x

Jakub Kasprzak: według własnych zasad

Kategoria: Ludzie    26.03.2020

W listopadzie 2019 r. wygrał polskie eliminacje do najbardziej prestiżowego konkursu kulinarnego na świecie - Bocuse d’Or. Wcześniej był laureatem m.in. Wine & Food Noble Night czy Kulinarnego Pucharu Polski. Jego ambicja i chęć rywalizacji przypominają determinację olimpijskich sportowców.

Jakub Kasprzak. Foto: Michał Radwański.
Jakub Kasprzak. Foto: Michał Radwański.
„FOOD SERVICE”: Jesteś szefem kuchni, który pracował w kilku znanych restauracjach, ale masz też drugie oblicze związane z konkursami gastronomicznymi. Jesteś chyba liderem, jeśli chodzi o częstotliwość startowania i liczbę zwycięstw. Czy udział w konkursach jest ważny dla budowania wizerunku szefa kuchni? 
JAKUB KASPRZAK: Uważam, że każdy z nas ma jakieś predyspozycje i nawet szef kuchni nie może być we wszystkim dobry. Sukces to wypadkowa własnych aspiracji i predyspozycji oraz możliwości, jakie są nam dane. To, że niektórzy osiągają więcej, a inni mniej, to z jednej strony kwestia ambicji i uporu, ale przede wszystkim tego, czy na swojej drodze spotkamy właściwych ludzi. 

Powiedziałeś kiedyś, że najważniejsze są jednak chęci.
Oczywiście, chęci przede wszystkim, ale też obiektywna ocena siebie i sytuacji. Nie da się być doskonałym we wszystkim: w daniach à la carte, w weselach i w konkursach kulinarnych jednocześnie. Trzeba się na czymś skupić. 

Tobie udaje się być świetnym i w codziennym prowadzeniu kuchni, i w konkursach. 
Staram się, choć pamiętaj, że karta w lokalu musi być dostosowana do zespołu, z jakim pracujesz. Obecnie rotacja ludzi jest duża i trzeba to uwzględnić. Nie można jednak zapominać przy tym o swoich ambicjach i o oczekiwaniach gości, którzy ostatecznie finansują restaurację. Trzeba odnaleźć równowagę. Nie w każdym miejscu da się zrobić dowolną kuchnię i liczyć, że się sprzeda. Każdy ma swoją drogę, którą powinien iść. 

Też zmieniałeś miejsca pracy na przestrzeni ostatnich lat. Z czego to wynikało? Dlaczego szefowie kuchni nie pracują długo w jednym miejscu, tylko nieustannie przechodzą z jednej restauracji do kolejnej? 
Rzeczywiście, do 24. roku życia bardzo często zmieniałem pracę. Jak wytrzymałem gdzieś rok, to było maksimum. Jeśli coś mi nie odpowiada, raczej się do tego nie zmuszam. Nieszczególnie też lubię kompromisy. Jednak żadna z moich prac – z wyjątkiem jednej – nie kończyła się kłótnią czy sytuacją, w której zostałbym wyrzucony, bo coś robiłem źle. Wręcz przeciwnie, zawsze rozstawaliśmy się w komitywie. Zawsze to była moja chęć, żeby iść do przodu, dalej i szybciej. 

Dlaczego szybciej, za czym tak goniłeś? 
Zawsze chciałem zobaczyć coś nowego, pojechać gdzieś, zdobyć trochę wiedzy. Dużo zaliczyłem takich zmian i do tego się przyznaję. W pewnym momencie życia przyszła jednak stabilizacja. W ostatnim miejscu pracy zostałem prawie 4 lata. 

W Lumière? 
Tak. To był jakiś sukces. Im starszy jestem, tym bardziej nie mam ochoty zmieniać pracy. Dobrze jest raz do roku pojechać na staż, zobaczyć coś i czegoś się nauczyć, ale myślę, że ten burzliwy okres mam już za sobą i na pewno nie chciałbym do niego wracać. Szukam miejsca, w którym mógłbym spokojnie wszystko poukładać, również dlatego, że w 3 miesiące nie da się zbudować dobrego zespołu. 

Zastanawiam się, w jaki sposób taka dynamiczna kariera wpływa na wizerunek. Gdy odbierasz czyjeś CV, z którego wynika, że co 5 miesięcy zmieniał on/ona pracę, to można sądzić, że ktoś szuka swojego miejsca albo nie miał szczęścia, ale być może po prostu jest z nim coś nie tak. 
Dość szybko można zweryfikować, czy z daną osobą jest coś nie tak. Niestety, w dzisiejszych czasach trudno znaleźć pracownika, który byłby naprawdę stabilny. Są oczywiście tacy, którzy będą chcieli z tobą pracować pięć czy siedem lat, ale zazwyczaj kończy się na roku czy dwóch. Ludzie odchodzą, szczególnie ci ambitni. Jeśli pracujesz w danej restauracji pół roku lub rok, jesteś w stanie zobaczyć, na jakich zasadach funkcjonuje i zorientować się, że w tym miejscu już wiele się nie nauczysz. Wtedy idziesz dalej. 

Jakub Kasprzak. Foto: Michał Radwański.
Jakub Kasprzak. Foto: Michał Radwański.

Czyli stabilna, bezpieczna praca nie stanowi dziś wartości?
Dla pracodawcy czy dla szefa kuchni na pewno jest to cenne, ponieważ można zbudować stały i mocny zespół, ale patrząc na dzisiejsze czasy, ludzie potrafią odejść, bo gdzie indziej dostaną odrobinę wyższą stawkę. Ostatecznie często sprowadza się to do pieniędzy, choć podejrzewam, że także atmosfera w pracy jest bardzo ważna. Chciałbym budować z moimi ludźmi fajną atmosferę. Tak jak już wcześniej powiedziałem, na tym etapie mojego życia chcę mieć stabilną pracę. 

Czyli nie planujesz już wyjazdów na staże? 
Nie odwiedziłem nie wiadomo ilu restauracji z gwiazdkami Michelin, ale miałem okazję zjeść w Eleven Madison Park. To dla mnie najlepsza restauracja świata. Dostajesz pierwsze danie i ono jest tak niesamowite, że myślisz: „Już nic mnie dzisiaj nie zaskoczy, to jest genialne”. Ale za chwilę przychodzi kolejne i reakcja jest taka sama. Zawsze chciałem iść tam na staż, więc mam nadzieję, że się niedługo zmobilizuję i wyślę aplikację. Bardzo chciałbym tam pojechać chociaż na tydzień czy dwa. 

Wspomniałeś, że w pracy ważna jest m.in. atmosfera. Co ciebie przekonuje, żeby zostać w danym miejscu na dłużej? Jaki jest najważniejszy argument? 
Jedna rzecz to zdecydowanie za mało. Na pewno kluczowa jest dobra współpraca z inwestorami czy właścicielami. Zawsze najlepiej współpracowało mi się na zasadzie biznesowo-partnerskiej, kiedy wiem, co mam robić i z czego jestem rozliczany, ale jednocześnie mam dużą swobodę i działam według własnych zasad. I to się sprawdza. Bo nie jestem osobą, której można mówić, co ma robić. Ja się zupełnie nie nadaję do korporacji. 

Ale konkursy są takim wejściem w ramy, do których musisz się dostosować.
Tak, ale konkursy oznaczają również współzawodnictwo, są sprawdzianem. Nie zawsze wychodzi tak, jakby się chciało, i można się rozczarować, ale sama rywalizacja jest fajna. 

Słowo „ambicja” często pada z twoich ust. Można odnieść wrażenie, że nie startujesz po to, aby się zaprezentować, ale wyłącznie dlatego, by wygrać. Jak w sporcie. Skąd u ciebie taka determinacja? 
Jako dziecko miałem słomiany zapał. Ilekroć zaczynałem grać na gitarze, uczyć się hiszpańskiego czy czegokolwiek innego, kończyło się tylko wydaniem pieniędzy na gitarę, książkę czy inne gadżety. Zapał trwał miesiąc, góra trzy. Aż do momentu, kiedy w wieku 17 czy 18 lat trafiłem do pierwszej kuchni. Stwierdziłem wtedy: „to mi się podoba”. Zacząłem inwestować w siebie. Do pierwszej pracy przyszedłem totalnie zielony, bez podstaw, wiedzy, nie miałem szkoły, ale bardzo chciałem. Kartka, zeszyt, zapisywanie, przepisywanie. Jeśli raz zrobiłem błąd, za który mi się oberwało, drugi raz już go nie popełniłem. Jak Forrest Gump. Kiedy w wojsku kazali mu coś zrobić, po prostu robił to. Podobnie jest w kuchni. Jeśli słuchasz, poradzisz sobie. Moja kariera zaczęła się rozwijać, co pozwoliło mi zbudować pewność siebie. Potem przyszły konkursy. Mam do nich smykałkę, wiem, jak je ugryźć. 

Gdy po raz drugi startowałeś w Wine & Food Noble Night, powiedziałeś, że zmieniłeś myślenie o tym konkursie. A czy podczas drugiego startu w polskich eliminacjach do Bocuse d’Or również zrewidowałeś swoje podejście
Bardzo, to było jak niebo a ziemia. Miałem już doświadczenie. Podczas pierwszego startu w Noble Night kombinowałem, za drugim razem przygotowałem zaś dania łatwe w wydaniu, bo to jednak konkurs cateringowy. Potrawy mają być smaczne i w miarę efektowne. Koniec.
Bocuse d’Or to zupełnie odmienny konkurs, bardzo specyficzny. Uczestnictwo w żadnym innym konkursie nie jest w stanie przygotować zawodnika na to, co go czeka w trakcie Bocuse’a, w którym konkurencja trwa 5,5 godziny. Trzeba rozłożyć siły, przeliczyć czas na poszczególne czynności. W trakcie mojego pierwszego startu w Bocuse d’Or na pewno przekombinowałem. Teraz wiem, że na pewnych rzeczach trzeba się skupić, a na innych nie. Wiem, jakich technik użyć, żeby nie było ich za dużo. No i przede wszystkim mam już doświadczenie, bo podczas tego konkursu trzeba mieć wszystko rozplanowane i doskonale pamiętać kolejność poszczególnych kroków. Nie ma czasu na zerkanie na ściągę. Należy też pamiętać, że to spory wysiłek fizyczny, duży stres i zastrzyk adrenaliny. Uwielbiam te emocje. Za drugim razem wiedziałem, po co jadę – żeby wygrać! Przygotowywałem się trzy miesiące. Nie było innej możliwości. 

Skoro „rozpracowałeś” już ten konkurs, to powiedz, gdyby za 2 lata ktoś z Polski chciał startować, to jakiego typu powinna być to osoba, jakimi zasobami dysponująca? 
Z całą pewnością Bocuse nie może być pierwszym konkursem. Trzeba już mieć doświadczenie oraz świadomość tego, że przygotowania wymagają sporo czasu i pieniędzy. Trzeba wykonać wiele prób, a każda z nich kosztuje. Nawet setki złotych. My na nasze próby zużyliśmy 50-60 kg pstrąga. Także po to, żeby doskonale znać produkt i czuć się z nim komfortowo. 
Poza tym Bocuse d’Or to konkurs foremek. Jeśli robisz coś z foremki, musi być ona oryginalna, wykonana na twoje zamówienie, jakiej nikt inny nie ma i jakiej nie można po prostu kupić. Sędziowie muszą poczuć efekt „wow”. 
Ważny jest też czas. Jeśli ktoś pracuje intensywnie 5-6 dni w tygodniu, może nie mieć czasu na treningi. Dodatkowo potrzebny jest zespół, bo to nie jest konkurs jednego szefa, ale grupy ludzi, którzy się angażują. 

Jakub Kasprzak. Foto: Michał Radwański.
Jakub Kasprzak. Foto: Michał Radwański.

A co miało wpływ na ostateczny kształt tego, jak wyglądały twoje dania?
Chciałem przedstawić nasz kraj na talerzu, czyli pokazać jesienne produkty w jesiennej kolorystyce. Musieliśmy wymyślić nowatorską formę tego dania, bo z polędwiczek z królików nie da się zrobić idealnej rolady. Powstało więc co innego – babka wielkanocna. Wyszło dobrze. 

Co usłyszałeś od zagranicznego jury? 
Dużo cennych uwag. Przede wszystkim, jeśli chodzi o plater, który powinien być lekki, przewiewny, lekko biżuteryjny, mieć wiele płaszczyzn, poziomów, po prostu musi się na nim „dziać”. Druga istotna kwestia to samo ułożenie elementów – musi być niesymetrycznie, a jeśli już pojawia się symetria, powinny pojawić się grupy tematyczne. Cenną radę przekazał nam Philippe Tessier – powiedział, że nie musimy wymyślać zupełnie nowego dania. Należy skupić się na tym, z czym umiemy pracować. Wziąć danie z restauracji, takie, które smakuje i dobrze się sprzedaje, i przygotować je jeszcze lepiej. 

Ale to nie ty wybierasz główny produkt, na którym opiera się konkursowe danie. 
Główny nie, ale dodatki są już w mojej gestii, i na nich warto się skupić. Kolejną istotną rzeczą jest sos. Powinno być go na talerzu więcej niż zazwyczaj, musi być intensywny w smaku, wyrazisty. Jednocześnie nie wolno zapomnieć o zachowaniu proporcji. Dostaliśmy naprawdę dużo wartościowych porad i wszystkie sobie zapisałem. Na pewno wyciągnę wnioski i nie będę popełniał już tych błędów. 

Mimo tych wszystkich uwag jury wygrałeś. Co wtedy czułeś?
Z jednej strony, że zdobyłem to, czego chciałem, ale z drugiej dotarło do mnie, że najtrudniejsze, czyli eliminacje europejskie, dopiero przed nami. Pojawi się większa presja, bo grono ludzi, którzy mi pomagają, urosło. Jestem jednak zmotywowany i liczę na to, że w Tallinie pójdzie bardzo dobrze. 

No właśnie, jak realnie oceniasz swoje szanse na szczeblu europejskim?
Na pewno pierwsza dziesiątka! Marzy mi się pierwsza szóstka. A gdyby udało się zdobyć trzecie miejsce, bardzo bym się cieszył, ale wiem, że będzie ciężko. Nie chcę zapeszać. Na razie śni mi się pierwsza szóstka i jednocześnie wydaje się realna. 

Jak wyglądają twoje przygotowania? 
Konkurs odbędzie się 27-29 maja i będzie miał dwa tematy przewodnie. Produkt, który obowiązywać będzie na platerze, jest już znany – to przepiórka. O drugim dowiemy się dopiero w marcu, więc na razie ćwiczymy tylko przepiórkę. Jesteśmy na etapie wymyślania koncepcji. Mamy już przygotowany terminarz, zaplanowane treningi i konkretne działania. 

Kto wraz z tobą pracuje nad daniami? 
Mój commis chef, czyli Patryk Paczkowski, który ma zaledwie 19 lat, a już jest bardzo zdeterminowanym i utalentowanym kucharzem. W zespole jest też Tomasz Purol – mój trener. Będzie stał przy boksie i liczył nam czas. Wspomaga nas też Dominik Brodziak. Jest jeszcze Adam Chrząstowski, który wspiera nas korespondencyjnie z Warszawy. Co jakiś czas mamy wspólne spotkania, ale na razie pracujemy we 3 lub 4. 

Wracając do waszej koncepcji dania, czy jest ona inspirowana kuchnią polską? 
Wyłącznie. To jedna z rad jury, żeby poprzez dania przedstawić swój kraj na talerzu, pokazać składniki, które są tu ważne. Trzeba pamiętać, że Bocuse się zmienia. To już nie ten sam konkurs co 10 lat temu, kiedy liczyły się wymyślne, wręcz fantazyjne dania. Dziś chodzi o uhonorowanie składników. Jeśli podajesz szparagi, muszą wyglądać jak szparagi i mieć jak najmocniejszy smak szparagów! Wracamy do kuchni, w której rozpoznajesz składniki. Oczywiście przygotowane takimi technikami, że gdy je widzisz i smakujesz, myślisz, że są niesamowite. Dlatego koncentrujemy się na składnikach i smakach mocno rozpoznawalnych w Polsce: kaszanka, szczaw, agrest. 

Będziesz miał szansę opowiedzieć o tym jury, czy muszą oni wyczytać twoją koncepcję „z talerza”?
Raczej z talerza, ale chcemy też przygotować specjalne książeczki jak przy polskich eliminacjach – dostał je każdy z jurorów. Zawierały nasze menu, filozofię plateru, dlaczego tak go wykonaliśmy, wyjaśnienie dania, powody użycia konkretnych składników, ich nazwy, pochodzenie. Na szczeblu europejskim każdy zawodnik przygotowuje takie menu. 

Jak ty sam definiujesz kuchnię polską? 
Dla mnie kuchnia polska to przede wszystkim smaki dzieciństwa. Miałem to szczęście, że moja babcia była przewodniczącą koła gospodyń wiejskich. Gdy jeździliśmy do niej na wakacje, codziennie przygotowywała coś innego do jedzenia. A to placek drożdżowy z rabarbarem, innym razem kompot z agrestu. To ukształtowało moje postrzeganie kuchni polskiej czy dokładniej wielkopolskiej. Bo to jest jak z żurkiem – jadamy go w całej Polsce, ale jednak w każdym regionie wygląda nieco inaczej. Lubię wracać do smaków dzieciństwa i lubię kuchnię polską, choć uważam, że jako naród trochę się jej wstydzimy. 

Kto się jej wstydzi? Przecież tyle się mówi o powrocie kuchni polskiej na restauracyjne stoły.
Niestety wydaje mi się, że wielu szefów kuchni nadal ma problem z polskimi przepisami. Nie chcą w karcie placka czy żurku, bo wydaje im się, że to obciach. Że takie dania można sobie gotować w domu, a nie w restauracji. 

Jakub Kasprzak. Foto: Michał Radwański.
Jakub Kasprzak. Foto: Michał Radwański.

Może takie podejście wynika z preferencji gości, którzy żurek jedzą w domu, a w restauracji oczekują czegoś bardziej wyrafinowanego? 

Wydaje mi się, że jednak bardziej z ambicji samych szefów. Jeśli pojedziesz w jakiekolwiek miejsce świata, do Australii czy Hiszpanii, zawsze znajdziesz tam doskonałą kuchnię lokalną. We Francji na przykład właściwie wyłącznie kuchnię francuską. W Niemczech podobnie. W zeszłym roku byłem służbowo w Niemczech i zostałem zabrany na bawarski lunch: każdy dostał po pretzlu, a potem na środek wjechała waza z białą kiełbasą. Wiesz, po prostu biała kiełbasa we wrzątku. Spróbowałem – bez smaku, zupełnie inna niż nasza, która zawsze jest świetnie doprawiona. Potem przyszedł mi do głowy pomysł na bistro „Biała z wody”: 4 garnki z kiełbasami, 3 musztardy do wyboru, bułka i to wszystko. Ale odbiegłem od tematu. Ile restauracji z kuchnią polską jesteś w stanie polecić w Warszawie zagranicznym gościom...? A gdy pojedziesz do Lizbony, na każdej ulicy znajdziesz kuchnię portugalską. 

Gdzie widzisz siebie za kilka, kilkanaście lat?
Ostatnio mam zagwozdkę życiową. Codziennie zadaję sobie to pytanie. Z jednej strony bardzo chciałbym zostać w zawodzie, w kuchni, ale z drugiej – nie wyobrażam sobie robić tego, co robię obecnie, w wieku 50 lat. Nie chodzi o to, że nie chcę pracować, bo mnie to męczy, po prostu nie chciałbym pracować w tak intensywnym trybie. Gdybym pracował po 8 godzin, miał czas dla rodziny i dla swoich pasji, byłoby idealnie. 

Myślisz o odejściu z gastronomii? 
Nie, ponieważ nic innego nie umiem robić. Zajmowałem się w życiu różnymi rzeczami, próbowałem pracy w innych branżach, ale się nie sprawdziłem. Może dlatego, że nie miałem do tego serca. Do kuchni, do gotowania zawsze mam! Nawet jeśli czuję się wypalony, i tak chęci bardzo szybko wracają. Gastronomia to coś, w czym się dobrze czuję i gdzie realizuję swoje ambicje. Więc nie myślę nawet, aby to zmieniać. Jednocześnie boję się, że zostanę więźniem swojego sukcesu lub własnych ambicji. Chcesz i chcesz cały czas, przez co wszystko inne odchodzi na bok. Są takie chwile, że chciałbym, żeby to wszystko inne stanowiło pierwszy plan, a praca drugi. 

A co jest twoją pasją, odskocznią od pracy? 
Harley. Uwielbiam wyjazdy na motorze. Co prawda nie o tej porze roku, bo jest za zimno, ale już nie mogę się doczekać, aż będzie cieplej. W czerwcu mam zaplanowaną Słowenię, jedziemy z kolegami na europejski zlot Harleya. Trasa liczy 1300 km w jedną stronę przez góry. Krótki rękawek, śmigasz stówką na godzinę, bez szału, ale daje to niesamowitą frajdę i jest dobrą odskocznią od codzienności. Nie mogę wtedy odebrać telefonu, nie słyszę go nawet, bo jest schowany w plecaku, to czas tylko dla mnie. 

JAKUB KACPRZAK 
Data i miejsce urodzenia: 
25 września 1986 r., Śrem 
Stanowisko: Szef kuchni 
Najważniejsze osiągnięcia: Wine & Food Noble Night  (3. i 1. miejsce), Bocuse d’Or Poland (2. i 1. miejsce), kandydat na europejskich eliminacjach w Tallinie, maj 2020 r.

Wywiad ukazał się w „Food Service" 2/2020 nr 192.

Autor tekstu: Agata Godlewska
O AUTORZE
Agata Godlewska
Redaktor naczelna magazynu „Food Service” oraz portalu Ouichef.pl. Magister kulturoznawstwa w SWPS. Przygodę z branżą gastronomiczną rozpoczęła blisko 10 lat temu pod okiem Macieja Nowaka. Autorka niezliczonej ilości wywiadów z najważniejszymi polskimi szefami kuchni i restauratorami. Współtworzy i prowadzi coroczną konferencję Food Service Summit.

Zobacz także

Witek Iwański szkoli kolejne młode talenty

Michał Socha i Maciej Małecki to dwaj uczniowie z Warszawy, którzy - dzięki programowi Szef dla Młodych Talentów - mogli rozwijać swoje kulinarne umiejętności w restauracji Aruana w Hotelu Narvil Conference & Spa w Serocku.

Solec 44 kończy działalność

1 grudnia br. Aleksander Baron, szef kuchni i właściciel Solca 44, poinformował, że z końcem 2017 r. jego restauracja zamyka się.

Maciej Mazur Barmanem Roku World Class

Po raz pierwszy w historii, tytuł Barmana Roku World Class Poland zdobył reprezentant Krakowa - Maciej Mazur. Do tej pory dominację w krajowych finałach utrzymywali barmani ze stolicy. Zwycięzca wyjedzie na światowe finały w Szkocji.

Małgorzata Paw - menedżer generalny restauracji Szara Gęś w Krakowie

O tym, jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych, o systemach motywacyjnych dla pracowników oraz o tym, co to znaczy być dobrym liderem w gastronomii, rozmawiamy z Małgorzatą Paw, menedżerem generalnym restauracji: Szara Gęś w Krakowie i Main Square Hospitality Group.

SPRZEDAJEMY ZADOWOLENIE

Kto by pomyślał, że na najlepsze sushi w Polsce będziemy jechać do Kielc. Tymczasem to właśnie tam Michał Kostrzewa od półtora roku prowadzi restaurację Suhi-Ya, w której wysokiej jakości produkt łączy się z jego zamiłowaniem do japońskiej filozofii.

Noma: najlepsze miejsce do pracy

Rozmowa Lisy Abend, dziennikarki i reporterki kulinarnej, z René Redzepim, szefem kuchni i współwłaścicielem kopenhaskiej restauracji Noma, która odbyła się podczas tegorocznej edycji konferencji "Parabere Forum" w Malmö na początku marca.

Inne kategorie

Akademia Horeca

Skuteczna strategia wyceny napojów

Odpowiednia wycena napojów to jedna z najważniejszych decyzji komercyjnych w sektorze HoReCa. Jeśli poziom cen jest właściwy, sprzedaż, a nią także zyski ze sprzedaży napojów wzrosną. W przypadku gdy ceny są zbyt niskie, tracimy zysk. Jeżeli natomiast ceny są zbyt wysokie, ryzykujemy utratę klienta.
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej