x

Crowdfunding w gastronomii: jak sfinansować restaurację przez internet?

Kategoria: Twój biznes - wiedza    25.03.2021

Jeszcze kilka lat temu z crowdfundingu korzystały głównie start-upy z branży technologicznej. Dziś po tzw. finansowanie społecznościowe coraz chętniej sięga także gastronomia. Przykłady ze świata pokazują, że taki model biznesowy może się opłacić. Niestety, nie wystarczy nam po prostu dobry pomysł..

Fot. Shutterstock.com
Fot. Shutterstock.com
Pierwszym serwisem umożliwiającym niezależne zbiórki pieniędzy, który osiągnął sukces na świecie, był amerykański Indie GoGo. Później pojawiły się kolejne: Kickstarter, Republic, Go Fund Me, Angel List, by wspomnieć tylko kilka. Wkrótce po sukcesie wymienionych stron powstały także polskie platformy tego rodzaju: Polak Potrafi, Wspieram.to, Zrzutka.pl, czy oparte na emisji akcji Beesfund i Find Funds. Szybko okazało się, że wcale nie trzeba być innowatorem z branży IT, by z powodzeniem zbierać pieniądze na rozwój. W ślad technologicznych start-upów poszły browary rzemieślnicze, a następnie gastronomia. 

OD POMYSŁU DO PIENIĘDZY 
Mechanizm zbiórki crowdfundingowej jest przeważnie na tyle prosty, że daje się streścić w trzech krokach: masz dobry pomysł, uruchamiasz zbiórkę na wybranej platformie, społeczność decyduje się przekazać ci pieniądze za jej pośrednictwem. Jeśli pomysł jest wystarczająco dobry, a jego reklama skuteczna, uzbierasz całość potrzebnej kwoty. I to wszystko. Oznacza to, że nie musisz się zadłużać, brać pożyczek w bankach, szukać funduszy inwestycyjnych. Choć wszystko brzmi jak szybka droga do dużych pieniędzy, nie jest rozwiązaniem bez wad. 

NA RESTAURACJE, NA ROZWÓJ, NA CO CHCESZ
Po pierwsze, musimy dobrze określić cel, na który chcemy pozyskać pieniądze. Właściciele restauracji i barów przeważnie decydują się, by zdobywać fundusze na konkretne projekty czy otwarcia nowych lokali. Etno Cafe zbierało na rozwój sieci kawiarni i nową infrastrukturę, restauracja Kalaya w 2016 r. zbierała kapitał na rozwój, zaś Ed Red w czerwcu 2020 r. szukał inwestorów do wsparcia produkcji rzemieślniczych konserw. Ważne, by nasz cel był realny i dobrze umocowany w liczbach. 

WSZYSTKO ALBO NIC? 
Po drugie, musimy zdecydować o sposobie pozyskiwania kapitału. W crowdfundingu do wyboru mamy kilka możliwych modeli. Możemy postawić na klasyczne finansowanie społecznościowe – społeczność przekazuje nam pieniądze, a my wynagradzamy ją w konkretny sposób, na przykład przekazując kupony zniżkowe. 

W tej formie możliwe są dwa modele finansowania: all or nothing (wszystko albo nic) lub flexible funding (elastyczne finansowanie). W pierwszym przypadku musimy zebrać całość deklarowanej kwoty, w przeciwnym razie pozyskane pieniądze trafią z powrotem do darczyńców. Według takiej formuły działa np. serwis PolakPotrafi.pl. W drugim modelu otrzymamy wszystkie środki ze zbiórki niezależnie od tego, czy uda nam się osiągnąć zakładaną kwotę, czy nie. Nawet jeśli jej nie zdobędziemy, wciąż będziemy musieli jednak dostarczyć naszym darczyńcom obiecane nagrody. 

WYPUSZCZAMY AKCJE 
Innym rozwiązaniem jest crowdfunding udziałowy.

– Equity crowdfunding (ECF) to model finansowania firm, tak jak kredyt czy inwestor. Jeśli spółka jest za mała, aby zadebiutować na giełdzie, a jednocześnie nie może lub nie chce wiązać się z funduszem typu Venture Capital, może wybrać drogę ECF. Polega ona na wyemitowaniu akcji o wartości do 4,2 mln zł co 12 miesięcy. Dla firm, także gastronomicznych czy producentów alkoholu, to zwykle świetna okazja na zmianę klientów czy fanów w ambasadorów marki. Jako współwłaściciele nie tylko są lojalni wobec niej, ale też głoszą jej dobre imię. Są surowymi recenzentami poczynań i planów – mówi Konrad Latkowski z platformy Beesfund.

Crowdfunding udziałowy preferują szczególnie browary rzemieślnicze, ale jest on wybierany także przez restauracje czy kawiarnie. 

INWESTORZY I ENTUZJAŚCI 
W przypadku equity crowdfundingu naszym zadaniem przed uruchomieniem emisji akcji będzie określić, z jakiego typu inwestorami mamy do czynienia. To od tego w dużej mierze może zależeć powodzenie finansowania. 

– Ja podzieliłem naszych inwestorów na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy rzeczywiście myślą o zarabianiu. Oni potrzebują konkretnej informacji, cyfr, wyliczeń, prognoz itd. Na tej podstawie szacują ryzyko oraz ewentualny zysk. Druga grupa osób kupowała akcje na podstawie emocji. Przekonał ich projekt, bardzo pozytywnie na niego patrzyli i byli skłonni wyłożyć pieniądze. Kupowali akcje za 100 czy 200 zł, bo uznawali, że warto nas wspomóc, nawet jeśli na tym nie zarobią. Dlatego trzeba określić, czy akcje będą sprzedawane na emocjach, czy pod inwestorów. Dla inwestorów trzeba przygotować konkrety, dobrą wycenę – radzi Piotr Piekarski, główny akcjonariusz Browaru Jastrzębie.

Browar w styczniu 2019 r. zakończył emisję akcji, zbierając prawie 4 mln zł, i może stanowić dobry przykład udanego crowdfundingu także dla branży restauracyjnej. 

FARTUCH, KONSERWY I ZNIŻKI BEZ PRZERWY
Czego restauratorzy mogą nauczyć się od browarników?
Dla fanów silna identyfikacja z marką może być wystarczającym powodem do tego, by przekazać nam pieniądze. 

– Marki alkoholowe mają już zwykle za sobą jakąś społeczność. Szczególnie ta kraftowa jest bardzo aktywna i świadoma swoich sympatii. Dlatego wiele emisji browarów czy alkoholi kończy się sporymi sukcesami. Fani są dobrym „paliwem” startowym, a dalsza promocja emisji przyciąga kolejnych miłośników tego producenta czy konkretnych jego produktów – mówi Konrad Latkowski. Podobne bonusy oferować mogą restauracje. Najczęściej są to zniżki na potrawy albo wybrane produkty. Setka, restauracja z lokalami w Warszawie i we Wrocławiu, oferowała m.in. „20% zniżki na śniadania oraz lunche”, kiełbaskowa sieć Kiełba w Gębie m.in. fartuch „strażnika tradycji” i wspólne grillowanie, a restauracja Ed Red kusiła potencjalnych inwestorów wysyłką nowych smaków rzemieślniczych konserw własnej produkcji.

Takie bonusy stanowią także ważny element strategii marketingowej.

– Akcjonariusze stają się ambasadorami marki i czują, że są częścią danego przedsięwzięcia. Takie osoby, wchodząc do restauracji, mają poczucie, że fragment lokalu należy do nich – mówi twórca Ed Reda Grzegorz Kłos. 

SUKCES TYLKO DLA WYBRANYCH
Oczywiście gdyby crowdfunding opierał się jedynie na pieniądzach pozyskanych od entuzjastów naszego przedsięwzięcia, zamiast zdolności biznesowych wystarczyłyby nam zdolności oratorskie.

– Inwestorzy muszą przekalkulować ryzyko. Tak jest z każdą inwestycją. Przekonanie, że na 100% zarobimy, jest błędne. Nikt nie może zagwarantować nam pewnego zarobku – tłumaczy Piotr Piekarski.

W historii polskiego crowdfundingu zaledwie kilka zbiórek czy emisji akcji organizowanych przez restauracje zakończyło się sukcesem. Jeśli nie zainwestujemy odpowiednio dużo w reklamę, PR i marketing, będzie nam bardzo trudno zebrać większą sumę. Naszym zadaniem będzie nie tylko dotarcie z odpowiednim komunikatem do potencjalnych inwestorów, ale także zbudowanie stosownej narracji na temat restauracji jako marki. Co ważne, nie należy zakładać, że każdy z naszych internetowych fanów automatycznie zamieni się w inwestora. 

– Spodziewaliśmy się, że nasza społeczność mocno się zaangażuje. Mieliśmy w okolicy 30 tys. fanów na Facebooku. Na to trzeba jednak spojrzeć z innej strony. Ktoś, kto lubi restauracje, niekoniecznie kupi akcje, jeśli nie jest inwestorem – mówi Grzegorz Kłos. 

BĘDZIE WSPANIALE 
Dobrze, jeśli restauracja może zaoferować osobom, które ją wspierają, coś więcej niż tylko pamiątkowy gadżet. Wie o tym doskonale Gary Usher, weteran brytyjskiego crowdfundingu w restauracjach. Podobno Usher nie przyjaźni się z nikim, kto wiesza ścierkę do naczyń na drzwiach piekarnika. Mówi o sobie, że ma niewyparzoną gębę i zdarza mu się obrażać nawet własnych gości. 

Ten ekspresyjny i kontrowersyjny szef kuchni z Chester w Wielkiej Brytanii w 2015 r. po raz pierwszy skorzystał z pomocy społeczności internetowej, by sfinansować otwarcie restauracji Burnt Truffle (spalona trufla). Lokal zebrał 103 tys. funtów w tydzień. Później przyszła pora na kolejne restauracje i dziś Usher zarządza restauracyjnym imperium w kilku miastach w Anglii. 

„Jeśli wam też się to podoba, to mówimy ku***, zróbmy to!”. Wygląda na to, że ludziom się podoba. „Jeśli nam się uda będzie, ku**** wspaniale” – mówił wyraźnie podekscytowany Gary w filmie promującym kampanię restauracji Wreckedfish. Lokal pozyskał łącznie 208 tys. funtów, czyli 1,3 mln zł. 

ROBIĘ SAŁATKĘ 
Być może przekazywanie pieniędzy narcystycznemu szefowi kuchni z wybuchowym temperamentem wydaje się odrobinę ryzykowne, nie jest to jednak pomysł tak wariacki jak wsparcie człowieka, który zbierał pieniądze na... sałatkę ziemniaczaną. 

– Gdy zaczynaliśmy tę kampanię, moim celem było zarobić 60 dol. W trzy dni zebraliśmy o 1000% więcej – mówił niedługo po uruchomieniu zbiórki jej twórca Zack Danger Brown. Kampania pod hasłem „Robię sałatkę ziemniaczaną” uzbierała na Kickstarterze 55,492 dol. (ponad 203 tys. zł). Co przyciągnęło do tego pomysłu osoby wspierające? Trudno powiedzieć. Być może fakt, że była to pierwsza samodzielnie zrobiona sałatka Zacka, a być może niezbyt poważna obietnica, że Danger Brown nakarmi osobiście swoją sałatką każdego, kto przekaże mu pieniądze. Nie każdy jednak, kto próbował swoich sił z publicznymi zbiórkami pieniędzy, może pochwalić się tak dobrym wynikiem. 

– Crowdfunding w gastronomii na pewno nie jest czymś łatwym, ale nie znaczy to, że nie może się udać. W Londynie restauracje mają duże sukcesy w pozyskiwaniu finansowania w taki sposób, choć nie są to częste przypadki – przyznaje Grzegorz Kłos. 

CROWDFUNDING – CZY TO SIĘ OPŁACA? 
Oczywiście na Wielkiej Brytanii lista crowdfundingowych sukcesów gastronomii się nie kończy. W połowie stycznia przewodnik Michelin wyróżnił gwiazdką restauracje ONA – pierwszy wegański lokal na terenie Francji. Otwarta pięć lat temu restauracja niezbędny kapitał pozyskała m.in. właśnie dzięki crowdfundingowi. Takie przykłady mogą inspirować, ale należy pamiętać, że nie zdarzają się szczególnie często. Dlaczego zatem crowdfunding w gastronomii udaje się stosunkowo rzadko? Powodów jest co najmniej kilka. Po pierwsze, pomysł nie wystarczy, by zainteresować potencjalnych inwestorów. Jeśli nie będziemy mieli dobrego biznesplanu, musimy mieć dobrą historię, która sprawi, że warto będzie identyfikować się z naszą marką. Po drugie, siła społeczności to nie wszystko. Potrzebujemy jeszcze realnych celów, które przyciągną do nas nie tylko entuzjastów, ale także inwestorów gotowych zainwestować w nasz projekt większą sumę. 

Wreszcie po trzecie, jeśli działamy lokalnie, to nasza zbiórka również będzie miała lokalny zasięg, a co za tym idzie, dotrzemy do bardzo ograniczonej liczby osób. Po co mieszkaniec Wrocławia miałby inwestować pieniądze w restaurację w Gdańsku? Na nielicznych, którym uda się przezwyciężyć te przeszkody, czeka długa i wyboista droga, u kresu której leżą zrealizowane marzenia o własnej restauracji, linii autorskich produktów czy sieci barów z dobrym jedzeniem. Od nas zależeć będzie, na ile marzenia te wyceniamy. 

Artykuł ukazał się w „Food Service" 2/2021 nr 202.

Autor tekstu: Przemysław Ziemichód
O AUTORZE
Przemysław Ziemichód
Dziennikarz i bloger kulinarny z ponad dziesięcioletnim stażem, specjalizujący się w tematyce alkoholi. Publikował m.in. w Polsce Times, Gazecie Krakowskiej, Naszemiasto.pl, Zwierciadle, Gotujmy.pl, Polki.pl, Cookmagazine.pl. Prowadzi podcast o alkoholach Strefa Wolnocłowa oraz blog Foodiesworld.pl

Zobacz także

Marketingowcy najchętniej czytają "Media & Marketing Polska"

Z radością informujemy, że magazyn Media i Marketing Polska (MMP) oraz Serwis Internetowy MMP24 zostały bardzo wysoko ocenione przez wszystkich uczestników rynku reklamowego w badaniu popularności mediów przeprowadzonym przez blogerów ze ScreenLovers.

TAJEMNICZY NIEZNAJOMY

Właściciel restauracji nie jest w stanie przebywać w niej 24 godziny na dobę. Nie da się ukryć, że jego obecność wymusza na pracownikach większą dbałość o szczegóły. Usługa tajemniczego gościa to dobre rozwiązanie w sytuacji, gdy właściciel chce sprawdzić jakość obsługi podczas swojej nieobecności.

Menu zaprojektowane z głową

W dużej mierze to właśnie na podstawie karty dań klienci wyrabiają sobie opinię na temat restauracji. Na co więc warto zwrócić uwagę podczas projektowania menu, by zrobić dobre wrażenie na gościach?

Już wkrótce Gastrosilesia

Wydarzenie odbędzie sie w dnaich 11-13 marca 2018r w Katowicach. Organizatorzy zapraszają nowych wystawców do współtworzenia strefy sprzętowo-technologicznej, gdzie prezentowane będą rozwiązania oraz urządzenia dla sektora HoReCa.

Wizytówka Google - darmowy marketing restauracji

Obecność marki w internecie jest kwestią kluczową, bo ludzie w coraz większym stopniu polegają na swoich smartfonach. Właściciele restauracji powinni zadbać o to, aby klienci mogli łatwo znaleźć ich ofertę. Jednym z pomocnych narzędzi może być wizytówka Google.

Zakaz chowu klatkowego: na czym polega spór?

Organizacje proekologiczne cieszą się z zapowiadanego zakazu chowu klatkowego, przemysł drobiarski bije na alarm, a restauratorzy zastanawiają się, czy czeka ich podwyżka cen jajek. Jak na sektor HoReCa przełożą się proponowane zmiany?

Inne kategorie

Akademia Horeca

Jak budować kartę napojów w restauracji typu fine dining?

Fine dining, jak sama nazwa wskazuje, polega na dostarczeniu gościom restauracji doświadczenia gastronomicznego na bardzo wysokim poziomie.
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej