x

ADAM CHRZĄSTOWSKI: POSTPRAWDA

Kategoria: Lifestyle - blog    24.09.2018

W sieci nie obowiązuje etyka dziennikarska i trzeba zdrowo narozrabiać, aby dotknęły nas prawne konsekwencje wypowiedzi. Nie trzeba ujawniać swoich personaliów, zamieszczać zdjęcia na profilu. Wystarczy schować się za nickiem lub stworzyć fałszywe konto i hulaj dusza.

Foto: archiwum prywatne
Foto: archiwum prywatne
Chcę się z państwem podzielić pewną refleksją. Zastanawiam się, ile wysiłku kosztuje mnie powstrzymywanie się od wchodzenia w polemiki na różnorakich forach i grupach traktujących o gastronomii. Nie dotyczy to wyłącznie wątków, które wspominają (w dowolnym kontekście) o mojej osobie, lecz również tych, które odnoszą się do bliskich mi tematów. Kusząca sprawa, bo w internecie można poruszać się prawie bez konsekwencji. W sieci nie obowiązuje etyka dziennikarska i trzeba zdrowo narozrabiać, aby dotknęły nas prawne konsekwencje wypowiedzi. Nie trzeba ujawniać swoich personaliów, zamieszczać zdjęcia na profilu. Wystarczy schować się za nickiem lub stworzyć fałszywe konto i hulaj dusza.

Czego właściwie szukamy w sieci? Oczywiście na łamach „Food Service” piszę wyłącznie o sprawach związanych z kulinariami. Możemy poszukać inspiracji, wymienić się doświadczeniami, poprosić o poradę lub ocenę własnej pracy lub pomysłu, poszukać nowej pracy lub znaleźć pracownika, skontaktować się i zweryfikować dostawcę sprzętu lub produktu. Na samym FB jest masa grup, które się tym zajmują. Wymieniłem powyżej same pobudki, lecz sprawa nie do końca wygląda tak kryształowo. Często szukamy na forach możliwości wyżycia się, wylania żalu, podzielenia się ze środowiskiem poczuciem krzywdy i usprawiedliwienia własnych słabości. Niemało jest bezinteresownej zawiści. Sporo jest lenistwa, typu „poproszę o najlepszy przepis na pączki”, bo nie chce mi się szukać w Google. Wszystko to rozumiem. Jednak najbardziej uderza absolutny brak empatii, brak chęci poznania stanowiska drugiej strony i zwykła głupota. Gdy dodamy do tego rozbuchane ego, to ArcyGównoBurza gotowa. Nic tylko lecieć po popcorn i zasiąść wygodnie przed ekranem komputera. Bardzo smutne jest to, że tego typu dyskusje często są wynikiem manipulacji uczestnikami w celu załatwienia małych lub większych interesów. Gdy ktoś nie może bezpośrednio komuś przywalić lub zdeprecjonować jego pozycji, przynajmniej obrzuci go łajnem. Smród pozostanie. Wyjątkowo „zaangażowani” uczestnicy forum działają na zasadzie „Nie wiem, ale się wypowiem”, podbijając hejterom liczbę odsłon. To znak naszych czasów – najlepiej sprzedają się nieszczęście, inwektywy, krew i łzy.

Słowem kluczem, które posłużyło mi za tytuł niniejszego felietonu, jest postprawda. Pozwolę sobie zacytować Wikipedię: „W 2016 r. Oxford Dictionaries wybrało »postprawda« na słowo roku 2016. Według Oxford Dictionaries jest to termin odnoszący się do okoliczności albo opisujący okoliczności, w których obiektywne fakty wywierają mniejszy wpływ na kształtowanie opinii publicznej niż emocje i osobiste przekonania”. Fakty się nie liczą. To nie one kształtują rzeczywistość, tylko opinie – im bardziej skrajne, tym mające większą moc. Mówi się nawet o nowej epoce z tym związanej. Dla mnie, osoby wierzącej w prawdę, to bardzo smutne zjawisko.

Nie piszę tutaj o prasie, radiu czy telewizji, gdzie o publikacjach decydują redaktorzy i dziennikarze, ale o mediach społecznościowych. W ich przypadku ogromną funkcję pełnią administratorzy forów, portali i grup dyskusyjnych. Mili moi, doceniam waszą chęć pracy, lecz na jedną rzecz nie możecie sobie pozwolić – stronniczość was dyskwalifikuje. Podejmując się zadania bycia administratorem grupy dyskusyjnej, musicie tępić obelgi, oszczerstwa, nienawiść i wszelkie rzeczy, które prowadzą do krzywdy drugiego człowieka. Powinniście tak moderować dyskusję, aby każda ze stron miała prawo do wypowiedzi i obrony, gdyż swoim zachowaniem i brakiem czujności możecie uczynić wiele zła. Wracając do pierwszego akapitu. Dałem się ostatnio namówić na udział w dyskusji na Facebooku, lecz zrobiłem to, aby zaświadczyć o pewnej prawdzie. Mam ogromny niesmak po tym, jak dla oglądu całej spawy musiałem przekopywać się przez tony krzywdzących i subiektywnych opinii, kłamstw i domniemywań.

Drodzy czytelnicy, bardzo często w wypowiedziach na branżowych forach czy grupach podkreślacie swój szacunek dla koleżanek i kolegów z gastronomii. Jeśli to prawda, mam do was prośbę. Zadbajcie o to, aby treści, które chcecie przekazać, były zapisane w języku polskim, z szacunkiem dla ortografii i interpunkcji. Wasz przekaz będzie nie tylko bardziej czytelny i zrozumiały, ale pokażecie również szacunek do innych uczestników dyskusji.

Autor tekstu: Adam Chrząstowski
O AUTORZE
Adam Chrząstowski
Prezydent Bocuse d’Or Academy Poland, wyróżniony przez Akademię Gastronomiczną nagrodą Mistrz Mistrzów. Prowadzi działalność doradczą i szkoleniową w branży HoReCa (Adam Chrząstowski Consulting), pisze felietony dla magazynu „Food Service”, prowadzi programy kulinarne w Kuchni +.
Był szefem kuchni restauracji Ed Red w Krakowie i w Warszawie, wyróżnionych przez Slow Food Polska oraz przewodniki Michelin i „Gault & Millau”. Współtworzył krakowską restaurację Ancora. Doświadczenie zdobywał na wszystkich szczeblach zawodu kucharza w najlepszych restauracjach w kraju i za granicą. Absolwent filozofii, specjalność – etyka.

Zobacz także

Agata Wiencis: Kuluary Veganuary

To był pierwszy taki styczeń w polskiej gastronomii: skupiony na przetrwaniu w lockdownie i poszukiwaniu rozwiązań, których wdrożenie da nadzieję na lepsze jutro.

Jarosław Dumanowski: dropie, głuszce i cietrzewie

Historia kuchni to nie tylko dzieje smaku i technik kulinarnych. To także opowieść o religii (postach i świętowaniu), dietetyce czy odkrywaniu egzotycznych produktów. Przypomina przede wszystkim o tym, o czym już nie pamiętamy.

Jarosław Dumanowski: Marchew i pasternak

Nawet znana dziś powszechnie marchew w  świetle dawnych przepisów może się okazać czymś niezwykłym i  inspirującym.

Kucharz - użyteczny człowiek swoich czasów cz. II

Do postawienia takiego pytania zainspirowały mnie informacje o pewnych aspektach życia dwóch kucharzy uznawanych w swoich czasach za ludzi użytecznych. Obaj w pewnym sensie mogliby zostać określeni także modnym obecnie słowem "celebryta".

Jarosław Dumanowski: "Ćwikiełki w piec namotać", czyli uczta z czasów Unii Lubelskiej

Mikołaja Reja można uznać za ojca i literatury polskiej, i polskiej kuchni. Pretekstem do przeczytania i odtworzenia tej receptury była rocznica podpisania Unii Lubelskiej w 1569 r. (jeszcze nieokrągła). "Ćwikiełka" w naszym menu rozpoczęła całą ucztę z czasów menu lubelskiej.

Adam Chrząstowski: Grzech?

Jakież to dochodzą mnie wieści? Paweł Oszczyk, weteran fine diningu, odchodzi z La Rotisserie. Agata Wojda już od kilku miesięcy odpoczywa (ależ jej zazdroszczę tych Bałkanów).

Inne kategorie

Akademia Horeca

Jak łączyć napoje i alkohole z jedzeniem?

Jako restaurator pewnie wiele razy myślałeś o zasadach łączenia potraw i napojów. Jak sprawić, aby odpowiednia selekcja napojów pasowała do menu? Co zrobić, by obsługa umiała zarekomendować odpowiedni napój 
do serwowanego posiłku?
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej