x

Gastro się nie poddaje! Relacja z A Nóż Widelec w Poznaniu

Kategoria: Koronawirus - Aktualności    11.05.2020

Jak sobie radzi w czasie pandemii poznańska restauracja A Nóż Widelec? - Jesiotry i turboty schowałem do szufladki z marzeniami - mówi Michał Kuter, właściciel lokalu.

 

Agata i Michał Kuter. Zdjęcie: Bartosz Dziamski.
Agata i Michał Kuter. Zdjęcie: Bartosz Dziamski.

Pierwsze chwile po tym, jak w czwartek, 12 marca rząd ogłosił zamknięcie restauracji, to uczucie złości i kompletne niezrozumienie sytuacji. Wiele restauracji zatowarowało się już na weekend i uważam, że powinny dostać czas do poniedziałku, aby jak najwięcej wyprzedać. Niemniej nie mogliśmy się poddać, więc przez pierwszy tydzień staraliśmy się sprzedać jak najwięcej dań na wynos, żeby wykorzystać produkty, które już mieliśmy. Goście naszej restauracji od zawsze mieli możliwość zamówienia dania na wynos, więc nie musieliśmy w biegu zmieniać całego menu. Jednak to, co oferowaliśmy wcześniej: jesiotry, turboty, dziczyzna na dłuższą metę nie sprawdza się w dostawach. W kolejnym tygodniu zaczęliśmy już tworzyć ofertę dostosowaną do nowej rzeczywistości, dania, które zapakowane w pudełka nie tracą na jakości: kopytka, kluski półfrancuskie, soczewica, dania w sosach. Zresztą, jak się szybko okazało, zamknięci w domach ludzie oczekują dużo prostszej kuchni, podstawowych dań, które lubią i jedzą na co dzień, czyli np. schabowego czy pierogów. W przypadku dań w dostawie czy na wynos również cena musi być inna. Za zupę nie mogę już policzyć 20 zł, tylko 15. Przystawka nie może kosztować 40 zł, tylko 25, a za danie główne nie można wziąć, jak dotychczas, 100 zł – musi kosztować koło 50-60 zł. Musieliśmy więc zastąpić produkty premium, takie jak dziczyzna, tymi ze średniej półki: wołowiną, wieprzowiną, dobrej jakości drobiem, nie obniżając jednocześnie jakości dań. Jesiotry i turboty przechodzą do szufladki z marzeniami. 
Ogólnie czekają nas bardzo ciekawe zmiany. Obserwujemy teraz wszyscy powolny upadek rynku gastronomicznego. Można go podzielić na trzy etapy. Pierwszy z nich mamy już za sobą – to był wspomniany już weekend zaraz po zamknięciu lokali. Potem nastąpił drugi etap, który wciąż trwa. Część miejsc się zamyka całkowicie, część walczy. Robią cateringi dietetyczne, grille, wynosy. Ale to wszystko nie jest dochodowy biznes, jeśli wcześniej nie miało się klientów na pudełka. W tej chwili właściwie nie ma możliwości pozyskania nowych klientów. My rozpoczęliśmy współpracę z Głodny.pl i tylko dzięki temu mamy trochę nowych klientów, którzy są z innych części Poznania i wcześniej nas nie odwiedzali. Bazujemy jednak na naszych stałych gościach, którzy byli z nami przed kryzysem, są w trakcie i zapewne pozostaną po. Jednak mimo naszych starań obroty i tak spadły o 75-80%. Jeśli więc ktoś nie miał wcześniej klientów chętnych do zamawiania na wynos, to powinien od razu zamknąć biznes, bo i tak nie przetrwa. 
Przed nami jeszcze trzeci etap, który nastąpi latem lub jesienią. To będą pierwsze dni po ponownym otwarciu restauracji. Przez dwa tygodnie będzie panował optymizm, goście będą przychodzić, bo tęsknili za daniami, więc lokale znów się zapełnią. Wiele osób nie wróci jednak do regularnego wizytowania restauracji, przyjdą raz, a potem stwierdzą, że nie mają finansów na to, i zrezygnują. Do tego czeka nas susza, która wywoła kolejny kryzys. Ceny produktów spożywczych pójdą w górę, więc zaoferowanie dobrego menu w rozsądnej cenie będzie jeszcze trudniejsze.
Silne marki przetrwają te trzy etapy, ale będzie to też test tego, kto naprawdę potrafi gotować, kto zna sztukę kulinarną na podstawowym poziomie, który kiedyś był wymagany, a teraz mają go nieliczni. Ten test przejdą osoby, dla których gastronomia jest całym życiem, które potrafią to robić i które naprawdę wiedzą, jak używać składników i przygotować z nich mistrzowskie dania. Ale nawet oni będą musieli się zmienić, bo czeka nas nowa rzeczywistość. Klienci będą bardziej wygodni i nieufni. Będą też nadal oczekiwać dowozów i dań na wynos, więc jeśli ktoś zaoferował to teraz, będzie musiał ten model utrzymać. Dowozy niestety nie wiążą się z up-sellingiem, bo trudniej dosprzedać deser, napój czy wino. Końcowy rachunek jest niższy, choć dania pod dowozy generują wyższy food cost niż restauracyjne. To wszystko zahamuje rozwój gastronomii nawet na 2-3 lata. 

Relacja z 22 kwietnia 2020 r. Ukazała się w „Food Service" 4/2020 nr 194.

Autor tekstu: Wojciech Piasecki
O AUTORZE
Wojciech Tomasz Piasecki
Z wykształcenia mgr inż technologii żywności i żywienia człowieka. Od 13 lat związany z branżą żywności jako technolog i dziennikarz. Specjalizuje się w analizie sensorycznej, badaniach ilościowych i jakościowych na rynku FMCG, technologii gastronomicznej oraz dietetyce sportowej. Z zamiłowania kucharz i piekarz nieustannie poszukujący nowych smaków. Promuje kuchnię zdrową i zbilansowaną. Uwielbia podróże, zarówno te miejskie, jak i z plecakiem w nieznane.

Zobacz także

Instagram z pomocą małym restauracjom

W Polsce użytkownicy aplikacji Instagram będą mogli skorzystać z dwóch funkcji: Action Button na swoim profilu i naklejki ułatwiającej składanie zamówień w Stories.

Szybki i bezpieczny powrót - apel branży gastronomicznej i MAKRO

Dziś na ręce premiera Mateusza Morawieckiego i minister rozwoju Jadwigi Emilewicz złożony został wspólny apel MAKRO oraz organizacji wspierających polską gastronomię o skrócenie czasu, w którym restauracje i bary muszą pozostać zamknięte ze względu na walkę z koronawirusem COVID-19.

Jak klienci mogą ratować i ratują gastronomię

Lokale gastronomiczne ratują się teraz sprzedażą posiłków z dowozem. Ich właściciele przyznają, że wsparcie, jakie otrzymują w tym trudnym czasie od klientów, jest niezwykłe. Chodzi nie tylko o dobre słowo, ale też regularne zamówienia, które zapewniają przetrwanie.

Wielkanoc w dostawie

Zbliżające się święta Polacy spędzą w domach. Izolacja i ograniczenia w przemieszczaniu się sprawią, że większość zrezygnuje z gościny u krewnych czy przyjaciół. O świąteczne smakołyki musimy zadbać samodzielnie. Wielkanocna oferta na wynos to szansa dla restauracji, by podratować finanse.

Hongkong i Niemcy otwierają lokale gastronomiczne

Nasi zachodni sąsiedzi decydują o otwarciu lokali gastronomicznych. W każdym landzie inaczej. Również władze Hongkongu zapowiedziały ponowne otwarcie barów. Ale bez tańców i karaoke.

Too Good To Go wspiera gastronomię pomagając w dowozach

Aby pomóc lokalom gastronomicznym Too Good To Go wprowadziło tymczasowe rozwiązanie non-profit, które pozwala użytkownikom zamówić jedzenie na wynos w regularnej, pełnej cenie - cały dochód ze sprzedaży powędruje prosto do partnerów. Paczki w ramach inicjatywy #WeCare są już dostępne w aplikacji.

Inne kategorie

Akademia Horeca

Skuteczna strategia wyceny napojów

Odpowiednia wycena napojów to jedna z najważniejszych decyzji komercyjnych w sektorze HoReCa. Jeśli poziom cen jest właściwy, sprzedaż, a nią także zyski ze sprzedaży napojów wzrosną. W przypadku gdy ceny są zbyt niskie, tracimy zysk. Jeżeli natomiast ceny są zbyt wysokie, ryzykujemy utratę klienta.
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej