x

Tomasz Źródłowski: "Bar... wzięty!"

Kategoria: Lifestyle - blog    18.12.2020

Rok 2020 wywraca wszystko do góry nogami. Stop. Pandemia szaleje. Stop. Gospodarki się walą. Stop. Nie wiadomo co z jutrem. Stop. Pewne rzeczy się jednak nie zmieniają. Stop. Tak mógłby wyglądać telegram barmana z roku 2020 do barmana z przeszłości, np. z roku 2015.


Tomasz Źródłowski.
Tomasz Źródłowski.
Gdybym był psychologiem, powiedziałbym, że z punktu widzenia zdrowia psychicznego w tak dziwnym roku jak ten rozdawanie sobie nagród ma głęboki sens. Dobrze jest teraz usłyszeć coś miłego, choć w sumie zawsze miło jest otrzymać pochwałę, zostać umieszczonym w jakimś top 500, top 100, the 50 best, dostać gwiazdkę albo trzy (osiem gwiazdek nie jest fajnie dostać, ale niektórym się należą).
Jednym zdaniem: od zarania dziejów ludzie lubią, gdy się ich docenia. Dlatego chciałem zadać jedno ważne pytanie: dlaczego w różnego rodzaju branżowych plebiscytach nadal wyglądamy tak, jakby nasza scena barowa składała się tylko z barów mlecznych?
Jest taki cytat o jakości w barze, który lubię: „Nikt, kto dysponował jakimikolwiek pieniędzmi, nie wszedłby do baru Harry’ego w śnieżne popołudnie na kawę. Obok znajduje się niewielka kawiarenka. Kawa kosztuje tam trzy dolary, ale przynajmniej nie stoi na palniku przez cały dzień” – Kathleen Ann Goonan. Idąc za tym cytatem, nie uważam, żeby w naszych barach kawa stała na palniku cały dzień. Ba! Zuchwale pozwolę sobie stwierdzić, że jest w kraju spora grupa kreatywnych ludzi z pasją, którzy z łatwością potrafią poradzić sobie ze standardami wyznaczanymi przez choćby londyńską scenę barową. Ba! Zuchwale pozwolę sobie stwierdzić także, że mamy trochę towaru eksportowego, od którego to Londyn mógłby się uczyć.
Dlaczego w takim razie nikt nie chce tych naszych wysiłków dostrzec? O różnego rodzaju rankingach słyszę, odkąd stanąłem za barem. O The World’s 50 Best Bars opowiadał
mi jeszcze świętej pamięci Arek Stefaniak, którego
wielką ambicją było zaistnieć na tej liście z pierwszym polskim barem. Lata mijają i nadal nikogo z nas tam nie było. Jakim cudem? Polscy barmani wygrywali globalne konkursy, turystów w kraju jest mnóstwo i znakomita większość z nich wyjeżdża oczarowana naszą gościnnością i cudownością koktajlowych kreacji, o barach piszą różne Guardiany w swoich przewodnikach po Polsce... itd. Tylko branża nie chce nas dostrzec... Czy to spisek? Czy to loża masońska nie dostrzega świata na wschód od Niemiec? Czy jak zwykle skrzywdzonego narodu nie chcą zaliczać do elity? Czy może faktycznie brakuje nam przysłowiowej kropki nad i? Ewentualnie – może to po prostu towarzystwo wzajemnej adoracji, które rozdaje sobie co roku trochę statuetek, żeby zaspokoić potrzeby rosnącego ego?
Nie wiem. Wiem natomiast, że cała ta sytuacja chyba nam Polakom trochę pasuje. Możemy sobie ponarzekać, że znowu jesteśmy krzywdzeni. Niedoceniani. Że te masońskie loże knują przeciwko nam od świtu do zmierzchu. Przecież my tak lubimy narzekać.
A dlaczego nie rozdamy sobie nagród sami? Skoro nasza scena barowa tak bardzo urosła – bo to jest fakt, któremu nie da się zaprzeczyć – to dlaczego raz w roku nie potrafimy sami siebie nagrodzić? Może, skoro sami nie umiemy sobie powiedzieć miłych rzeczy i docenić rozwoju własnej koktajlowej kultury, to nikomu się tego zwyczajnie nie chce robić za nas? Od czasu, gdy prawie dwa lata temu zniknął plebiscyt Bar Roku, nie pojawiła się żadna alternatywa. Jasne, że konkursy i nagrody zawsze będą podważane, bo nikt jeszcze nie dogodził wszystkim naraz, ale wydaje mi się, że zamiast szukać winy w spisku, kolesiostwie albo masońskiej loży, możemy rozpocząć od pracy u podstaw i najpierw docenić sami siebie. Bo jest o czym mówić.
Zaspokoimy w ten sposób podstawową potrzebę bycia docenionym, bo jestem pewny, że emocją obdarowywanych w momencie odbierania statuetki będzie radość. Nawiasem mówiąc, nagrody od ludzi, którzy cię znają, są szczególnie miłe, bo oni naprawdę wiedzą, ile w coś włożyłeś pracy.
I być może, gdy sami głośno zaczniemy mówić, że jesteśmy dumni z tego, co robimy, wówczas okaże się, że ktoś to dostrzeże i stwierdzi, że faktycznie nie tylko robimy to dobrze, ale może nawet lepiej od reszty. Może wtedy w końcu doczekamy się polskich barów na listach „top of the top”.

Felieton ukazał się w „Food Service" 11/2020 nr 200.

Autor tekstu: Tomasz Źródłowski
O AUTORZE
Tomasz Źródłowski
Twórca kolektywu Creative Gastronomy. Stara się zarażać pasją do profesjonalizmu i bezinteresowną chęcią robienia ludziom dobrze. Od 2013 r. pracował za barem. Przez długi czas zawodowo i prywatnie związany był z krakowskim Mercy Brown. Wielki entuzjasta startów w konkursach barmańskich, które uważa za doskonałą platformę do wymiany doświadczeń i trampolinę rozwoju. Amator przelewania swoich myśli na papier oraz zadawania filozoficznych pytań w świecie gastronomii.

Zobacz także

Adam Chrząstowski: Profeska od kuchni

Będę dalej pisał o COVID-19, bo pandemia ma ogromny wpływ na sytuację naszej branży. Epidemia pokazała, że biznesy gastronomiczne mają jeszcze dużo do dopracowania w sferze gotowania, serwisu i zarządzania. Kto poległ, a komu udało się przetrwać?

Adam Chrząstowski: Wędrówki ludów

Wakacje w pełni, więc i ja niniejszy felieton popełniam, siedząc w nadmorskim domku. Akurat szumi ciepły deszcz i myśli same porządkują się w głowie.

ANNA OLEKSAK: CZY RESTAURACJE POTRZEBUJĄ "TRZECIEJ FALI" W KAWIE?

Minęło trochę czasu od mojej ostatniej serii artykułów dla "Food Service". Tymczasem rynek kawy i kultura kawowa rozwijają się w Polsce i nurtuje mnie pytanie, czy tzw. trzecia fala w kawie ma szansę zagościć w polskich restauracjach. Czy w ogóle jest taka potrzeba?

Tomasz Źródłowski: Suma wszystkich strachów

Czy zauważyliście, że na początku 2021 r. jakoś mniej było tekstów z podsumowaniem roku 2020? A przecież to była medialna tradycja... Sam nawet, zabierając się do pisania tego felietonu, zerknąłem na swoje wywody o roku 2019.

JAROSŁAW DUMANOWSKI: "ĆWIKIEŁKI WPIEC NAMOTAĆ", CZYLI UCZTA Z CZASÓW UNII LUBELSKIEJ

Mikołaja Reja można uznać za ojca i literatury polskiej, i polskiej kuchni. W recepturze z 1568 r. poeta opisał pieczone "ćwikiełki". Według Reja taka pieczona ćwikła była większym specjałem niż importowane "limunije" (cytryny).

Tomasz Źródłowski: Quo vadis, gastronomio?

Sytuacja jest daleka od idealnej. Gdy już pozwolili nam się pootwierać, to chwilę zajęło, zanim bary i restauracje znowu wypełniły się gośćmi. A teraz przeżywamy drugą falę pandemii. Dokąd zmierzamy? To pytanie wydaje się całkiem zasadne.


Inne kategorie

Akademia Horeca

Jak łączyć napoje i alkohole z jedzeniem?

Jako restaurator pewnie wiele razy myślałeś o zasadach łączenia potraw i napojów. Jak sprawić, aby odpowiednia selekcja napojów pasowała do menu? Co zrobić, by obsługa umiała zarekomendować odpowiedni napój 
do serwowanego posiłku?
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej