x

Adam Chrząstowski: Czyżby kryzys w kulinarnych social mediach?

Kategoria: Lifestyle - blog    01.04.2018

Od kilku znajomków działających na pograniczu kulinariów i IT dochodzą mnie wieści, że dzieje się coś dziwnego. Posty recenzentów i blogerów mają ostatnio mniej odsłon, like’ów i subskrypcji. Zmniejsza się ich zasięg.

Uwaga, nie mam możliwości zweryfikowania, na ile te informacje są miarodajnie. Nie wiem też, czy to sytuacja chwilowa, czy trend. Postanowiłem się jednak pochylić nad tematem.

Obserwuję światek wirtualny od dłuższego czasu. Nie zawsze się z nim zgadzam, lecz traktuję jako poważną siłę, bo przecież wszystko teraz dzieje się w sieci. Dużo prawdy jest w powiedzeniu, że jeśli nie ma cię na Facebooku, to jakby cię w ogóle nie było. Nie dałbym temu uniesionego do góry kciuka, lecz taka jest rzeczywistość. Jeśli chcemy poinformować świat o tym, co robimy, internet jest do tego najlepszym miejscem. Lecz jak wszystko na świecie, ten fenomen też się zmienia.

Pamiętam czasy, gdy recenzenci kulinarni pisali w najważniejszych gazetach i magazynach. Ich dobra opinia sprawiała, że pod restauracją ustawiały się kolejki, a zła wieszczyła klapę. Później czytelnictwo słowa drukowanego na papierze spadło i ciężar przeniósł się do sieci. A w sieci jak to w sieci, wolnoamerykanka. Pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. W pewnym momencie nastąpił wysyp recenzentów, powstawały blogi, portale, fora. W każdym takim tworze można się było bezpośrednio lub pośrednio wypowiedzieć, zaopiniować i ocenić. Już po krótkiej chwili osoby, które były na tym polu najaktywniejsze, zyskały miano ekspertów kulinarnych. A mnie cały czas dręczyło jedno pytanie: jakim prawem ci ludzie (najczęściej anonimowo) mnie oceniają? Kto ich weryfikuje? Wiem, że naiwnością byłoby wierzyć w grono wyedukowanych ekspertów, którzy stwierdzą, że ten i ten bloger kulinarny jest OK, a inny jest be. Tutaj działa niewidzialna i bezlitosna ręka rynku. Rządzi masa.

Istnieją oczywiście szanowane przewodniki i rankingi, ale one podkreślają, że ich inspektorzy są wyselekcjonowanymi specjalistami z najwyższej półki – są zweryfikowani. Zdarza się, że szef kuchni rezygnuje z bycia reprezentowanym w znanym przewodniku. U nas jednak niewielu może sobie na to pozwolić, z różnych względów. Śmiem twierdzić, że w Polsce dopiero szlifuje się grupa recenzentów o wysokiej i niepodważalnej wiedzy kulinarnej. Tutaj pewnie chcielibyście, drodzy czytelnicy, abym odniósł się do ostatnich dyskusji po gali „Żółtego Przewodnika”. Jednak zostawię to na czas, gdy emocje opadną.

Kulinarna dżungla rządzi się trochę innymi prawami. Wiedza merytoryczna schodzi na dalszy plan, liczy się, kto jest bardziej zauważalny i dotrze do większej liczby odbiorców. Ja na swój prywatny użytek porównuję to do targu kapusty. Wszyscy mają taką samą kapustę, lecz najwięcej sprzedaje ten, który stanął na skrzynce i drze się najgłośniej, deprecjonując  innych sprzedawców i ich produkt. Stąd u recenzentów restauracji wręcz konieczność, aby komuś od czasu do czasu solidnie przywalić, używać ostrego języka, bo gawiedź lubi, jak leje się krew i łzy. No i wulgarny język przynajmniej rozumie.  Co tak naprawdę się dzieje? Zacznę tak. Każdy chce żyć. Do blogerów jako trendsetterów przychodzą firmy z propozycjami, kuszą, płacą, sponsorują produkty, imprezy i wyjazdy. Wszystko po to, aby o nich dobrze pisać. Prowadzenie porządnego bloga to nie lekka praca, więc mało kogo stać na odrzucanie takich propozycji współpracy. Czytelnicy to po pewnym czasie widzą i „ekspert” traci wiarygodność.  

Portale z kolei mają ogromny problem z weryfikacją zamieszczanych opinii. Mnóstwo tam autoreklamy i czarnego PR. Ja na przykład po kilku próbach kierowania się podróżniczymi rankingami straciłem do nich zaufanie. W Madrycie, Neapolu, Paryżu czy Barcelonie, gdy wybierałem restaurację ze szczytu listy, zawsze byłem rozczarowany. Może mają źle ustawione algorytmy albo moje oczekiwania odbiegają od statystycznej średniej. Raczej to drugie. Jeśli obserwujemy wzrost świadomości konsumentów restauracji, to możemy się spodziewać, że niedługo wymagania grupy środka też będą rosły.  Jest jeszcze jedno. Przestajemy czytać. Komunikacja przyspiesza i ewoluuje w kierunku obrazu. Stąd popularność fotek jedzenia na Instagramie. Żeby jeszcze udało się tą drogą przekazać smak, byłoby super.

Autor tekstu: Adam Chrząstowski
O AUTORZE
Adam Chrząstowski
Prezydent Bocuse d’Or Academy Poland, wyróżniony przez Akademię Gastronomiczną nagrodą Mistrz Mistrzów. Prowadzi działalność doradczą i szkoleniową w branży HoReCa (Adam Chrząstowski Consulting), pisze felietony dla magazynu „Food Service”, prowadzi programy kulinarne w Kuchni +.
Był szefem kuchni restauracji Ed Red w Krakowie i w Warszawie, wyróżnionych przez Slow Food Polska oraz przewodniki Michelin i „Gault & Millau”. Współtworzył krakowską restaurację Ancora. Doświadczenie zdobywał na wszystkich szczeblach zawodu kucharza w najlepszych restauracjach w kraju i za granicą. Absolwent filozofii, specjalność – etyka.

Zobacz także

Adam Chrząstowski: Otoczenie

Gdy ruszam w teren, sielankowe widoki burzy zawsze jedna rzecz - wszechobecne śmieci. W takich momentach nachodzi mnie refleksja, że to człowiek sam niszczy piękno, które go otacza. Nie chodzi tutaj wyłącznie o wrażenia estetyczne, ale o całe środowisko naturalne, bez którego żyć nie możemy.

Jarosław Dumanowski: Weganizm i post

Kuchnia staropolska kojarzy nam się przede wszystkim z mięsem. Jest w tym oczywiście trochę prawdy, ale większość ludzi jadła wówczas mięso jedynie od święta.

Weronika Pochylska: Roślinne inspiracje kryzysowe

Pandemia nie oszczędza restauratorów, a najskuteczniejszą bronią w tej nierównej walce często okazują się kreatywność i elastyczność.

Jarosław Dumanowski: Zimno...

Według wywodzącej się jeszcze ze starożytności dietetyki humoralnej rozgrzewające były przede wszystkim ostre przyprawy. Zdaniem autorów polskich zielników z XVI w. dodawały one także sił oraz chęci do życia.

Jarosław Dumanowski: chłodniki owocowe

O chłodnikach już pisałem, ale każde kolejne lato, a od niedawna już nawet wiosna skłaniają nas, by intensywnie myśleć o zimnych zupach. Wśród wielu wersji chłodników białych i czerwonych, na śmietanie, zsiadłym mleku albo kwasie chlebowym zupełnie odrębną grupę stanowią chłodniki owocowe.

JAROSŁAW DUMANOWSKI: CO SIĘ TRAFI, CZYLI ZNOWU O RYBACH

Zimny weekend majowy spędziłem na Mierzei Wiślanej, na samym jej końcu - w Piaskach. Turyści są tam jeszcze nieliczni, więc właściciele pensjonatów i restauracji (wszystkich dwóch) prześcigają się w wysiłkach, by dogodzić swoim gościom.

Inne kategorie

Akademia Horeca

Skuteczna ekspozycja i zatowarowanie restauracji

Dbanie o odpowiedni kontakt wizualny, zagwarantowanie priorytetu produktom najważniejszym z punktu widzenia klienta, dyskretne oznakowanie jakości oferty to droga, która doprowadzi do zwiększenia sprzedaży i zysków.
więcej

Video

Ruch to zdrowie, ale pamiętaj o bezpieczeństwie
Zespół stresu pourazowego – jak zadbać o swoją przyszłość ?
Społeczna odpowiedzialność – myśl o innych
Techniki relaksacji – jak się zregenerować?
Obniżenie nastroju – zrób nowy plan
Lęk przed utratą pracy – jak sobie z nim poradzić?
Konflikty w rodzinie – jak do nich nie dopuścić?
Kontrola – jak jej nie stracić ?
więcej