PRZYJAZNY FINE DINING
Kategoria: Ludzie

Klasyka nigdy nie wychodzi z mody. Tym mottem zdają się kierować twórcy Brasserie Warszawskiej - restauracji, która od 5 lat daje przykład profesjonalizmu zarówno na talerzu, jak i w obsłudze gości. Jej właścicielka zdradzi nam, jak mądrze i długofalowo zarządzać biznesem.

Foto: Michał Radwański
Foto: Michał Radwański
„Food Service”: Brasserie Warszawska obchodziła niedawno pięciolecie swojego istnienia. Czy według was wpłynęła na stołeczny krajobraz restauracyjny?
Marta Jakubowska: Tego nie wiem, nie zastanawiam się nad tym. Brasserie Warszawska, która powstała 1,5 roku po otwarciu Butchery & Wine, od początku miała nawiązywać do przedwojennej tradycji parysko-warszawskiej. Daniel Pawełek, który jest współwłaścicielem Brasserie, a prywatnie moim bratem, gdy zobaczył to miejsce, od razu się w nim zakochał. Wysokie sufity, duże okna, prosty układ sali plus jego doświadczenie, moja kreatywność i ciężka praca koncepcyjna nas obojga spowodowały, że dziś przy ul. Górnośląskiej mamy miejsce, które mogłoby tu istnieć wcześniej, gdyby nie II wojna światowa, zniszczenie Warszawy i 40 lat komunizmu. Nazwa przyszła dość szybko, później była emocjonująca praca nad logo, wybór head chefa i menedżera. I tutaj moje wielkie ukłony w stronę Daniela, który ma niesamowitą rękę do ludzi i odwagę w podejmowaniu decyzji. Po raz kolejny okazało się, że dobrze wybrał.

Mateusz Wichrowski: Brasserie Warszawska to restauracja klasyczna. Od pięciu lat podajemy solę meunière, to się nie zmienia. Teraz może trochę szalejemy z deserami, ale wciąż są to butikowe propozycje.

Od dłuższego czasu mówi się o odchodzeniu od fine diningu, restauracje zdejmują obrusy ze stołów, wprowadzają swobodę do serwisu. Wasza restauracja jest postrzegana jako elegancka. Gdzie lokujecie się pomiędzy popularnym dziś casualem a fine diningiem?
Piotr Woyde: Biały talerz daje tło dobremu jedzeniu, a biały obrus – dobremu zachowaniu serwisu przy stole. Na białym obrusie widać więcej błędów, więc wiadomo, że łatwiej jest dawać serwis, w którym pomyłki można w jakimś sensie nazwać częścią serwisu. Biały obrus i elegancki serwis, którego osobiście jestem fanem, daje możliwość dopracowania detali. Determinuje pewne zachowania, oczekiwania są wtedy większe. Choć elegancki serwis wcale nie musi być napięty.

M.J.: Jesteśmy przyjaznym fine diningiem. Uczymy naszych kelnerów, aby nie budowali dystansu z gościem. Klasyka w naszych daniach, serwisie determinuje to, jak wygląda sala, jaką mamy zastawę, obrusy. Sama w domu lubię jeść na obrusie. Śniadanie zjem na drewnianym stole, natomiast obiad zawsze na obrusie.

Pytanie do Mateusza: szefowie kuchni w twoim wieku rzadko biorą się do francuskiej klasyki. Popularna stała się kuchnia autorska, choć nie do końca wiadomo, co oznacza ten termin. Dlaczego zdecydowałeś się na taką kulinarną drogę?
M.W.: Obserwowaliśmy w Polsce boom na kuchnię molekularną – kucharze używali syfonów, azotów, dania komponowali z technik. Potem, za przykładem Nomy, zaczął się trend pro natura. Ja zawsze lubiłem jedzenie, które jest smaczne, nieprzekombinowane. Lubię tatara, klasyczne zupy, dobrą rybę i tak właśnie staram się gotować w Brasserie.

Co, według ciebie jest kluczem do opanowania technik jednej z najtrudniejszych kuchni świata?
M.W.: Wydaje mi się, że kuchnia francuska nie jest trudna, wymaga jednak pracy i skupienia. Jeśli widzisz, że techniki, które już opanowałeś, pozwalają ci przejść na wyższe etapy, stajesz się lepszym kucharzem. Prawda jest taka, że każda z kuchni nowoczesnych czerpie od tej pierwotnej.

Prowadzicie rodzinny biznes. Restauracje: Butchery & Wine, Brasserie Warszawska, Rozbrat 20 oraz Kieliszki na Próżnej i Kieliszki na Hożej, spięte są pod marketingowym szyldem Ferment Group. Na ile współpracujecie ze sobą, na ile są to naczynia połączone?
M.J.: Restauracje, które wymieniłaś, należą do tej grupy, ale mamy jeden korzeń, z którego wyrastamy, jest nim Daniel Pawełek, czyli pomysłodawca wszystkich miejsc i tego, jak się rozwijają. To on wprowadził briefingi, spotkania menedżerów, schemat tworzenia menu, pracuje z szefami kuchni, szuka dla nich inspiracji. To jest już trochę kombinat – pięć restauracji, dwa sklepy z winami Wine Corner, bardzo duża dystrybucja win własnych, którymi zajmuje się żona Daniela – Beata, prowadząca firmę importującą wina Vini e Affini. W pewnych sytuacjach grupa stanowi dla nas ułatwienie w sprawach marketingowych, inaczej rozmawia się z różnymi podmiotami z pozycji pięciu restauracji.

W jakim zakresie współpracujecie wewnętrznie, pomiędzy restauracjami?
M.J.: Wewnętrznie również sobie pomagamy. Chociażby w przypadku szkoleń z win, które cyklicznie są organizowane czy to w Kieliszkach, czy w Butchery. Wszyscy ludzie dla nas pracujący (około 100 osób) mają dostęp do tej wiedzy. Jako Brasserie zapraszamy pracowników innych restauracji grupy, żeby przyszli do nas i zobaczyli, jak podajemy jedzenie, jaki świadczymy serwis, żeby przekonali się, jak sprawnie działający jest to organizm i jaką ma siłę na rynku.

Jako właścicielka Brasserie jak dużą swobodę dajesz swoim pracownikom?
M.J.: Jestem w Brasserie pięć dni w tygodniu, ale daję pracownikom bardzo dużą swobodę. Wiem, że mogę obdarzyć ich zaufaniem i dać samodzielność. Dzięki temu zarówno Piotrek, jak i Mateusz świetnie się rozwijają. Zawsze powtarzam, że to jest po części ich miejsce i jeżeli będą je czuli – będą o nie dbali i traktowali jak własne. Choć przyznam, że na początku działalności Brasserie nasza współpraca nie układała się gładko. Weszłam w środowisko ludzi, którzy w gastronomii funkcjonowali już od 15 lat.

Nie byłaś wcześniej związana z gastronomią?
M.J.: Byłam, ale nie w takim stopniu jak Piotr, Daniel czy Mateusz. Pracowałam dwa lata w Londynie, w nieistniejącej już, niestety, restauracji Le Palais de Jardin. Po powrocie do kraju pracowałam w agencjach PR, obsługiwałam największych w Polsce klientów, współpracowałam z Andrzejem Wajdą przy filmie „Katyń”, organizowałam duże konferencje. Po siedmiu latach pracy, którą kochałam, do Warszawy wrócił Daniel z pomysłem stworzenia Butchery & Wine. Poprosił mnie o pomoc w działaniach marketingowych i tak na nowo połknęłam bakcyla gastronomii. A później było już z górki, Brasserie, Rozbrat 20... i kolejne pomysły.

W takim razie jak wygląda twoja praca w restauracji – czym się zajmujesz?
M.J.: Nauczyłam się bardzo dużo pokory, ale i nabrałam doświadczenia. Moi ludzie mi ufają i wiedzą, że wszystko, co robię, robię dla dobra restauracji, a nie z powodu własnego widzimisię. Jeśli coś mi nie smakuje, mówię o tym wprost, a kiedy zostanie to dopracowane, cieszę się jak dziecko, że robimy takie świetne jedzenie. To nie jest restauracja, o której myślę, że za 10 lat powstanie tu coś innego. Chcę, żeby Brasserie przetrwała 100, 150 lat. Oprócz tego zajmuję się tym, żeby ta restauracja rzeczywiście codziennie rano się otworzyła, a wieczorem zamknęła, i żeby nic złego się nie wydarzyło. Nieraz działam na zasadzie księdza, spowiednika. A na końcu miesiąca zawsze liczę.

W filmie „Zaklęte rewiry”, do stylu którego odwołujecie się w Brasserie, pojawia się motyw egzaminów kelnerskich. Dzisiaj w takiej formie już nie funkcjonują. Jak postrzegacie zawód kelnera i jak szkolicie swój zespół?
P.W.: Nie zatrudniamy kozaków. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby włączyć do naszego składu kogoś z po- ważnym doświadczeniem. Dlaczego? Nasz serwis jest dość skomplikowany technicznie. To jest serwis, którego nauczyłem się od Tomasza Wojcieszyna i Piotra Lemańskiego. Jest uproszczoną wersją fine diningu, polega na wielu niezauważalnych dla gości elementach, które w praktyce polegają na bardzo precyzyjnym wykonywaniu sekwencji zadań. To jest antyleniwy serwis, który przeczy zasadom zdrowego rozsądku, niehurtowy, taki, w którym należy wykonać dużo więcej kroków, niż trzeba by wykonać, gdybyśmy chcieli ukończyć zadanie szybciej i sprawniej. Ale to też jest serwis, który, kiedy się zapętli, działa bardzo dobrze i potrafi namierzyć błędy. To jest serwis obserwacji, który daje wiele znaków na stole – patrząc na stół, jestem w stanie określić, w którym momencie posiłku są goście. To jest też serwis, w którym nie ma żadnej demokracji. Twoje zdanie się nie liczy, po prostu idź. My siebie nie przepraszamy i o nic się nie prosimy. Jesteśmy skupieni i ciężko pracujemy.

M.J.: Rysujesz obraz jakiegoś odhumanizowanego serwisu. On ma swoją sekwencję i rytm, ale koniec końców to jest serwis bardzo personalny. Kelner to piękny zawód, dający dużo satysfakcji i tak naprawdę niemałe pieniądze. Pozwalający ciekawie przeżyć życie. Niestety, nie ma już etosu kelnera w Polsce. Został zepsuty, pogrzebany.

Zdjęcie otwierające ten materiał przedstawia codzienny briefing załogi Brasserie. Na czym polegają te spotkania?
P.W.: Organizujemy je dwa razy dziennie. Dzielimy kelnerów na grupy, omawiamy specyficzne sytuacje, przywołujemy błędy, ale przede wszystkim robimy spytki. Pytamy o wina, o składniki dań i użyte techniki, czyli o rzeczy, o które może zapytać gość.

M.J.: Pytamy też o to, w jakiej restauracji ostatnio byli. Chcemy ich trochę pobudzić do tego, żeby odwiedzali inne lokale, nabrali doświadczenia, zobaczyli, co im się podoba, a co nie. Oprócz tego przywołujemy nie do końca przyjemne sytuacje, które miały miejsce w Brasserie, i omawiamy, jak sobie z nimi radzić.

P.W.: Mieliśmy już takie briefingi, na których ludzie nam mdleli i absolutnie nie jest to zamierzone, natomiast jeśli my uczymy pracowników, to również wymagamy wiedzy od nich.

Pytanie do Mateusza – jak zarządzasz swoimi kucharzami?
M.W.: Dobieram kucharzy pod swój charakter. Jeżeli trafiam na osobę, która mnie demotywuje, o której wiem, że będzie stanowiła problem, niestety, rozstajemy się. Z drugiej strony, nie mam w zespole tzw. pupilków. Napiwki dzielę między wszystkich po równo, niezależnie od stażu pracy. Zasada jest taka: jeśli nikogo nie głaszczesz, nikt nie czuje się niedoceniony. Sam staram się być dla nich przykładem: codziennie rano razem zaczynamy pracę, razem idziemy przez dzień, a wieczorem razem sprzątamy. Szef kuchni powinien być na bieżąco z pracą, bo jeśli jakaś osoba nagle się wykruszy, sam będzie w stanie ją zastąpić. Nie można być zakładnikiem swoich ludzi. Jeśli oni coś schrzanią i tak ja za to oberwę, dlatego jeżeli coś zrobili źle, będą za to karani. Staram się słuchać ludzi, chcę pracować w miejscu, gdzie wszyscy patrzą na siebie z uśmiechem i sympatią. Ale w momencie serwisu trzeba wszystkich postawić do pionu.

Wyjeżdżasz na zagraniczne staże, powiedz, który z nich był dla ciebie najbardziej inspirujący i czy to pracodawca finansuje te wyjazdy?
M.W.: U nas nie ma nic za darmo, ale to trochę jest tak, jak z dzieckiem bogatych rodziców. Jeśli wszystko dostajesz na tacy, nie potrafisz tego docenisz. Jeżeli dostaniesz połowę, docenisz to, za co sam zapłaciłeś. Nie jest tak, że mówię: „Marta, jadę na staż, pieniądze na stół”. To tak nie wygląda.

M.J.: My zawsze pomagamy, wiemy, że staże zagraniczne nie są tanie, natomiast to nie jest wycieczka krajoznawcza. To jest praca. Jeżeli Mateusz wyjeżdża, zyskuje on sam, ale też restauracja. Ostatni taki staż w Le Meurice Alain Ducasse'a czy praca z Cédrikiem Groletem na cukierni w pewien sposób zapoczątkowały przemianę, którą Mateusz cały czas kontynuuje z deserami. Również my sami jako restauratorzy inwestujemy w siebie, jeździmy po świecie, odwiedzamy restauracje – to nasze życie.

Wielu młodych szefów kuchni zmienia często miejsce pracy. A ty jesteś w Brasserie od początku jej istnienia. Dlaczego?
M.W.: Przez pierwszy rok udowadniałem sobie, że dam radę. Drugi rok potwierdził to. Trzeci był taki, że powoli zaczynałem robić to, co chciałem. Dochodziły staże i widziałem swój progres. Podstawowym czynnikiem, który definiuje, że nadal chcesz być w miejscu pracy, to mimo wszystko wolna ręka. W Brasserie mam swobodę kreowania karty.

M.J.: Mateusz ma tu jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Jesteśmy w procesie. To jeszcze nie jest czas na zmiany.

Jak wygląda współpraca szefa kuchni i sommeliera pod kątem łączenia wina i jedzenia
P.W.: Nie jestem sommelierem. Zajmuję się układaniem karty win oraz zarządzam zespołem na froncie.

M.J.: Piotrek jest jednym z najlepszych sommelierów w kraju.

P.W.: Nie wiem, od kogo to słyszałaś. Nawet nie należę do Stowarzyszeniu Sommelierów Polskich.

M.J.: Bo jesteś outsiderem.

P.W.: Jestem wielkim fanem jedzenia, a jeśli chodzi o łączenie wina z jedzeniem, to z Mateuszem staramy się nieraz robić to wspólnie. Nie jest to idealna współpraca, ale Mateusz w wielu przypadkach ufa mi, a ja często zostawiam mu wolną rękę w temacie jedzenia. Zdarzają się sytuacje, w których proszę, żeby jakieś danie poszło w konkretnym kierunku. Podpowiadam mu smaki i kolory.

M.J.: Piotrek ma gigantyczną wiedzę, wielkie doświadczenie w zakresie wina oraz intuicję, co z czym łączyć. Podczas kolacji Akademii Gastronomicznej w Brasserie pairing, który przygotował Piotrek, został bardzo wysoko oceniony. On często nie jest oczywisty, Piotr potrafi wyciągnąć takie butelki, że ludziom, którzy znają się na winach, opadają szczęki.

Piotrze, twoja funkcja jest ciekawa, współtworzyłeś Butchery & Wine oraz Brasserię, a rzadko się zdarza, żeby sommelier uczestniczył w tworzeniu restauracji. W Brasserie pełnisz też funkcję menedżera. Jak ją łączysz z byciem sommelierem?
P.W.: Trudno jest mi o tym mówić, ponieważ wywodzę się z zadań niesommelierskich. Zaczynałem pracę w gastronomii jako pracownik sali, przez wiele lat byłem barmanem. Przeszedłem przez większość 5-gwiazdkowych warszawskich hoteli, winem zainteresowałem się dopiero w Pałacu Sobańskich dzięki Łukaszowi Szumskiemu. Uważam moją pracę za bardzo interdyscyplinarną. Staram się delegować wiele zadań, może to jest klucz.

Jesteś perfekcjonistą?
P.W.: Chciałbym. Choć w wielu sferach zawodowych nie jestem uporządkowany. Od drugiej klasy podstawówki mam stwierdzoną nadpobudliwość psychoruchową. Pracowałem na wielu stanowiskach w tej branży. Dużo rzeczy wiem, nie dlatego że się wymądrzam, ale dlatego, że jestem stary.

Stary?
P.W.: Mam 34 lata. Ale pracuję w gastronomii od 18. roku życia.

Jak promujecie swoją restaurację?
M.J.: Mam nadzieję, że skutecznie! Wierzymy w promocję bezpośrednią, czyli w to, co dajemy ludziom do jedzenia, jaki świadczymy im serwis. To najprostszy sposób do stworzenia sieci ambasadorów, którzy pójdą w miasto i opowiedzą o nas. Są też przyjaciele restauracji, którzy najpierw pojawili się w Butchery, później wspomogli nas w Brasserie. Mamy duże grono gości, którzy chodzą do wszystkich restauracji Ferment Group. Więc to jest rzecz, która działa najlepiej. Oprócz tego ja zajmuję się PR-em grupy, to jest codzienna praca, która opiera się na social mediach, spotkaniach, szukaniu nowych pomysłów.

Czyli osobiście prowadzisz konta wszystkich restauracji w Instagramie i Facebooku?
M.J.: Kieliszki na Próżnej i na Hożej robią to świetnie sami, natomiast w przypadku Butchery, Rozbratu i Brasserie robię to głównie ja, bo lubię. Są restauracje, które oddają marketing w ręce firmy zewnętrznej, natomiast w naszym przypadku mam wrażenie, że to się nie do końca sprawdzi. Obserwując profile lokali w Facebooku, bardzo często wiem, które z nich prowadzone są samodzielnie, a które przez agencje. Pojawia się dystans, który odczuwam. Dodatkowo poprzez newsletter i stronę internetową Ferment Group utrzymujemy kontakt z naszymi gośćmi nawet wtedy, kiedy opuszczą już lokal. Jestem w procesie projektu, który ma promować polską gastronomię na arenie międzynarodowej.

Zdradzisz coś więcej?
M.J.: Zależy nam przede wszystkim na tym, żeby do Polski chcieli przyjeżdżać turyści, po to żeby zobaczyć, jaka zmiana się tutaj dokonała. Żeby odkryli polską gastronomię, bo niestety, wciąż jesteśmy widziani jako kraj bigosu i śledzia. Myślę, że Polska jest w momencie przemian. Często nie umiemy się sobą chwalić. Zacznijmy to robić, bo ludzie coraz rzadziej jeżdżą do Paryża, żeby zobaczyć Luwr, a częściej dlatego że otworzyła się tam nowa restauracja. Warszawa nie jest jeszcze popularnym kierunkiem turystycznym, chcemy to zmienić.

Brzmi imponująco. Czy wyróżnienie Bib Michelin pomaga wam w tym zadaniu, faktycznie przyciąga gości z zagranicy?
M.J.: Michelin to jedyny przewodnik, który powoduje, że przychodzą ludzie do restauracji ze względu na recenzję, więc pod tym kątem BIB jest świetny promocyjnie. Natomiast jest to również bardzo ważne wyróżnienie dla restauracji, tym ważniejsze, że utrzymujemy je od 4 lat. Widzimy, że to, co robimy, jest dostrzegane w międzynarodowym, uniwersalnym systemie oceniania. Cieszymy się za każdym razem, jak dostajemy Biba, otwieramy szampana i świętujemy, jakby to był pierwszy raz.

Czy macie plany na przyszły rok, które możecie zdradzić?
M.J.: Plan mamy jeden – może na 2019 – zdobycie gwiazdki dla Brasserie Warszawskiej. Myślę, że jesteśmy już na takim poziomie, że mogę o tym śmiało mówić.

Dlaczego dopiero w 2019?
M.J.: Jesteśmy już po wizycie inspektorów, byli u nas zaraz po remoncie, na przełomie września i października, więc to za krótki czas na otrzymanie gwiazdki. Teraz jeździmy po świecie, widzimy, jak wygląda serwis w restauracjach jednogwiazdkowych i nie mam żadnych kompleksów. Więc dlaczego nie?

MARTA JAKUBOWSKA
Imię i nazwisko: Marta Jakubowska
Data i miejsce urodzenia: 02.04.1979 r., Sosnowiec
Stanowisko: właścicielka Brasserie Warszawska
Najważniejsze osiągnięcia: wiele ich było, a te najważniejsze jeszcze przede mną

MATEUSZ WICHROWSKI
Imię i nazwisko: Mateusz Wichrowski
Data i miejsce urodzenia: 12.11.1990 r., Warszawa
Stanowisko: head chef w Brasserie Warszawska
Najważniejsze osiągnięcia: zdobycie i utrzymanie od 4 lat wyróżnienia Bib Gourmand

PIOTR WOYDE
Imię i nazwisko: Piotr Woyde
Data i miejsce urodzenia: 21.10.1983 r., Warszawa
Stanowisko: general manager/sommelier w Brasserie Warszawska
Najważniejsze osiągnięcia: cieszę się, że kelnerzy wyszkoleni przeze mnie znajdują pracę w każdej warszawskiej restauracji i dobrze dają sobie tam radę

BRASSERIE WARSZAWSKA:
Data otwarcia: 28.08.2012
Liczba miejsc: 60
Liczba kucharzy: 7
Liczba kelnerów: 7
Najpopularniejsze danie: polędwica wołowa à la Rossini, foie gras, gratin ziemniaczane, szpinak – 110 zł
Średni rachunek: 155 zł
Liczba win w karcie: 200, w tym 12 na kieliszki
Oferta lunchowa: 3 przystawki do wyboru + 3 dania główne do wyboru + 2 desery do wyboru, zmieniane co tydzień, opcja wege. Przystawki: 10-16 zł, dania główne 18-29 zł, desery 10-12 zł

Autor tekstu: Agata Godlewska
O AUTORZE
Agata Godlewska
Redaktor naczelna magazynu „Food Service” oraz portalu Ouichef.pl. Magister kulturoznawstwa w SWPS. Przygodę z branżą gastronomiczną rozpoczęła blisko 10 lat temu pod okiem Macieja Nowaka. Autorka niezliczonej ilości wywiadów z najważniejszymi polskimi szefami kuchni i restauratorami. Współtworzy i prowadzi coroczną konferencję Food Service Summit.
Zobacz także
Nowe rozdanie

Na początku roku powołano nowe stowarzyszenie profesjonalistów związanych z gastronomią. O planach działalności Polskiej Inicjatywy Kulinarnej (PIK) rozmawiamy z jej wiceprezesem, szefem kuchni Adamem Chrząstowskim.

APERITIVO Z SIMONEM CAPORALE

Na przełomie września i października br. do Warszawy zawitało Caffè Torino by Martini. W wyniku współpracy marki z Regina Barem powstało wyjątkowe miejsce, które przez 4 tygodnie stało się centrum włoskiego aperitivo.

SZCZEROŚĆ NA TALERZU

O azjatyckim podejściu do świeżości, detektywistycznym poszukiwaniu jakościowego produktu oraz o tym, jak utrzymać stały zespół w kuchni, rozmawiamy z Bartkiem Kędrą, szefem kuchni warszawskiej restauracji Syta 93.

SPRZEDAJEMY ZADOWOLENIE

Kto by pomyślał, że na najlepsze sushi w Polsce będziemy jechać do Kielc. Tymczasem to właśnie tam Michał Kostrzewa od półtora roku prowadzi restaurację Suhi-Ya, w której wysokiej jakości produkt łączy się z jego zamiłowaniem do japońskiej filozofii.

Rozmowa z Piotrem Popińskim

Restaurator, biznesmen, właściciel konceptu gastronomiczno-kulturalnego: Dom Wódki - Restauracja Elixir, Vodka Atelier, The Roots Bar & More, Muzeum Wódki, Elixir Boutique w rozmowie z "Food Service" zdradza kulisy planowanego na październik Festiwalu Wódki i Zakąski.

AMBASADOR DO ZADAŃ SPECJALNYCH

Był kelnerem, sommelierem, menedżerem oraz właścicielem restauracji. Dziś prowadzi globalną agencję bon vivant communications, specjalizującą się w obsłudze pr-owej gwiazdkowych szefów kuchni, produkcji filmowej i organizacji ekskluzywnych przyjęć w najlepszych restauracjach na świecie.

inne kategorie
akademia horeca
Jak łączyć napoje i alkohole z jedzeniem? Jako restaurator pewnie wiele razy myślałeś o zasadach łączenia potraw i napojów. Jak sprawić, aby odpowiednia selekcja napojów pasowała do menu? Co zrobić, by obsługa umiała zarekomendować odpowiedni napój 
do serwowanego posiłku?
więcej
Video
Food Service Summit 2019 - relacja II
Food Service Summit 2019 - relacja
Food Service Summit 2019 - Nabo, Talerzyki
Food Service Summit - Cool Cat
Food Service Summit 2019 - Ale Wino
Zapowiedź Food Service Summit 2019 - Tadeusz Müller
Zapowiedź Food Service Summit 2019 - Marta Glinka & Joanna Mróz
Zapowiedź Food Service Summit 2019 - Natalia Drobnik & Dawid Kaźmierczak
Zapowiedź Food Service Summit 2019 - Agnieszka Kręglicka
Food Service Summit 2018 - relacja
KARTA NAPOJÓW - ODCINEK 6
KARTA NAPOJÓW - ODCINEK 5
więcej