x

Wrocław: lato w gastronomii musi być lepsze!

Kategoria: Koronawirus - Aktualności    07.06.2020

Dwa miesiące przyszło nam czekać, by znów móc doświadczać restauracyjnych wrażeń. Jak pierwszy tydzień "odmrażania" gastronomii wyglądał we Wrocławiu, opisuje Agnieszka Szydziak, redaktor naczelna Have a Bite Wrocław.

Iggy Pizza. Foto: Agnieszka Szydziak.
Iggy Pizza. Foto: Agnieszka Szydziak.
Mamy w stolicy Dolnego Śląska szczęście do wybitnej pizzy neapolitańskiej. Dlatego 18 maja, w pierwszy dzień ponownego otwarcia lokali gastronomicznych, zaczynam obchód od pizzerii. 

SZLAKIEM PIZZY 
Aby dotrzeć do Iggy Pizza, przechodzę przez Rynek, który w to poniedziałkowe popołudnie nie tętni życiem sprzed pandemii. Jego krajobraz zmieniły też ogródki restauracyjne, które zwiększyły powierzchnie i wyszły poza dotychczasowe zadaszenia, obrysy, płotki. Mniej więcej połowa z dostępnych w nich stolików jest zajęta.
W drzwiach Iggy zastaję płyn do dezynfekcji rąk oraz informację, że w lokalu może przebywać 40 osób, dalej – pusta sala. Część stolików wyłączona jest z użytku i oznaczona znakiem „X”. Podczas mojej godzinnej wizyty w ogródku siedzi 3-5 osób, a co jakiś czas przez pustą salę przechodzi kurier z serwisów dostarczających jedzenie. 
Zamówienie zaserwowane jest w błyskawicznym tempie. Jemy na tradycyjnych ceramicznych talerzach, używając metalowych sztućców. Dostajemy za to dwa okrągłe noże do pizzy (wcześniej jeden na stolik) i małe butelki oliwy (kiedyś w pojemnościach ok. 0,7 l). Po godzinie wychodzimy z jednej strony uskrzydlone kontaktem z obsługą i smakiem wyśmienitej neapolitany, z drugiej – przygnębione małą liczbą współbiesiadników. 
Pod wieczór rozmawiam z koleżanką. Relacjonuje: „Wpadłam do Iggy po 16 i ogródek był pełen gości. Widziałam masę ludzi w Rynku”. Zasypiam więc nieco spokojniejsza i postanawiam, że kolejnego dnia sprawdzę drugi mocny adres z pizzą – VaffaNapoli. 
Dla porównania wybieramy się tam o tej samej porze. To również centrum Wrocławia, ale trochę bardziej kameralne – ul. Włodkowica. Przed Vaffą zawsze stoją kolejki, ale nie w ów wtorek. Czekamy przed wejściem na obsługę, by usadzili nas przy jednym z 80 dostępnych teraz miejsc. Dezynfekujemy ręce i siadamy w środku, tym razem nie sami – zajęte są dwa inne stoliki, na dworze zaś rotują goście, okupując wszystkie możliwe miejsca. Widać, że wielu z nich wpadło tu na przerwę lunchową. Dowiaduję się od kelnerki, że od dziś nie będzie dowozów, ponieważ nie jest możliwe, by recepturę ciasta zmienioną na czas lockdownu utrzymać równocześnie z tą tradycyjną, z której pizzę wypieka się i serwuje na miejscu. 

Pofolgujemy. Foto: materiały prasowe.
Pofolgujemy. Foto: materiały prasowe.
FOLGUJEMY POZA CENTRUM 
Kolejnego dnia udaję się do bistro Folgujemy położonego w niecieszącej się dobrą sławą okolicy, 10 minut od dworca Wrocław Główny. To przytulne, małe bistro zaprasza każdego dnia od śniadania, potem serwuje codziennie inny lunch i popołudniową kartę zmieniającą się sezonowo. Teraz może usiąść tutaj tylko 10 osób, ale zmiany w przestrzeni chyba spodobały się gościom, bo niemalże przez cały czas, kiedy trwa moje spotkanie z Aleksandrą Basaj, właścicielką lokalu, w 80% są zajęte. Ludzie spotykają się ze znajomymi, załatwiają biznesy i pracują w samotności. Wpada też sporo osób, by odebrać swoje zamówienia lub wziąć kawę na wynos. W powietrzu czuć aromat wypieków, panuje dawno niezaznany restauracyjny gwar. 
– Nadal pozostaniemy przy dowozach, tak długo jak będą chcieć tego nasi goście. Wstrzeliliśmy się w niszę, jaką okazało się dostarczanie śniadań do domu i wypracowaliśmy wiele dobrych praktyk. Po tym tygodniu widać, że ilość zamówień na dowóz nie spadła znacząco, odwiedziło nas za to wielu stałych bywalców – opowiada Ola Basaj. – W poniedziałek przyszło też kilku gości, którzy w trakcie lockdownu odbierali u nas zamówienia osobiście i widać było ich zaskoczenie, że „już można siadać”, połączone z ulgą. Niestety obserwuję też wiele osób, które nie stosują się do zasad bezpieczeństwa sanitarnego, np. wchodzą do restauracji, nie czekając na obsługę, która wskazuje dostępne stoliki, czy nie dezynfekują rąk. 

RAPORT Z SYPIALNI I PLAŻOWEGO BARU 
W czwartek dostaję raport z ulicy Zwycięskiej, która do tej pory spełniała funkcję sypialni Wrocławia, ale w ubiegłym roku dynamicznie rozwinęła się gastronomicznie – wielu restauratorów z centrum otworzyło tutaj swoje kolejne lokale. 
– Widzę dużą różnicę między centrum a przedmieściami, panuje tu większe rozluźnienie. Ludzie wpadają na śniadania, jest sporo męskich grup. Podejrzewam, że to ekipy z pracy, siedzą przy stolikach, plotkują. W Bułce z Masłem i Przystań Tu zaczyna się ruch lunchowy. Ludzie wchodzą bez masek, tu chyba nie ma koronawirusa – pisze mi Monika. W piątek dzwonię do Andrzeja Bobaka, który prowadzi we Wrocławiu kilka outdoorowych miejscówek, m.in. beach bar ZaZoo. W pierwszy dzień funkcjonowania gastronomii przed zachodem słońca widziałam tutaj kilkunastometrową kolejkę osób czekających na wpuszczenie na teren baru. W środku była grupa ludzi, którą po doświadczeniu izolacji spokojnie mogłabym nazwać tłumem. 
Sytuacja powtarzała się w kolejne dni i mocno spolaryzowała Wrocław. Pytam więc, jakie środki bezpieczeństwa wprowadzili w ZaZoo.
– Realizujemy obowiązek wpuszczenia ograniczonej liczby ludzi, zachowania odpowiedniej odległości między stolikami, które dezynfekujemy. Na wejściu gości wita host z płynem do dezynfekcji i z maseczkami, w których powinni przemieszczać się na terenie ZaZoo. Niestety egzekwowanie tego jest wybitnie trudne. Na terenie baru jest też mnóstwo edukacyjnych informacji dotyczących bezpieczeństwa. Mamy aplikację, która pozwala złożyć zamówienie i dokonać płatności, nie ruszając się od stolika. Po informacji o tym, że jest gotowe, odbiera się je z baru – odpowiada Andrzej Bobak. 

ZaZoo. Foto: materiały prasowe.
ZaZoo. Foto: materiały prasowe.
OFFOWY WROCŁAW 
W piątkowy wieczór sprawdzam sytuację w innej imprezowej lokalizacji – w Pasażu Pokoyhof, który położony jest pięć minut od Rynku, ale czuć w nim offową atmosferę. Wspominam czas sprzed pandemii, kiedy Wrocław przychodził tu do Charlotte na śniadanie z kieliszkiem bąbelków i zostawał aż do wieczora, by w totalnym ścisku zatańczyć w klubokawiarni Szajba lub poczuć karaibski klimat w Rumbarze z doskonałą kolekcją rumu i kuchnią pełną morskich smaków. Funkcjonowało jeszcze bistro Parish, ale od 13 marca nie ma z nim kontaktu, oraz Dojutra – pub, który zamknął tu podwoje z końcem marca. Z czystymi rękami zasiadamy przy zdezynfekowanym stoliku w Rumbarze. Nie będzie nam dane zamawiać przy barze i słuchać, jak powstają tutejsze koktajle. Nie musimy też dotykać karty, wystarczy telefonem zeskanować QR kod z blatu, a ten przenosi nas do menu online. Wieczór jest chłodny, a mimo to do około godz. 22 większość osób w Pasażu siedzi w ogródkach. 
W niedzielę dopytuję Michała Przywarę, szefa baru, jak minął weekend. – W piątek było całkiem sporo gości, ale w sobotę totalna klapa, pewnie ze względu na deszcz. Mamy też pierwsze wnioski: zorganizujemy drugi bar na zewnątrz, żeby usprawnić obsługę. Chociaż nawet przy ciepłych wieczorach nie możemy liczyć na więcej niż 50% wcześniejszych utargów. Niezmiennie całość naszego menu, w tym koktajle, jest dostępna zarówno na miejscu, jak i w dostawie – opowiada Przywara. 

FINE DINING 
Do soboty idealnie pasuje fine dining, dlatego spotykam się z Michałem Jagodą, F&B managerem w restauracjach hotelu Monopol. Leje deszcz i nie możemy usiąść na najbardziej malowniczym tarasie Starego Miasta, ale przestronne wnętrza restauracji nie przywołują skojarzeń z nowymi zasadami społecznego dystansu. Co prawda usunięto z nich sporo dekoracji i kwiaty, przy wejściu do kolejnych pomieszczeń ustawiono płyny do dezynfekcji, a serwis pracuje w maseczkach i rękawiczkach, to jednak czuję się tutaj jak dawniej – elegancko i komfortowo.
Do nowych czasów dostosowano też menu. W Acquario zrezygnowano z menu degustacyjnego, w zamian za to jest krótka karta z przystawkami, daniami głównymi i deserami. Restauracja Monopol ma kartę w stylu bistro, a śniadania to zamiast bufetów deski z selekcją serów, wędlin, warzyw, owoców oraz menu z daniami ciepłymi. 
– Priorytetem szefa Mariusza Kozaka jest powrót do menu degustacyjnego w Acquario, ale obserwujemy potrzeby gości. Spodziewaliśmy się, iż wytęsknionych będzie więcej – po pierwszym tygodniu liczbę gości restauracyjnych oceniam na maksymalnie 20% w stosunku do sytuacji sprzed pandemii. Nie wspominając o konferencjach i weselach, które nakręcały ruch hotelowy i gastronomiczny, znaczną część gości stanowili biznesmeni, którzy teraz nie mogą pracować, chociażby z powodu wstrzymanych lotów. Zdajemy sobie sprawę, że wszystko będzie teraz wyglądało inaczej, bo wiele firm doceniło podczas kwarantanny dobrodziejstwo spotkań przez internet – mówi Michał Jagoda. 
Dociera do mnie, że informacje na temat spadku obrotów w gastronomii nawet o 3⁄4 są realne, a od 18 maja miejsca, do których trzeba było wcześniej czekać w kolejce, są teraz dostępne z ulicy. Nad flagowym daniem w postaci ośmiornicy z hummusem i kuskusem jerozolimskim rozmawiamy z Michałem Jagodą o tym, że jego załoga dobrze wykorzystała czas największych ograniczeń dla branży HoReCa oraz wzajemnie utwierdzamy się, że lato może być już tylko lepsze od kończącej się wiosny. 

Artykuł ukazał się w „Food Service" 5/2020 nr 195.

Autor tekstu: ( red. )

Zobacz także

Kawowa spacerologia - wielkomiejski, pandemiczny gastro-trend?

Na czym polega kawowa spacerologia? W związku z tym, że od dłuższego czasu kawiarnie są zamknięte, mieszkańcy dużych miast spotykają się pod ulubioną kawiarnią. Kupują kawę na wynos i udają się na wycieczkę do pobliskiego parku.

Lockdown gastronomii i hoteli przedłużony do 17 stycznia 2021 r. Czeka nas narodowa kwarantanna

Nie będzie poluzowania obostrzeń od 28 grudnia, na które tak bardzo liczyła branża HoReCa. Rząd ogłosił dziś przedłużenie lockdownu do 17 stycznia oraz dodatkowe ograniczenia. Zamknięcie hoteli dla gości w podróży służbowej to tylko jedno z nich. Sprawdźcie, jakie zmiany czekają nas po świętach.

Pozew zbiorowy gastronomii coraz bliżej. IGGP podpisała umowę z kancelarią prawną

Ruszyły przygotowania do pozwu restauratorów przeciwko państwu. Ma on być gotowy w drugim kwartale tego roku. Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej będzie domagać się w nim odszkodowań dla wszystkich restauratorów, którzy ponieśli straty w związku z pandemią.

Restauracje uśmiercone przez koronawirusa. Analizujemy przyczyny

Gdy nadeszło długo oczekiwane częściowe odmrożenie gastronomii, okazało się, że wiele lokali nie otworzyło się na nowo. Nawet tych kultowych. Czy zdusiły je czynsze, zabił strach czy zamknięto je z braku perspektyw?

Jak sobie radzą restauracje, które pracują w czasie pandemii?

Wielu restauratorów walczy o przetrwanie swoich lokali, uruchamiając pokłady kreatywności i sięgając po ponadstandardowe środki, aby odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Przy tym wszystkim znajdują czas, by pomagać potrzebującym. W ramach akcji #DalejOtwarte opowiadają, jak sobie radzą w kryzysie.

Gastronomia w czasie pandemii

Decyzją rządu od soboty działalność restauracji, pubów, klubów i barów podlega poważnym ograniczeniom. Zabroniono spożywania posiłków w lokalach, dozwolone jest natomiast wysyłanie ich w dostawie oraz wydawanie klientom na wynos. Jak funkcjonuje branża gastronomiczna przy tych obostrzeniach?

Inne kategorie

Akademia Horeca

Skuteczna ekspozycja i zatowarowanie restauracji

Dbanie o odpowiedni kontakt wizualny, zagwarantowanie priorytetu produktom najważniejszym z punktu widzenia klienta, dyskretne oznakowanie jakości oferty to droga, która doprowadzi do zwiększenia sprzedaży i zysków.
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej