x

POCZUĆ MIERZĘCIN

Kategoria: Ludzie    28.08.2017

Dawid Łagowski - szef kuchni. Piotr Stopczyński - enolog. Razem tworzą markę Pałacu Mierzęcin, odrestaurowanego kompleksu wypoczynkowego w województwie lubuskim. Na styku ich współpracy powstaje to, o czym marzy wielu - idealne połączenie lokalnego jedzenia z winnym terroir.

Foto: Michał Radwański
Foto: Michał Radwański
„Food Service”: Powiedzcie, co o Mierzęcinie, miejscu, w którym się znajdujemy, mówią wasza kuchnia i wasze wina.
Dawid Łagowski: Moja kuchnia składa się z tego, co daje ogród, las i ziemia. Dzięki współpracy z kołem łowieckim mamy dziczyznę. Z lasu grzyby, ryby ze stawu, miód z okolicznej pasieki, regionalny twaróg, z ogrodu zioła, wszelkiego rodzaju botwiny, minimarchewki, pietruszki, sałaty, kwiaty cukinii. Szukamy takich dostawców, którzy zagwarantują nam produkt przez dłuższy okres. Jeśli tworzymy kartę i ona ma być niezmienna przez 3, 4 miesiące, to muszę mieć zapewniony towar. W Mierzęcinie mam 100-300 osób dziennie à la carte.

A z twojej perspektywy?
Piotr Stopczyński: Cieszę oczy swoimi produktami, dbając o rzecz, która jest dla nas najbardziej istotna, czyli o owoc, tak żeby jesienią dokonać zbiorów, przygotować wina i zamknąć je w butelce. Przez cały sezon bazujemy na winach z zeszłego rocznika. Ta butelka ma pobudzać zmysły – zarówno wzrok, węch, jak i smak. Dawid ma o tyle dobrze, że przez cały rok ma dostęp do różnych produktów, rozpoczynając od sezonu szparagowo-truskawkowego, na grzybowo-leśnym kończąc. Ja natomiast muszę w ciągu miesiąca przygotować pod te produkty wina, zmieniając parametry smakowe. Stąd na przykład w tym roku dwa różne rosé, dla bardziej ambitnych klientów, którzy dorośli do picia wytrawnego różowego wina, jak i różowa landrynka, czyli pozostawiony cukier resztkowy, bogate grupy aromatyczne – świetne dla osób, które rozpoczynają swoją historię z winem.

Dopasowujesz wina pod preferencje klientów?
P.S.: W Mierzęcinie mamy ciągły kontakt z klientem. Jako enolog mam możliwość wysłuchania opinii osób, które piją wina w trakcie pobytu w Mierzęcinie przez weekend czy tydzień. Ten bezpośredni kontakt sprawia, że jestem w stanie dopasować produkty do potrzeb polskich konsumentów pod względem przedziału wiekowego, preferencji i tego, co Dawid serwuje na talerzu. Stąd 12 polskich win, które wypuszczamy i które są przygotowane do różnych celów i do różnych momentów. Dawid zmienia kartę bardzo często, ja nie zmienię rocznika, nie mam możliwości otwarcia soku z rieslinga i przefermentowania go na dany styl, bo Dawid wprowadza szparagi. Muszę przygotować produkt, który trafi w dziesiątkę. Przyznam, że czasami ciężko pracuje się z szefami kuchni ze względu na to, że poddają się trendom kulinarnym, natomiast trendy w winiarstwie nie zmieniają się tak szybko.

Pałac Mierzęcin oferuje wiele atrakcji, można tu jeździć konno, przyjechać do spa czy nad jezioro. Jak ważna w tej ofercie jest kuchnia i wino?
P.S.: Mierzęcin nie jest łatwym miejscem do działań marketingowych z tego względu, że oddalony jest od Poznania o prawie 140 km, od Szczecina o 140, od Zielonej Góry o 160, od Gorzowa o 70 km. Nie znajdujemy się przy dużym ośrodku, przy głównych trasach komunikacyjnych, gdzie decyduję w Poznaniu w sobotę rano, że wyskakuję sobie na obiad do Mierzęcina. Obiad w Mierzęcinie kosztuje mnie przynajmniej 4 godziny jazdy samochodem w dwie strony. Do Mierzęcina jedzie się specjalnie. Do Mierzęcina się jedzie, bo chce się Mierzęcin poznać albo się już w Mierzęcinie człowiek zakochał. Składowe, które przyciągają, to oprócz pięknego odrestaurowanego obiektu bardzo dobra kuchnia, która jest z jednej strony prosta, ale z drugiej wyrafinowana w swoim smaku. No i wino, które jest jej dopełnieniem. Oczywiście atrakcje typu konie, Grape SPA, baseny, siłownie, kręgle, centra konferencyjne, możliwość nordic walkingu są ważne, bo działa efekt synergii wszystkich elementów, natomiast obecnie Mierzęcin odszedł od promocji pałacu, a zajął się promocją kuchni i wina.

Kiedy ta zmiana nastąpiła?
P.S.: Wraz z przyjściem nowego dyrektora, pana Tomasza Schulza, oraz Dawida. Po niedługim czasie zostałem zatrudniony ja. Dawid musiał udowodnić, że da radę odnaleźć się w tutejszej kuchni, bo to jest obiekt gabarytów prawie Gołębiewskiego. Rano śniadanie na 130 osób, od g. 12 działa restauracja, w weekend to prawie 500-600 osób. Do tego są grupy, wesela, szkolenia, imprezy plenerowe, więc czasami bywa tak, że Dawid jako szef kuchni jest w czterech różnych miejscach. I wyobraź sobie, że Dawid dowiaduje się, że nie ma przykładowo kaszy bulgur i gdzie on po nią leci?

Dziś rano nie było cytryny na śniadaniu.
P.S.: No więc widzisz, produktów lokalnych nam nie brakuje, natomiast jeszcze nie opanowaliśmy technologii dotyczącej uprawy cytryn czy bananów. Ale to świadczy o trudności pracy wynikającej z tego, że ten obiekt jest położony bardzo daleko od cywilizacji. Dla wielu klientów jest to jego wielki plus, bo panuje cisza, spokój, można słyszeć brzęczenie komara, można go też poczuć, ale z drugiej strony musimy być przygotowani, że jak czegoś zabraknie, to nie powiem asystentowi: „Pobiegnij proszę do sklepu obok i weź 3 cytrynki, bo nam zabrakło”.

Mówimy o winie, wspomniałeś o 12 rodzajach, które produkujesz, ale wino w Mierzęcinie to coś więcej niż tylko gotowy, zabutelkowany produkt.
P.S.: Mierzęcin to z jednej strony jest kuchnia, z drugiej strony wino, a jeszcze bardziej winnica. Winnica w formie degustacji, szkoleń, picia wina w restauracji, łączenia wina z posiłkiem, no i nie można zapomnieć o rzeczy, która jest nowym dzieckiem, a która coraz bardziej się przebija, czyli Grape SPA. Jako pierwsi w Polsce stworzyliśmy zabiegi na bazie materiałów pochodzących z winnicy. Mówiąc materiałów, mam na myśli liście do naparów, pestki, szypułki, miazgę, sok. I udało się! O Grape SPA powoli, bez wielkiej pompy marketingowej, robi się głośno.

Jeśli zaś chodzi o food & wine pairing, Dawid w którymś momencie odpalił winną kuchnię, gdzie elementami wyróżnionymi w karcie były elementy pochodzące z winnicy, czyli owoce, wino, soki – na bazie tych produktów powstały dania. Na przykład tarta z winogron z kozim serem – ile lat masz ją w karcie?

D.Ł.: Wróciliśmy do niej, bo goście przyjeżdżali do nas po roku czy dwóch smutni, że jej nie ma. Tymczasem każdy szef kuchni dąży do tego, by co roku proponować coś innego, chce zmieniać, bo zmiany sprawiają przyjemność. Rozmawiałem niedawno z Mariuszem Pieterwasem [szef kuchni Krew i Woda, Gdynia – przyp. red.], który powiedział: „Dawid, ja do ciebie przyjadę na placek z karpiem i majonezem porowym, bo cały czas go pamiętam, a ty do mnie na zupę rybną. I teraz zobacz, ty wyrzucasz z karty placek, ja wyrzucam zupę. Oboje jesteśmy niezadowoleni”.

Wcześniej pracowałeś w hotelach, w dużych miastach. Jakiego typu wyzwaniem było dla ciebie podjęcie pracy w Mierzęcinie?
D.Ł.: Położenie Mierzęcina jest atrakcyjne, odległość ok. 140 km od Poznania, gdzie mieszkam, nie przerażała mnie. Jednak czas płynie tu inaczej niż w dużym mieście. Gdy zacząłem pracę, w 2008 r., przez dwa tygodnie nie przyjeżdżał żaden gość. Rzucaliśmy się z kelnerami śnieżkami, a słowo „stand by” doprowadzało mnie do frustracji. Nikt w tamtych czasach nie myślał, że przyjdzie Piotr, że za pomocą win, za pomocą naszej ciężkiej pracy Pałac Mierzęcin stanie się marką. Pamiętam, po roku mówiłem do swojego kucharza: „Słuchaj, Kuba, jeszcze rok i dajemy stąd nogę, bo nie wytrzymam”. Ale mądrość właścicieli, dyrektora sprawiła, że małymi kroczkami poznałem miejsce, poczułem je. Wiadomo, każdy szef chce szybko widzieć efekty swojej pracy, jednak wszystko, co dobre, potrzebuje czasu. Piotr, ty chyba po 3 latach pojawiłeś się tutaj?

P.S.: Po roku. Oficjalnie 4 września 2009 r. pierwszy raz byłem w Mierzęcinie.

D.Ł.: Poznawaliśmy siebie nawzajem. Dzięki Piotrowi moja wiedza o winie, w porównaniu z innymi szefami kuchni, jest spora. Choć nasza współpraca na początku nie była łatwa, bo tak samo ja, tak i Piotr jesteśmy samcami alfa, każdy z nas chciał dominować. Ale współpraca, jak to w życiu, polega na tym, żeby w pewnym momencie ustąpić. Nie dla dobra winnicy czy dla dobra kuchni, tylko dla dobra Pałacu Mierzęcin.

P.S.: Nasze życie służbowe przez prawie 6 lat wyglądało tak, że pracowaliśmy ze sobą, a później prywatnie też spędzaliśmy czas. O mało nie doszło do tego, że dyrektor chciał nas wrzucić do jednego służbowego mieszkania, na co się nie zgodziliśmy. Chcę powiedzieć, że w pewnym momencie zaciera się linia pomiędzy pracą a czasem prywatnym. Jak wychodzę na spacer, to gdy widzę papierek, podnoszę go, kiedy zauważam, że ktoś coś niszczy, zwracam uwagę, gdy ktoś nie zgasił świateł w samochodzie na parkingu, dzwonię na recepcję, żeby znaleźli właściciela itd.

A jak wygląda wasza współpraca na polu kuchni, doboru win do dań? Kto idzie na kompromisy?
D.Ł.: Musiałem zrozumieć, że wino powoduje, że zmienia się smak dania. Podanie czegoś kwaśnego albo zbyt słodkiego sprawi, że wino będzie całkiem inaczej odczuwalne dla gościa, tak samo jedzenie zmieni swój smak. Pytasz o kompromisy. Oczywiście Piotr nie ma takiego wachlarzu możliwości zmian, nie wleje przecież wina z powrotem do beczki i nie zmieni kupażu. Dlatego to ja musiałem się dostosować.

P.S.: Jeszcze gdybym miał 200 win w karcie...

D.Ł.: Tobyś sobie szalał.

P.S.: Ale mamy 8-12 win z Mierzęcina, plus około 40 ze świata.

Nie macie żadnych innych producentów?
D.Ł.: Mamy, ale polityka firmy jest taka, żeby sprzedawać jak najwięcej naszego. Oczywiście nie chcielibyśmy zmuszać klientów do picia wina wyłącznie mierzęcińskiego. Dlatego mamy stary świat, jest nowy świat, są wina ambitne i są porządne wina. Jest ich mało, bo karta liczy ok. 40 pozycji, natomiast są to wina, które reprezentują swój styl i swoją klasę.

Piotrze, dlaczego w ogóle polskie wino, dlaczego dałeś mu szansę po swoim powrocie z Kalifornii?
P.S.: Mogłem być jednym z wielu winiarzy w Stanach Zjednoczonych, a jestem jednym z nielicznych w Polsce. Gdy miałem prawie 30 lat, przyjechałem do Polski po szkole, po dobrych producentach, prowadząc naprawdę duże areały – ponad 200, 300 ha – i przerabiając bardzo duże ilości owoców. Mierzęcin w porównaniu z tym brzmi jak wakacje. A tu się okazuje, że nie. Cały czas jest obrót. Ilość pracy wynika przede wszystkim z warunków uprawy winorośli. Polska ma dogodne bądź pozwalające na produkcję win warunki, ale nie są one wymarzone. Gdybym był producentem frytek ziemniaczanych, byłbym porównywany do polskich frytek, zgadza się? Natomiast ja robię wino. Na sto zapytanych osób trzy miały okazję pić polskie wino lub dziesięć, jeśli będziemy optymistami. Ale każdy porówna je do Niemiec, Austrii czy Czech.

Czy to nie jest demotywujące, że opinie o polskim winie nie są najlepsze?
P.S.: Pytanie brzmi, co producent chce pokazać i co trafi do kieliszka. Jak mnie ktoś spyta o polskie białe czy różowe wina, powiem, że stajemy w szranki i dajemy radę. Przy czerwonych jeżeli ktoś mnie porównuje do riojy, do chianti, do producentów z Chile, z Argentyny, to przepraszam. Oni mają tam patelnię, są wygrzani, a ja uprawiam odmiany, które dobrze znoszą chłodny klimat. Jeżeli mam ustawiać na szali rondo, regenta, z cabernet czy z merlotem, to nie wygramy. Ale jeżeli spojrzeć na nową gałąź produktów, które wychodzą już teraz od polskich winiarzy – polskie pinot noir zaczynają być naprawdę na takim poziomie, że sami jesteśmy zdziwieni. Na lokalnym rynku jest 5, 10 producentów, którzy są topowi. Jeżeli stajemy w szranki międzynarodowe, nie mamy się czego wstydzić, ponieważ nasze wina ze względu na butikowość, na niewielką skalę produkcji są w miarę naturalne, nie posiadają w sobie tyle chemii i są winami autorskimi, czyli nierobionymi z receptury, z tak zwanej metryczki. Każdy z winiarzy stara się jak najlepiej wykorzystać to, co dała mu natura i z tego stworzyć wina. Aczkolwiek jeszcze nie mamy opracowanego w Polsce stylu polskiego wina.

Jak wygląda w Polsce edukacja w dziedzinie enologii?
P.S.: Jest Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu, Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Rzeszowski, Karpacka Akademia Win, Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny rozpoczyna już enologię, mówi się coś o Łodzi. Zastanawiający będzie natomiast poziom i do czego jest ta wiedza komuś potrzebna, bo jeżeli jest to forma studiów podyplomowych, gdzie fajnie jest poszerzyć swoją wiedzę i miło spędzić weekend, no to chwała też za to, natomiast takie studia powinny przysłużyć się doskonaleniu pracy w winnicy. Obecnie powstaje multum winnic, dostałem dokumenty z Agencji Rynku Rolnego o wpisie na ten rok. Numery to kolejność zgłoszenia. W poprzednich latach byłem ósmy, dziewiąty, pierwszy, w zeszłym roku 58, w tym roku jestem 104! Jest już tyle małych podmiotów, tylu małych legalnych producentów, którzy przestali obawiać się przejścia procedury. Jesteśmy w stanie za chwilę być jednym z większych krajów winiarskich w tej części Europy. Jak się popatrzy na artykuły, które pojawiają się w prasie dotyczące tego, żew 2050 będziemy potęgą winiarską, to się cieszę, że jak będę przechodził na emeryturę, to obwiozę Łagowskiego po winnicach w Polsce. Taka wycieczka dziadków emerytów.

Pytanie brzmi, czy jest popyt na taką ilość krajowego wina.
P.S.: Jest grupa osób sceptycznie nastawionych, które źle kojarzą polskie wino – z czasem PRL-owskim, kiedy było po prostu siarą robioną na jabłkach. Dziś mamy możliwość nie tylko picia alkoholu, ale picia wina. Kiedy w kwietniu 2011 wypuściliśmy pierwszy rocznik, sprzedaż szła bardzo wolno. Ludzie odważni zaglądali do niego z duszą na ramieniu, byli ciekawi, czy będzie pijalne. Trzeba przyznać, że cena była wysoka, polskie wina będą drogie ze względu na skalę produkcji i jej koszt. Natomiast dziś coraz więcej osób nie boi się sięgnąć po polski produkt i eksperymentować. Są nauczeni, że gdy wyjeżdżają na weekend czy wakacje, nie zamawiają podstawowego zestawu: schabowy, ziemniaki, kapusta albo frytki i panierowany filet z kurczaka, tylko pytają, co poleca szef kuchni, i jeżeli słyszą, że jest lokalne wino, sięgają po nie, tak jak sięgają po lokalne piwo czy lokalne, wysokoprocentowe alkohole. Jeśli mogę potraktować to jako apel do restauratorów, to chciałbym, żeby byli na tyle odważni, żeby mieli tak zwane meksykańskie cojónes, i nie bali się wprowadzić chociaż jednego polskiego wina do karty. I jeszcze, żeby nie robili jednej rzeczy – nie narzucali zbyt wysokiej marży. Produkt jest drogi, ale jeśli dostanie odpowiednią cenę progową – pomiędzy 80 a 160 zł, będzie się sprzedawał. Teraz ty dodaj coś od siebie.

D.Ł.: Pytałaś o gości, o ich świadomość produktu, jakości. Wydaje mi się, że każdy szef kuchni uczy się, żeby każdego gościa traktować tak samo. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy gość bardziej zamożny będzie szukał czegoś bardziej wykwintnego. Mamy gości, którzy przyjeżdżają do nas od wielu lat, niektórzy spędzają tu 50 dni w roku i zamawiają homara. Są też ludzie, którzy lądują helikopterami, przychodzą do mnie i są przeszczęśliwi, kiedy podam im fasolkę, kwaśną śmietanę i placek ziemniaczany. I wręcz powiedziałbym, że ludzie, którzy mają okazję jeść w wielu miejscach na świecie, bardziej doceniają jedzenie domowe. Najlepszy komplement, jaki mogę usłyszeć, brzmi, że moje jedzenie smakuje jak u mamy czy u babci.

Jakim szefem jesteś?
D.Ł.: Gdy przyjmujemy pracowników, nie patrzę na ich CV, ważne jest dla mnie, jakim ktoś jest człowiekiem. Jeśli ktoś ma charakter, który nie współgra z moim, to, niestety, daleko nie zajdziemy. Wiem, że nie jestem łatwą osobą do współpracy, jestem wymagającym samcem alfa czyli musi być tak, jak ja chcę, i nie ma dyskusji. Aczkolwiek nie jest ważne to, co ja sobie myślę, ważne, że gość jest zadowolony. Bo to on płaci mi pensję, on powoduje, że mój dyrektor jest zadowolony, że opinie o Mierzęcinie są dobre. Gdy przyszedłem tu 9 lat temu, chciałem podawać owoce morza, pokazać, że po Sheratonie umiem to robić. Właściciele pozwolili mi na tę kartę, a po miesiącach zobaczyłem, ile towaru wyrzucam. Co z tego, że mogę mieć mrożone krewetki. Co to za przyjemność robienie ich?

Wziąłeś udział w programie „Top Chef ”, często uczestniczysz w kolacjach specjalnych, takich jak Poznańscy Kucharze Razem, Transatlantyk czy niedawno w restauracji Ed Red w Warszawie. To dla ciebie rodzaj odskoczni od mikroświata, w którym funkcjonujesz na co dzień?
D.Ł.: Bycie 10 lat w jednym miejscu powoduje, że jeśli nie zaczniesz szukać nowych fascynacji, miejsc, zadusisz się. Do tej pory grałem w rugby, uczestniczyłem w zawodach Iron Man, to była moja odskocznia. Niestety, kontuzja i inne rzeczy wpłynęły na to, że nie mogę trenować. W kontrakcie mam zapisane, że 5 dni w tygodniu muszę być w Mierzęcinie, czyli uczestnicząc w różnych eventach, poświęcam czas prywatny. Tutaj ukłon w stronę żony, która pozwala mi robić dodatkowe rzeczy, aczkolwiek córa w drodze, więc już nie będzie tak łatwo. Jeśli zaś chodzi o mój udział w „Top Chefie", nie czułem tego, Patryk Dziamski sprawił, że dałem się namówić. Nie żałuję. Oczywiście po programie pojawiły się propozycje finansowo 2 razy lepsze niż moja obecna praca, ale co z tego? W Mierzęcinie wiem, gdzie jestem. Po prostu czuję Pałac Mierzęcin. Tu jest dobrze, dlatego chcę tutaj być. Lubię jeździć po Polsce, do pracy czasem jadę nie 140, ale 230 km, bo po drodze jadę kupić mięso czy odebrać świeże ryby. To mnie kręci, finanse to nie wszystko.

Piotrze, mierzęcińskie wina mają opinię niedostępnych, dlaczego tak je pozycjonujecie?
P.S.: Mierzęcińskie wino jest swego rodzaju żywą reklamą Pałacu. Wyjeżdżasz z Mierzęcina i chcesz przywieźć prezent. Co weźmiesz? Butelka jest miłym upominkiem, szczególnie kiedy chcesz komuś udowodnić, że polskie wino jest tego warte, że znalazłeś miejsce, gdzie są wysokojakościowe wina, produkowane w skali 25 tysięcy butelek w roku. Jest to zatem produkt unikatowy, nie znajdziesz go w supermarkecie, nie sprzedajemy win przez internet, znajdziesz nas w bardzo dobrych restauracjach oraz tu, na miejscu.

Gdzie szukacie inspiracji do rozwoju, do pracy? Kogo śledzicie, jakie są destynacje czy nazwiska, które są dla was wzorem?
D.Ł.: Ja inspiracji szukam w takich kolacjach jak Transatlantyk czy Poznańscy Kucharze Razem, podczas których współpracuje wielu szefów kuchni. W tej różnorodności dostrzegam rzeczy najciekawsze. W każdej lepszej restauracji obiad może być dla mnie inspiracją. Jesteśmy narodem, który wiecznie uważa, że robi coś źle albo za słabo. A tak naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Musimy uwierzyć w siebie, przestać myśleć o gwiazdkach. Każdy dzień musi być dobrym dniem, takim, że goście ci podziękują. Nauczyłem się słuchać gości i myślę, że ważne jest, aby nie zawsze chcieć zrealizować siebie, a podać to, z czego gość będzie zadowolony.

P.S.: W Stanach miałem okazję pracować z braćmi Mondavi, z Robertem i z Peterem, który niedawno, w wieku 101 lat, opuścił ten świat. Od nich można się było dużo nauczyć. Jeden znany z marketingu, o którym wie cały świat, drugi zaś był świetnym enologiem, który skupiał się na jakości produktu. Robert chciał, żeby cały czas było o nim głośno. Żeby winnice Mondavi były znane – stąd jest Opus One, stąd jest winnica Mondavi. Azjaci, gdy przyjeżdżają do Napa Valley, chcą mieć zdjęcie z domem z wieżyczką, każdy chce zobaczyć Opus One. Robert i Peter stanowili połączenie, które mi się podobało: z jednej marketing, z drugiej dbanie o to, by każda rubryczka dotycząca opisu wina była wypełniona. Praca z nimi była dla mnie nauką perfekcjonizmu winiarskiego. Do tego był Warren Winiarski i był Mike Grgich. Dwóch chłopców z Europy, którzy zawojowali jeden z konkursów we Francji i zrobiło się głośno o Stanach Zjednoczonych. Jeden ma polskie korzenie, drugi chorwackie, ale pokazali, że można przyjechać do Kalifornii i coś osiągnąć.

D.Ł.: Kończ już. Głodny jestem.

DAWID ŁAGOWSKI
Imię i nazwisko: Dawid Łagowski
Data i miejsce urodzenia: 20.06.1980 r., Poznań
Stanowisko: szef kuchni w Pałacu Mierzęcin
Najważniejsze osiągnięcia: jeszcze przede mną

PIOTR STOPCZYŃSKI
Imię i nazwisko: Piotr Stopczyński
Data i miejsce urodzenia: 22.09.1981 r., Sztum
Stanowisko: enolog
Najważniejsze osiągnięcia: produkcja win gronowych w Polsce. Wyprodukowanie pierwszego wina gronowego w Polsce po II wojnie światowej.

Autor tekstu: Agata Godlewska
O AUTORZE
Agata Godlewska
Redaktor naczelna magazynu „Food Service” oraz portalu Ouichef.pl. Magister kulturoznawstwa w SWPS. Przygodę z branżą gastronomiczną rozpoczęła blisko 10 lat temu pod okiem Macieja Nowaka. Autorka niezliczonej ilości wywiadów z najważniejszymi polskimi szefami kuchni i restauratorami. Współtworzy i prowadzi coroczną konferencję Food Service Summit.

Zobacz także

Sabina Sosin: nie traktuj roślinnego menu jako czegoś ekskluzywnego

Wprowadzenie do menu dań roślinnych może okazać się wyzwaniem, jeśli chodzi o właściwą komunikację i utrzymanie zainteresowania gości. Jaki jest najlepszy sposób na zaprezentowanie nowej, roślinnej oferty tak, aby wyglądała atrakcyjnie dla szerokiej grupy klientów? O tym rozmawiamy z Sabiną Sosin.

Wielkopolski Kucharz Roku 2018 - zaproszenie do konkursu

V edycja w hołdzie śp. Rafałowi Jelewskiemu, w PURO najbardziej designerskim hotelu w Poznaniu

KONRAD TOTA

"Nie mam ulubionych tortów. Lubię wcielać w życie nowe pomysły, ponieważ ich efektu jestem najbardziej ciekaw. To ciekawość i wyobrażenia na temat finalnego produktu sprawiają, że dany smak jest dla mnie faworytem".

Przedstawiamy laureatów VII Ogólnopolskiego Konkursu Kulinarnego "Gotuj lokalnie"

Konkursu jest zwieńczeniem kolejnej edycji warsztatów kulinarnych realizowanych w szkołach gastronomicznych.

MICHAŁ MOLENDA NOWĄ TWARZĄ AKADEMII INSPIRACJI MAKRO

Szef kuchni dołączył do zespołu Akademii Inspiracji MAKRO, gdzie swoje międzynarodowe doświadczenia wykorzysta do tworzenia nowych, atrakcyjnych tematów szkoleń dla branży gastronomicznej.

Makro wciąż wspiera młode talenty

Agata to 18-letnia mieszkanka małej miejscowości Rokietnica w województwie wielkopolskim. Jej największą pasją jest gotowanie, dlatego marzy, by swoją przyszłość związać właśnie z gastronomią. Pierwsze zawodowe doświadczenie zdobywała w znanej poznańskiej restauracji A Nóż Widelec dzięki wygranej w

Inne kategorie

Akademia Horeca

Jak łączyć napoje i alkohole z jedzeniem?

Jako restaurator pewnie wiele razy myślałeś o zasadach łączenia potraw i napojów. Jak sprawić, aby odpowiednia selekcja napojów pasowała do menu? Co zrobić, by obsługa umiała zarekomendować odpowiedni napój 
do serwowanego posiłku?
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej