy, czyli goście, ekipa, dostawcy, nakręcają mnie i dają siłę do działania. W pandemii straciłem to i powoli umierałem w środku. Szukałem czegoś, co dostarczy mi podobnej adrenaliny, ale taka rzecz nie istnieje. Gastronomia daje mi taką energię, że chcę mocno żyć, ale świadomie. 
Nie męczy mnie rozmawianie z tobą czy nasza sesja zdjęciowa, bo robię to dla siebie. Kręci mnie jedzenie. Wstaję rano, wsiadam na skuter, jadę na dzikie bulwary wiślane i zbieram małe kwiatuszki, żeby mieć je na serwis. Robiłem to przed gwiazdką i nadal robię.

Przemysław Klima. Fot. Kamil A. Krajewski
Przemysław Klima. Fot. Kamil A. Krajewski
Być może właśnie za to nagrodził cię Michelin, ale nie tylko on. W tym roku znalazłeś się na prestiżowej liście 100 najlepszych szefów kuchni świata wg rankingu The Best Chef, a niedawno zdobyłeś tytuł Szefa Przyszłości przyznawany przez Międzynarodową Akademię Gastronomiczną. Co te nagrody znaczą dla ciebie? 
Faktycznie, zebrałem wszystko, co było do wzięcia, w ciągu jednego roku. Cieszę się niezmiernie, że się udało, aczkolwiek nie jestem fanem robienia sztucznej pompy i łechtania własnego ego. Nie żyję myślą o nagrodach. Ale jestem bardzo zadowolony i będę jeszcze mocniej pracował, by być jeszcze lepszym zawodnikiem. Chcę karmić ludzi, ale też zabawiać ich jedzeniem. To jest, wydaje mi się, clue w dzisiejszych czasach. 

Jesteś jednocześnie pewny siebie, znasz wartość swojej pracy, ale bije od ciebie skromność.
Może dlatego, że wywodzę się ze środowiska, w którym ludzie się szanują. Nie noszę pagonów. Nie wywyższam się. Nikomu nie zaszedłem za skórę, zawsze jestem w miarę pomocny. Gwiazdka Michelin to wypadkowa sytuacji, jakie stworzyłem podczas ciężkiej pracy przez ostatnich 15 lat. Ale to nie jest jeszcze szczyt moich możliwości – zacząłem kolejny etap pracy i rozwoju osobistego.

Jaki? 
Nie mogę jeszcze zdradzić.  

Nowy lokal? 
Pomidor! Plany dotyczą rozwoju naszej firmy, mojego rozwoju osobistego, a także ludzi, z którymi pracuję. Czas pokaże, na razie zrobiliśmy pierwsze kroki. Mam już plan, piszę kolejne punkty. 

Masz zeszyt, w którym zapisujesz cele? 
W sumie tak. Dopisuję w nim kolejne punkty, które chcę zrealizować. Na przykład zawsze marzyłem o wyjeździe do Nowego Jorku i udało się. 

Od dziecka konsekwentnie podążałeś za swoimi marzeniami?
Po prostu wyznaczam cele i próbuję znaleźć swoje miejsce w szeregu. Nie potrzebuję głaskania. Wiele osób jest albo przemądrzałych, albo opowiada o sobie historie na wyrost. Ja wiem, że robię moją robotę dobrze i staram się, najlepiej jak potrafię, każdego dnia. Jak się uda, chcę mieć nowy cel. Ale nie działam w pojedynkę. Zawsze pytam Kuby [Kojdera] czy Pawła [Krasa], co sądzą o nowym menu albo o innych kwestiach dotyczących restauracji. Moje słowo nie jest jedynym słusznym. Nie jestem wszechwiedzący, nigdy nie będę i nie chciałbym być. 

PRZEMYSŁAW KLIMA
Data i miejsce urodzenia: 3.01.1985 r., Kraków 
Stanowisko: szef kuchni i współwłaściciel restauracji Bottiglieria 1881 w Krakowie 
Najważniejsze osiągnięcia: praca w Nomie i Kadeau, a także w Senses i Atelier Amaro – dwóch gwiazdkowych restauracjach w Polsce. Bottiglieria 1881 nagrodzona w 2020 r. gwiazdką Michelin jako pierwszy lokal w Krakowie 

BOTTIGLIERIA 1881
Rok powstania:
2013
Liczba miejsc: 32
Menu degustacyjne: 5 dań – 290 zł, 7 dań – 360 zł Pairing win: 5 win – 230 zł, 7 win – 280 zł 
Popisowe danie na ten sezon: danie główne: pierogi, smardze, bryndza – 80 zł / deser: lody z koziego sera, rabarbar, sernik z serwatki – 60 zł
Liczba win w karcie: 400 etykiet 
Liczba kelnerów ogółem:
Szefowie kuchni: Przemysław Klima, Paweł Kras, Jakub Kojder, Bartek Lenda 
Sommelier: Kajetan Zalewski 

Wywiad ukazał się w „Food Service" 6/2021 nr 206.

Autor tekstu: Agata Godlewska
O AUTORZE
Agata Godlewska
Redaktor naczelna magazynu „Food Service” oraz portalu Ouichef.pl. Magister kulturoznawstwa w SWPS. Przygodę z branżą gastronomiczną rozpoczęła blisko 10 lat temu pod okiem Macieja Nowaka. Autorka niezliczonej ilości wywiadów z najważniejszymi polskimi szefami kuchni i restauratorami. Współtworzy i prowadzi coroczną konferencję Food Service Summit.

Zobacz także

KAPIBARA Z CARTAGENY

Największa potęga narkotykowa świata - to jedno z najczęstszych skojarzeń związanych z Kolumbią. Powoli jednak traci na aktualności na rzecz turystyki gastronomicznej. Jedną z osób, która się do tego przyczynia, jest Charlie Otero, szef kuchni restauracji La Communión.

Patryk Szczepański: roślinna kuchnia poszerza horyzonty!

Desery jego autorstwa to prawdziwe dzieła sztuki. Wyznacza trendy w roślinnym cukiernictwie i szkoli innych kucharzy. Rozmawiamy z Patrykiem Szczepańskim, cukiernikiem gdańskiej restauracji Monastico, właścicielem firmy doradczej Pure Sugar i ambasadorem kampanii #ChefsForChange.

Tomasz Janiczek nowym szefem kuchni w Opasłym Tomie

Miejsce Flavii Borawskiej za sterami kuchni warszawskiej restauracji Opasły Tom zajął Tomasz Janiczek. Młody szef kuchni zaprasza na dania sentymentalne, które otulają, rozgrzewają i przypominają idylliczne dzieciństwo.

Zajęcia dodatkowe

28 listopada w warszawskim Food Lab Studio odbyło się kolejne spotkanie z cyklu Chefs After Hours: dla szefów kuchni, kucharzy i dziennikarzy kulinarnych, którzy w nieformalnej atmosferze chcą zdobywać wiedzę w nowych - nieoczywistych - obszarach.

Kelnerzy: Bożena Wróblewska

W hotelarstwie od 25 lat. Zaczynała w Mariotcie, później w Courtyard by Marriott na lotnisku Chopina, a następnie w InterContinentalu.

ZROZUMIEĆ RAMEN

Maja Święcicka, Barbara Welento, Krzysztof Lesiecki w 2017 roku stworzyli Vegan Ramen Shop - miejsce, które szturmem zdobyło podniebienia zarówno wegan jak i mięsożerców. Kolejki ustawiające się przed lokalem zachęciły właścicieli do otwarcia drugiej lokalizacji.

Inne kategorie

Akademia Horeca

Jak budować kartę napojów w restauracji typu fine dining?

Fine dining, jak sama nazwa wskazuje, polega na dostarczeniu gościom restauracji doświadczenia gastronomicznego na bardzo wysokim poziomie.
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej