x

Restauracje otwierają się mimo zakazu. "Boimy się, to akt desperacji"

Kategoria: Koronawirus - Głos branży    15.01.2021

Gastronomia ma już dość lockdownu. Kolejni przedsiębiorcy otwierają lub zapowiadają uruchomienie lokali pomimo zakazu. Jak twierdzą, wolności gospodarczej nie można ograniczyć rozporządzeniem czy ustawą, a obecne obostrzenia rządu są nielegalne.

Zdjęcie: Facebook.com.
Zdjęcie: Facebook.com.
Restauracje, hotele czy pensjonaty muszą pozostać zamknięte przynajmniej do końca stycznia, a zdaniem wielu przedsiębiorców wsparcie rządowe jest zbyt małe, by pomogło upadającym biznesom. 

W tej sytuacji wielu restauratorów zdecydowało się postawić wszystko na jedną kartę i mimo zakazów otworzyć lokale dla gości stacjonarnych. Jak przekonują, tylko dzięki wspólnemu działaniu możliwe będzie zniesienie ograniczeń i powrót do normalności.

Fryzjer wiodący lud na barykady

Impulsem do ogólnopolskiej akcji #OtwieraMY, jak i wielu innych podobnych działań na terenie całego kraju był wyrok wydany w sprawie fryzjera z Opola, który otworzył swój zakład wiosną zeszłego roku w trakcie lockdownu. Sanepid nałożył na przedsiębiorcę karę 10 tys. złotych i nakazał zamknięcie lokalu. 

Mężczyzna kary nie przyjął i postanowił dochodzić swoich praw w sądzie. Ten zaś orzekł, że ograniczenia wprowadzane na mocy rozporządzenia są bezprawne i aby lockdown był prawomocny, należy wprowadzić najpierw stan klęski żywiołowej. Wtedy jednak należałoby wprowadzać ograniczenia na mocy ustawy, nie zaś rozporządzenia, jak miało to miejsce wiosną 2020 roku.

– Daliśmy się zwodzić uspokajającej narracji premiera i innych przedstawicieli rządu, którzy twierdzili, że „nikogo nie zostawią bez pomocy”. Teraz sprawa wygląda zupełnie inaczej, bo mamy jasny przekaz od niezawisłego sądu potwierdzający nasz tok rozumowania – mówi Marcin Krysiński, współwłaściciel sieci restauracji Mihiderka posiadającej lokale w Krakowie, Gliwicach, Katowicach, Tychach oraz Zabrzu.

7 stycznia sieć ogłosiła, że bardzo poważnie zastanawia się nad przywróceniem w lokalach „możliwości konsumpcji na miejscu”.

Marcin Krysiński, sieć Mihiderka. Zdjęcie: archiwum własne.
Marcin Krysiński, sieć Mihiderka. Zdjęcie: archiwum własne.

„Widzimy, że można”

Takich odważnych jest znacznie więcej. Na potrzeby tekstu skontaktowaliśmy się z kilkoma przedsiębiorcami, którzy otwarcie deklarują powrót do normalnej działalności lub już to zrobili. Restauratorzy nie ukrywają, że na ich decyzję wpływ ma przede wszystkim tragiczna sytuacja, w której się znaleźli, ale także fakt, że coraz więcej osób postanawia przeciwstawić się obowiązującym ograniczeniom.

– Już dłużej nie wytrzymamy, stąd ta decyzja. Zamykanie nas przez rząd jest nielegalne. Mamy koszty które musimy ponosić co miesiąc: leasing, czynsz, ZUS i nikt nam nie odpuszcza. Jak nie otworzymy, to padniemy, a zainwestowaliśmy nasze oszczędności życia. Jeśli rząd dałby nam i naszym pracownikom zabezpieczenie, to byśmy się ich słuchali, ale w tym wypadku szukamy możliwości, by normalnie funkcjonować. Widzimy też po innych lokalach, które ryzykują, że można – przyznaje Tomasz Nowak, właściciel marki kawiarnio-cukierni Sweet Home Silesia.

I rzeczywiście, swoje drzwi postanowiły otworzyć już nie tylko restauracje w dużych miastach. Bunt w pierwszej kolejności zapowiadają przede wszystkim właściciele klubów nocnych, dyskotek, pubów i małych restauracji. Każdego dnia grono restauratorów skłonnych do zignorowania obostrzeń powiększa się. Na stronie newsmapa.pl/biznes można znaleźć adresy „zbuntowanych” lokali w całej Polsce. Jest to tylko jedna z inicjatyw w ramach nieformalnej akcji #OtwieraMY.

Pokaz siły

Część przedsiębiorców deklaruje otwarcie dla klientów już w ten weekend. Część, tak jak restauracja Trzech Braci w Cieszynie, funkcjonuje już od kilku dni. Zrobiło się o niej głośno, gdy w dniu otwarcia skierowano do niej kilka radiowozów policji. Mundurowi wylegitymowali obecnych w lokalu, ale mandatu w związku z otwarciem w trakcie lockdownu nie nałożyli.

 – Przypuszczamy że chodziło o to, by pokazać siłę i nas zastraszyć. Na nas policja nie nałożyła żadnego mandatu. Czuliśmy się solidarni w trudnych momentach, gdy ludzie umierali, było dużo zachorowań. Ale nie mogliśmy być zamknięci w nieskończoność bez żadnej pomocy ze strony państwa. Dlaczego ja mam we własnym kraju kombinować, by zarobić na jedzenie? Proszę zapytać, czy kogoś interesowało, że kazano nam zapłacić w zeszłym roku koncesję, z której przez pół roku nie mogliśmy korzystać? Co więcej, w tym roku, mimo, że rząd zamknął lokale do końca stycznia koncesję też musimy zapłacić. Od nas wymaga się, byśmy płacili wszystkie opłaty, jednocześnie zamyka się nam biznes – mówi Tomasz Kwiek, właściciel restauracji U Trzech Braci.

Jest akcja, będzie reakcja?

Ci, którzy wbrew zakazom postanowią otworzyć swoje lokale, muszą liczyć się z podobną reakcją ze strony policji i sanepidu. 

– Czy się boimy służb i sanepidu? Pewnie, że tak. Tyle, że teraz walczymy nie tylko o siebie, ale i o naszych pracowników i ich rodziny. Każdy ma życie i kredyty. Nasza decyzja jest aktem desperacji. Otwarcie lokalu kosztowało nas wiele zaangażowania, i fizycznego, i materialnego. Jako nowopowstała firma nie możemy liczyć na żadną pomoc od państwa – wyjaśnia Izabela Nowak z restauracji Buongiorno w Koszalinie.

To właśnie jedno z miejsc, które zdecydowało się na powrót do obsługiwania klientów stacjonarnych z zachowaniem środków bezpieczeństwa i higieny sanitarnej.

30 tysięcy złotych kary za otwarcie

Nie według wszystkich jednak akcje takie jak #Otwieramy to dobry sposób walki o miejsca pracy. 

– Jako gastronomia niekoniecznie musimy się bać policji i państwa. Podlegamy natomiast również pod sanepid. W momencie, gdy ktoś dołącza do takiej akcji naraża się na kontrolę sanepidowską, a inspektor ma bardzo duże możliwości znalezienia jakiegoś uchybienia. To może być kilka tysięcy, ale równie dobrze może być trzydzieści tysięcy złotych kary. Nie możemy odmówić jej przyjęcia, a jest ona pobierana automatycznie za każdy dzień łamania obostrzeń. To, że niektórzy restauratorzy, o których jest dziś głośno w mediach tego nie doświadczają, nie znaczy, że kara nie zostanie nałożona. Inspektor sporządza notatkę i ma 5 lat na wydanie decyzji. Nie musi już potem konsultować się z właścicielem restauracji – tłumaczy Adrian Maruszak ze Stowarzyszenia Właścicieli Małej Gastronomii.  

Nawet, jeśli uważamy wprowadzony lockdown za niekonstytucyjny – a za taki uważa go także Adrian Maruszak – to sanepid i tak ma prawo pobrać nałożone na nas kary automatycznie. Dodatkowo, o ile restauracja zostanie zamknięta z powodu uchybień sanitarnych, czeka nas także sporo wydatków związanych z badaniami, które będziemy musieli wykonać, by móc ponownie otworzyć lokal.

Górale: „Stoją za mną duchy moich przodków”

Akcja #OtwieraMY to nie jedyna inicjatywa, która ma na celu zniesienie obowiązującego lock downu. 

– Czy zgadzasz się na respektowanie nakazów, zakazów i ograniczeń praw i wolności obywatelskich wprowadzonych wbrew ustawom i Konstytucji RP poprzez rozporządzenia Rady Ministrów w związku ze stanem epidemii? – takie pytanie chcą zadać inicjatorzy referendum w Karpaczu mieszkańcom miasta. Mało prawdopodobne by doprowadziło ono do zniesienia lockdownu, to jednak nie zniechęca przedsiębiorców walczących o prawo do otwarcia biznesów.

Podobne nastroje panują też na Podhalu. 

– Stoję tutaj sam, a jestem pewien, że stoją za mną duchy moich przodków, a może te rycerze z Giewontu też za mną staną? Jak chcecie sobie zamykać hotele i co tam chcecie, wszystkie swoje biznesy, to sobie zamykajcie, ale od naszych wam wara! Wolny, nie pozwalam! – mówi Sebastian Pitoń z inicjatywy Góralskie Veto.

W krótkim filmie z panoramą Tatr w tle przekonuje, że rząd nie ma prawa ograniczać wolności gospodarczej nawet w trakcie pandemii. Zachęca do tego, by otwierać zamknięte sklepy, restauracje czy pensjonaty. Sprzeciw górali, zdaniem lidera buntu ma mieć charakter masowy i doprowadzić do zmian nie tylko w Polsce, ale być może także Europie.

Mamy serdecznie dość

Zdesperowanie i zniecierpliwienie polskich przedsiębiorców nie oznacza jednak, że chcą oni ruszyć na sejm z ciupagami. Jak podkreślają praktycznie wszyscy restauratorzy, z którymi rozmawialiśmy, chodzi o jedynie o możliwość powrotu do pracy.

– Nie patrzymy na tę sprawę pod kątem wywołania zamieszek. Taka eskalacja może się okazać niekorzystna dla wszystkich. Sądzę, że nasi sympatycy nie będą się kierowali niepotrzebnymi emocjami i nie dojdzie do jakiejś zadymy. Nie chcemy na siebie zwracać uwagi, a jedynie korzystać z przysługujących nam praw. Mamy już serdecznie dość trwania w stanie ciągłego zawieszenia w oczekiwaniu na kolejne przedłużenie obostrzeń „tylko o dwa tygodnie”. W czasie lockdownów musieliśmy zamknąć na stałe trzy lokale. Nie chcemy stracić kolejnych. Tym bardziej, że rząd nie kwapi się z odpowiedzialnym podejściem do zrekompensowania nam poniesionych strat – tłumaczy Marcin Krysiński.

Autor tekstu: Przemysław Ziemichód
O AUTORZE
Przemysław Ziemichód
Dziennikarz i bloger kulinarny z ponad dziesięcioletnim stażem, specjalizujący się w tematyce alkoholi. Publikował m.in. w Polsce Times, Gazecie Krakowskiej, Naszemiasto.pl, Zwierciadle, Gotujmy.pl, Polki.pl, Cookmagazine.pl. Prowadzi podcast o alkoholach Strefa Wolnocłowa oraz blog Foodiesworld.pl

Zobacz także

Polska gastronomia schodzi do podziemia. Jak w czasach prohibicji...

Mniej niż 10 minut zajęło mi znalezienie w Warszawie kilkunastu lokali gastronomicznych, które mimo zakazu przyjmują gości. Rok po wprowadzeniu pierwszego lockdownu między restauratorami a policją, sanepidem i rządem trwa gra w kotka i myszkę, w której stawką jest być albo nie być restauracji.

Góralski Browar na Krupówkach: sezon nie zając, a uciekł

Na Krupówkach tysiące turystów, a lokale gastronomiczne zamknięte. Dlatego jedna z restauracji - Góralski Browar - zlokalizowana w Centrum Handlowym Krupówki w Zakopanem zdecydowała się na nietypową kampanię.

Właścicielka Charlotte: "Każdy krok ku normalności nas cieszy"

- Gdy usłyszałam nowe wytyczne dotyczące odmrożenia gastronomii, zareagowałam ogromną radością. Nie ukrywam, że popłynęły łzy wzruszenia - mówi Justyna Kosmala, właścicielka sieci kawiarnio-piekarni Charlotte i baru Wozownia. Jak jej lokale przygotowują się do otwarcia?

Pełną Parą: Mamy szczęście do ludzi

Jak Pełną Parą dostosowały się do nowej rzeczywistości? O tym jak ważne, jest otaczanie się odpowiednimi ludźmi w gastronomii rozmawiamy z Agatą Czyż i Ewą Kołatkowską, właścicielkami trzech restauracji Pełną Parą w Warszawie.

Linh Nguyen: Mam u boku mocny skład

Od lat przybliża stołecznym smakoszom kuchnie Azji. Takie miejsca jak Koreanka, Vietnamka, Shabu Shabu, Pho2, Totopho czy Azjatka są niczym sensualna teleportacja do dalekich zakątków świata. Ich właścicielka Linh Nguyen przygotowuje się do otwarcia kolejnych projektów restauracyjnych.

Pustostany po barach i restauracjach na ulicach handlowych

Jak pandemia zmienia krajobraz ulic handlowych? W centralnych lokalizacjach najwięcej pustostanów stanowią miejsca po lokalach gastronomicznych. O tym jak wygląda sytuacja na ulicach handlowych opowiada Beata Kokeli, partner, head of retail agency, Cushman & Wakefield.

Inne kategorie

Akademia Horeca

Jak łączyć napoje i alkohole z jedzeniem?

Jako restaurator pewnie wiele razy myślałeś o zasadach łączenia potraw i napojów. Jak sprawić, aby odpowiednia selekcja napojów pasowała do menu? Co zrobić, by obsługa umiała zarekomendować odpowiedni napój 
do serwowanego posiłku?
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej