x

Adam Chrząstowski: Pobudka

Kategoria: Lifestyle - blog

Epidemia koronawirusa jest tak dynamiczna, że cokolwiek o tym napiszę, za chwilę i tak może się zdezaktualizować. Zacząłem się więc zastanawiać, co czeka gastronomię po wygaśnięciu pandemii, bo przecież ten koszmar kiedyś musi się skończyć.

Adam Chrząstowski. Foto: archiwum prywatne.
Adam Chrząstowski. Foto: archiwum prywatne.

Nasi włodarze skorzy są do wprowadzania restrykcyjnych ograniczeń – co akurat rozumiem – ale ze skuteczną państwową pomocą dla naszej branży jest już dużo gorzej. O ile decyzja rządu o zamknięciu restauracji spadła na wszystkich nagle (znam nawet jeden przypadek kilkumilionowej inwestycji uruchomionej w piątek 13 marca i chwilę później zamkniętej), to powrót do normalności będzie dość długim procesem. W wielu konsumentach mimo zniesienia barier pozostanie strach przed chorobą i kontaktami z innymi ludźmi. Wielu odkryje w sobie talenty kulinarne i postanowi kontynuować nowe hobby pod własnym dachem, rezygnując z wyjścia do restauracji. Gastronomia ściśle związana z turystyką będzie musiała poczekać, aż ludzie na nowo zaczną podróżować. 
Miejmy świadomość, że po długiej kwarantannie portfele naszych gości będą dużo chudsze. Tak samo firmy nie będą szaleć w restauracjach, chociażby dlatego, aby nie być posądzonym o rozrzutność. Poza tym naturalne jest, że w sytuacjach kryzysowych poziom oczekiwań, np. jakościowych, maleje. 
Restauratorzy będą musieli wracać do normalnej działalności ostrożnie i powoli, z kilku powodów. Bardzo prawdopodobne, że personel będzie mocno przetrzebiony lub zespoły trzeba będzie budować od nowa. A przecież wdrażanie pracownika w nową rzeczywistość to dość długi proces. Należałoby zrobić solidny „przegląd wojsk” i szkolenia. Myślę, że firmy doradcze będą miały ręce pełne roboty.
Ofertę trzeba będzie dostosować do nowej rzeczywistości. Jeśli w czasie kryzysu nasi goście oswoili się z opcją dowozów i wynosów, to czemu tego nie kontynuować? Ceny uczynić bardziej przyjaznymi, aby nakłonić klientów do powrotu. Radziłbym też przewietrzyć menu. Zostawmy w nim nasze hity, bo goście będą właśnie dla nich wracać, a w miejsce dań słabo rotujących zaproponujmy coś taniego. Patrząc na to pozytywnie – liczba miejsc w restauracji przestaje być ograniczeniem. Paradoksalnie pozytywną kwestią są też ograniczenia w przepływie towarów i usług. Mam nadzieję, że zwrócimy się teraz mocniej ku lokalnemu produktowi i wytwórcom. Cieszę się, że zostaniemy zmuszeni do skrócenia łańcucha dostaw i budowania relacji z fizycznie bliskimi nam podmiotami – hodowcami, rolnikami i drobnymi przetwórcami. Niech to, co się wydarzyło, będzie dla nas doświadczeniem, z którego wyciągniemy wnioski. Stwórzmy nowe procedury, które na przyszłość pozwolą nam sprawniej reagować na podobne sytuacje. Przewidujmy, co może się wydarzyć. Jest przecież prawdopodobne, że wirus powróci. Jeśli obecne wsparcie rządu nas nie zadowala, to może warto się ubezpieczyć lub stworzyć własny fundusz „na czarną godzinę”? 
To, co wydarzyło się w marcu, zdemaskowało jeszcze jeden bardzo ważny problem. Środowisko gastronomiczne nie ma silnej reprezentacji. Jeśli jako naród mamy zdolności jednoczenia się w obliczu zagrożeń, to może koronawirus spowoduje, że gastronomia zbierze się do kupy i stworzy coś na kształt Unii HoReCa, która będzie jej broniła i reprezentowała interesy na najwyższym możliwym szczeblu. Jest wiele do zrobienia, bo do tej pory jej integracja była bliska zera. Na przykład relacje pracownicze w naszej branży uważam za patologiczne. Najbardziej po tyłku dostali pracownicy na umowach śmieciowych i ci funkcjonujący w szarej strefie. Nie oskarżam tutaj restauratorów, oni próbują uczynić ten biznes normalnym. Uważam, że cały system jest po prostu chory. Na koniec jeszcze jedna nauczka. Warto przy okazji tej kryzysowej sytuacji zastanowić się nad własnym życiem. Ustalić, co jest dla nas priorytetem, a co tylko środkiem do osiągnięcia celu. Mam wrażenie, że często mylimy jedno z drugim. Zapominamy o wartościach nadrzędnych. Niszczy nas konsumpcjonizm. Zapominamy o środowisku naturalnym i relacjach z najbliższymi. Może to, co się dzieje, to żółta kartka od Matki Natury? 

Artykuł ukazał się w „Food Service" 4/2020 nr 194.

Autor tekstu: Adam Chrząstowski
O AUTORZE
Adam Chrząstowski
Prezydent Bocuse d’Or Academy Poland, wiceprezes Stowarzyszenia Polska Inicjatywa Kulinarna, wyróżniony przez Akademię Gastronomiczną nagrodą Mistrz Mistrzów.
Prowadzi działalność doradczą i szkoleniową w branży HoReCa (Adam Chrząstowski Consulting), pisze felietony dla magazynu „Food Service”, prowadzi programy kulinarne w Kuchni +.
Był szefem kuchni restauracji Ed Red w Krakowie i w Warszawie, wyróżnionych przez Slow Food Polska oraz przewodniki Michelin i „Gault & Millau”. Współtworzył krakowską restaurację Ancora. Doświadczenie zdobywał na wszystkich szczeblach zawodu kucharza w najlepszych restauracjach w kraju i za granicą.
Absolwent filozofii, specjalność – etyka.

Zobacz także

Adam Chrząstowski: Złoty Bocuse

Ponad 30 lat temu w Lyonie niekwestionowany autorytet, jakim jest Paul Bocuse, wystartował z indywidualnym konkursem kulinarnym.

Adam Chrząstowski: Wykluczone gastro

Plan był taki: pojechać do Poznania na Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku i na gorąco opisać, co tam się działo. Jest to bowiem impreza godna rzetelnego reportażu - świetnie zorganizowana i przyciągająca kulinarne tuzy nie tylko z Wielkopolski. Scena kulinarna w Poznaniu działa wspaniale.

JAROSŁAW DUMANOWSKI: KUCHARZE DO PIÓRA! PRZYKŁAD Z WIELKOPOLSKI

Przy okazji wydania przez wielkopolski Slow Food reprintu "Wielkopolskiego kucharza" pisałem o recepturach z tej właśnie książki. Dzisiejsze sukcesy poznańskich kucharzy i przypominanie przez nich wielkopolskich tradycji kulinarnych w nowoczesnej formie sprawiają, że temat zasługuje na ciąg dalszy.

Adam Chrząstowski: Bocuse d’Or - mała spowiedź

Wczoraj wróciłem z europejskich eliminacji Bocuse d’Or i od razu chcę się z wami podzielić wrażeniami. Chciałbym też podsumować cały polski start obecnej edycji konkursu.

Adam Chrząstowski: Opowieść z "czarnej dziury"

Do napisania poniższego skłoniły mnie doświadczenia nabyte w ciągu ostatnich kilku lat podróży po Europie. Oczywiście podróży kulinarnych, połączonych z próbą odnalezienia dla rodzimej gastronomii jej miejsca w hierarchii.

ADAM CHRZĄSTOWSKI: YIN-YANG

Jak donosi Wikipedia, koncepcja yin-yang pochodzi z antycznej filozofii chińskiej i metafizyki. Opisuje dwie pierwotne i przeciwne, lecz uzupełniające się siły, które odnaleźć można w całym wszechświecie. Także w kuchni

Inne kategorie

Akademia Horeca

Skuteczna strategia wyceny napojów

Odpowiednia wycena napojów to jedna z najważniejszych decyzji komercyjnych w sektorze HoReCa. Jeśli poziom cen jest właściwy, sprzedaż, a nią także zyski ze sprzedaży napojów wzrosną. W przypadku gdy ceny są zbyt niskie, tracimy zysk. Jeżeli natomiast ceny są zbyt wysokie, ryzykujemy utratę klienta.
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej